Śladami mojego Taty. O teatrach lalkowych.

 

Bolek sobie przypomniał, że ksiądz miał starą książkę, gdzie  były opisane dzieje teatrów kukiełkowych. Nie zapamiętał tytułu, więc któregoś dnia poszli z Michalina do księdza. Oczywiście ten udostępnił im całą swoją bibliotekę. Spędzili tam cały dzień, mało brakowało, że Bolek by się spóźnił do kościoła na wieczorną mszę, gdzie jak wiadomo muzyką napełniał dusze wiernych.

I wreszcie znaleźli tę księgę.

Dowiedzieli się więc, że  w ślady teatru lalek odkryto w dawnych obrzędach kultowych starożytnego Egiptu i w starożytnej Grecji oraz Rzymie. Później znaleziono je w Azji, i innych krajach Europy.

Najpóźniej pojawił się w Ameryce .

Teatr lalek rozwijał się równolegle z teatrem żywego aktora i przechodził te same fazy rozwoju.

W średniowieczu zwykle przedstawiał wydarzenia religijne, np. misteria na Wielkanoc i Boże Narodzenie, ale był także  repertuar świecki.

Jak podają legendy z czasów  starożytnych Indii, pierwszego lalkarza i lalkę stworzył Brahma w swoim niebie jako rozrywkę dla żony- Saraswati.

Gdy okazało się, że ona zaniedbuje swoje obowiązki , bo stale ogląda przedstawienia, urażony Brahma zesłał lalkarza i jego lalkę na ziemię.

Bolkowi bardzo się spodobała ta legenda i po przeczytaniu jej natychmiast powiedział, że jego lalkarka=Michalina, na pewno została mu zesłana na ziemię przez samego Boga.

Uśmiali się serdecznie z tego co powiedział Bolek, nawet ksiądz Eustachy, mimo niedomagania wszedł do biblioteki i chociaż na chwilę  poweselał, zapominając o chorobie.

Na medycznej ścieżce. Propedeutyka pediatrii.

 

 Zajęcia kliniczne na 3 roku studiów były zdominowane przez wrażenia z propedeutyki interny, odbywanej w Klinice Profesora Roguskiego.

Ale  w tym samym czasie wprowadzona była też propedeutyka pediatrii. Niestety były to tylko wykłady. Widocznie tak przewidywał plan. Dlatego też nie było mocnych wrażeń, które by się wryły w naszą świeżą i chłonną pamięć.

Zapamiętałam jedynie ówczesną panią Docent Marię Goncerzewicz. Wykładała  ten przedmiot. Zwykle spacerowała za katedrą, czasami coś pokazując na tablicy.

Była bardzo przystojna, wysoka i dostojna. Pięknie nosiła dumną głowę, z włosami ciasno zaczesanymi i upiętymi w kok szczelnie zamknięty  na kształt muszli z bocznym wejściem .

W czasie wykładu wpatrywałyśmy się z zachwytem w tę wysoką  energetyczną piękną kobietę . Gdy tworzono Centrum Zdrowia Dziecka  w Warszawie , została dyrektorem naczelnym z  misją zorganizowania zespołu kierowników klinik . Poradziła sobie z tym trudnym zadaniem, ściągając najlepszych fachowców  z różnych ośrodków w kraju….

Pewnie jeszcze kiedyś o Niej opowiem…

Śladami mojego Taty. Michalina i obce dzieciaki.

 

Kogucik z Portugalii. Zbiory własne.

 

I gdy Michalina zobaczyła rozpłaszczone noski na szybie, postanowiła zwabić dzieciaki do swojego pokoju. Nie były tutaj w zwyczaju  wchodzenia do cudzych domów, więc użyła podstępu. Postanowiła oswoić dzieciaki,

Długo nie reagowała na to, że zaglądają do pokoiku.

Któregoś dnia podniosła głowę i się do nich uśmiechnęła.

Nie drgnęły, zapatrzone na teatrzyk. 

Najpierw zniknęła pod sceną, ale potem zostawiła lalki i cichcem wyczołgała się z pokoju. Zabrała ze sobą dwie kukiełki , które w międzyczasie uszyła , myśląc o obdarowaniu dzieci. Stały nieruchomo, wpatrzone w jej pokój.

Cichutko zawołała dzieci po imieniu, wcześniej bowiem dowiedziała się, jak się nazywają. Drgnęły, popatrzyły na nią niepewne, czy nie popełniają winy , wtedy wysunęła rękę  i podawała lalkę dziewczynce, a chłopakowi  szmacianego konika.

Niedowierzająco i niepewnie podeszły do Michaliny, ale pokusa była silniejsza niż ich opory. Złapały podarunki i uciekły do swojego domu. Nie była pewna, czy wrócą.

Ale cierpliwie czekała, po dwóch dniach przyszły.

Były za oknem, pokazywały ofiarowane przez nią lalki. Wtedy wyszła przed próg i zaprosiła je do swojego pokoju.

Magia teatru działała, zaraziły się tę magią i czuły przyciąganie silniejsze od lęku i woli.

Wkrótce siedziały przed teatrzykiem, a Michalina spod sceny udawała beczenie kozy, drugą ręką prowadziła babuleńkę i płynęła bajka o kozusze  kłamczusze…

.Od tej pory, przybywało dzieciaków, już bez lęku wchodziły do pokoju Michaliny , ssały cukierki, które ugotowała specjalnie na tę okazję mama Michaliny i godzinami spędzały czas przed teatrzykiem.

