Pamiętnik Jana Konopielko ur.12 lutego 1906 r w Kołpiei, zmarłego 22 grudnia1985 w Olsztynie . Spoczywa na Cmentarzu w Lidzbarku Warmińskim obok swojej żony – Heleny z d. Wojciul
Skończyły się dobre czasy dla mnie, gdy przyjechał n o w y n a c z e l n i k d o s p r a w p o l i t y c z n y c h.
Ten nowy NKGB- owiec, był człowiekiem młodym i gołym, nie miał swojej pościeli i dlatego przyszedł do kaptiorka , żeby wypożyczyć pościel .
Dałem mu: koc, poszewkę, prześcieradło i materac.
Po wręczeniu poprosiłem , by powiedział mi swoje nazwisko, gdyż miałem zapisać te rzeczy do ewidencji.
Podał nazwisko, ale chyba ten mój sposób postępowania nie podobał się jemu, bo się zemścił nade mną.
Sprawdzając zakład remontu odzieży poza zoną znalazł dwie pary moich !!! spodni, które oddałem krawcom, by mnie z nich uszyli marynareczkę.
W tej sprawie wezwał mnie do swego gabinetu i tam udowadniał mi, że ja przywłaszczyłem sobie te spodnie.
Ja usprawiedliwiałem się tym, że nie wypisywałem sobie nowych spodni przez dwa lata.
Że chciałem z tych spodni uszyć sobie marynareczkę, bo już mam prędko opuścić łagier, że mnie zostało jeszcze 7 miesięcy – być w łagrze
Nie pomogło moje szczere wyjaśnienie.
Dał 5 dni karceru, no i zdjął mnie z posady kaptrioszczyka .
Sam kradł, a drugich za takie postępowanie jak moje karał i to n i e s ł u s z n i e.
Mało tego, że mnie usunął z przechowalni, ale wbrew przepisom w y s ł a ł n a e t a p d o K o ł y m y , bym tam zginął .
Każdego roku robiono nabór na wywóz do kopania złota na rzece Kołymie za Morzem Ochockim.
Brano tam tylko więźniów do lat 45, a mnie już było w tym czasie 46 lat.
Więc i tu zemścił się na mnie , wysyłając na śmierć.
Zastosował on stare prawo tajgi:
prokurator- niedźwiedź , sędzia- tajga.
W r o k u 1 9 5 3 w m i e s i ą c u l i p c u zabrano z naszego obozu 250 więźniów .
Z tajgi położonej za T a j s z e t e m w k i e r u n k u B r a c k a przywieziono nas w czterech wagonach do I r k u c k a.
W Irkucku stoimy cały dzień.
Upał niesamowity, dochodzi do 40 stopni ciepła.
Z nar wszyscy poschodzili.
Tarzamy się po podłodze.
Jesteśmy wszyscy w stroju adamowym.
Oddychać nie ma czym.
Ślina zasycha w ustach.
A tu jeszcze i brak wody.
Jesteśmy półtrupami.
Mało brakuje, a wszyscy wyzioniemy ducha.
Nareszcie pociąg rusza i przez szczelinki w wagonie przedostają się strumyczki orzeźwiającego powietrza.
Pociąg mknie i my zaczynamy się po trochu ruszać.
Pełzniemy na swoje nary i pod nary.
Mój sąsiad, m o s k w i c z a n i n i ja zajmujemy miejsca pod ostatnimi narami.
Pytam go, j a k o n ż y ł p o d c z a s p a n o w a n i a w ł a d z y r a d z i e c k i e j. Ciężko westchnął i powiedział, że to nie było życie, a istna męka.
Pochodził on z rodziny bogatych mieszczan .
I t o b y ł o j e g o n i e s z c z ę ś c i e.
Rodzinę jego zamordowali, bo byli kontrrewolucjonistami.
On skończył gimnazjum i zaczął pracować w drogowym ruchu samochodowym w Moskwie. Cały czas pracy był pod nadzorem NKGB, na cenzurowanym miejscu- syn kontrrewolucjonisty.
Mieszkał w ojcowskim domu zmniejszonym o trzy czwarte. Ożenił się i miał dwóch synów. Mimo dobrych wyników w pracy nie czuł się zadowolony.
Wciąż bał się, że go aresztują.
Po dwudziestu latach , w 1951 roku dościgła go ta nieszczęsna chwila – aresztowali go.
Na jego pytanie , dlaczego tego nie uczynili wcześniej?, otrzymał odpowiedź:
„ Potomu szto ty był nam nużen, a tiepier my imiejem swoich mołodych rabotnikow.
A tiepier wy możecie porabotać na rabotach potiażeleje. Wy swoim mołodym robotnikom raskazywali o swojej choroszej osieni. „
.
Ten mój sąsiad dodał: „ Po statii 56 – połucził dziesiać liet. – isprawitielnych trudowych liet i sosłan na wiecznuju zsyłku na Sibir, Kazachstan, Nowosybirsk itd.”.
Wrócić do Moskwy nie może nawet po skończeniu kary zesłania.
Jak przestrzegali przepisów , że na Kołymę można wywozić więźniów o dobrej kondycji i to mających nie więcej jak 45 lat.
I tego moskwiczanina zabrali gdy miał 50 lat- sądziła tajga, a prokuratorem był niedźwiedź.
Największe katusze przeżywał ten mój kolega- moskwiczanin- gdy jeszcze normalnie pracując, musiał wysyłać w nocy samochody dla NKGB, które szalało przez całe noce, podbierając wrogów narodu.
Całymi nocami drżał w pościeli i gdy coś gdzieś stuknęło, zrywał się i już był pewny, że zjawili się – wilki drapieżne po zdobycz.
Opowiadał, że jak w Moskwie i Leningradzie i w całym kraju ludzie- obywatele dzieli się na trzy grupy : 1) ci, którzy siedzą, 2) którzy siedzieli i 3) ci, którzy będą siedzieć.
Na pytanie, jakie było wasze życie?- odpowiada : „ syf, kasza, tiurma, papasza- eta żyźń nasza”.
Mimo rygoru, jaki stosowali NKGB- iści wobec swoich grażdan – obywateli, zdarzały się takie oto kawały :
Na pudełku od zapałek można było widzieć Kalinina- ministra rolnictwa, ze zdobycznym cielęciem pod pachą – wracającego z kołchozu.
Zrozumiała rzecz, że aresztowano pół fabryki zapałczanej.
Jak oprawcy stalinizmu wykonywali jego polecenia , niech będzie ten oto komiczny wypadek.
Stalin palił fajkę i założył ją za ucho ( taki u niego był zwyczaj) i zapomniał.
Wezwał on do siebie swoich pachołków i polecił tym stróżom, żeby natychmiast odnaleziono jego lulkę- fajkę.
Nie minęło 15 minut i już zgłoszono 47 złodziei !!!! .
Na pytanie Stalina, co to są za obywatele, którzy oczekują na korytarzu- odpowiedź brzmiała: To są złodzieje, którzy ukradli waszą fajkę.
Sięgnął ręką za ucho mówiąc: czort z wami, etaż ” trubka” za uchem ….
Cdn.
zdjęcie własne


Nawet takie traumy nie gaszą humoru. Pewnie tylko to daje przetrwać niesprawiedliwość.
No to się teraz porobiło… Ale tak naprawdę to nie było uczciwe wobec Jana…
Powiedzieć swołocz o takim politruku, to i tak za mało
Nawet zwierzętami tych zwyrodnialcow nie można – były to bestie w ludzkim ciele.