Potem brat Michaliny zbił z desek stół i wniósł do pokoju Michaliny.

Przy tym stole dzieciaki zasiadały kręgiem i same rwały się do produkowania lalek. Miały tysiące pomysłów, przynosiły z domu resztki kolorowych gałganków, małe guziczki  jakieś paciorki.

Potem same układały niezdarne wierszyki i śpiewały wymyślone przez siebie piosenki. Bo ten naród był rozśpiewany, miał cudnie skonstruowane krtanie, które umożliwiały wydawanie pięknych dźwięków a ich mowa była zaśpiewna, miękka która sama układała się w pieśń. Najpiękniejsze były wieczory i dni kiedy deszcz śpiewał za oknem a wiatr mu wtórował.

W czasie wakacji, rodzice mogli spokojnie wychodzić do żniw, bo ich dzieciaki były pod dobrą opieką i miały ciekawe zajęcie.

Powoli dorastały kolejne dzieci, czasami już dwulatki przychodziły z rodzeństwem. Pasja Michaliny została przekazana kolejnym pokoleniom. Najstarsze, te pierwsze , które nieśmiało rozpłaszczały nosy na szybie, zaglądając do bajkowego świata, same stworzyły swój teatrzyk. Tak więc gdy opuszczała swoje miasteczko, była spokojna, że duch nie zaniknie w pozostawionych dzieciakach.

Teraz miała zamiar kontynuować swoją pasję, miłość i zarazić tym dzieci Rakowskie.

Bolek słuchał tej opowieści z zapartym tchem, czuł jak rośnie jego serce i podziw dla swojej młodej żony. Był pewien, że wszystko się uda…..

Na medycznej ścieżce. Dzieje dializoterapii.

Wspominając moje tamte studenckie czasy, lata 1965- czytam w Internecie na temat historii dializoterapii.

   Początek tej historii, to działania Willera Kolffa, który w czasie drugiej światowej przeprowadził w Amsterdamie pierwszą na świecie dializę. .

Wówczas to Willem Kolff  wykonał w Amsterdamie pierwszą na świecie dializę. Wyprowadził on krew z ustroju pacjenta , przepuścił przez błonę celofanową umieszczoną w specjalnym aparacie i krew już oczyszczoną wprowadził z powrotem do ustroju. To była właśnie pierwsza sztuczna nerka.

W 1946 roku prof. W.Kolff ofiarował sztuczną nerkę Polsce, ale nigdy nie została wykorzystana. Prawdopodobnie zabrakło odważnych lekarzy, bo prowadzenie dializ to jest nie lada wyzwanie.

W 1957 roku powstał ośrodek dializ w Pradze czeskiej. Leczono tam kilku pacjentów z Polski.

W 1958 roku Prof. Jan Roguski ( nasz poznański profesor!)  i wtedy jeszcze doc Witold Orłowski z Akademii Medycznej w Warszawie przekonali polskie władze , że wożenie pacjentów do Pragi jest wstydem dla naszego kraju.

Nie było to łatwe, ale obaj lekarze byli uparci, ogarnięci ideą i co najważniejsze nie mogli patrzeć jak umierają ich chorzy, którym można było pomóc. Wyobrażam sobie ich determinację.

I  wreszcie  nastąpił moment dawno oczekiwany i podniosły. Zakupiono dwie sztuczne nerki .

Jedną umieszczono w II Klinice Chorób Wewnętrznych w Poznaniu , kierowanej jeszcze przez Prof. Adama Biernackiego a następnie prof. Jana Roguskiego   , a drugą w I Klinice Ch.  Wewnętrznych w Warszawie, gdzie działał Prof. Witold Orłowski .

 Aparaty  działały przez kilka lat, potem polscy lekarze i inżynierowie wprowadzili kilka istotnych usprawnień w szwedzkich urządzeniach a właściwie skonstruowali je od początku.  

To była data rewolucyjna w polskiej nefrologii  . Od tej pory w Polsce uratowano życie wielu pacjentom  z przewlekłą niewydolnością nerek . 

 

Jak już pisałam wcześniej, miałam szczęście oglądać to urządzenie w poznańskiej Klinice , niespełna 8 lat po  zainstalowaniu. Już wtedy było nieomal w całości zrekonstruowane przez polskich inżynierów z poznańskich zakładów Cegielskiego.

I dostąpiłam   zaszczytu  poznania Wielkiego Człowieka Polskiej Medycyny, wspaniałego Lekarza i Nauczyciela , niewysokiego szczupłego o arystokratycznych rysach, pasji w oczach i wielkiej klasie Profesora Jana Rogulskiego.

A po trzech latach, w czasie zajęć w Akademii Medycznej w Warszawie  oglądałam dializy i z lękiem postrzegałam bardzo surowego Profesora Witolda Orłowskiego.

To byli Wspaniali Ludzie, niesamowicie zaangażowani zawodowo, których działania na pewno wspominają tysiące uratowanych pacjentów i ich rodzin. Dzięki Nim można uwierzyć w piękno Człowieka – Lekarza !

 

 

 

Śladami mojego Taty. Michalina i dzieciaki

 

Lalki przywiezione z Kuby. Zbiory własne.

 

Któregoś dnia, gdy Michalina zajmowała się swoim teatrzykiem kukiełkowym, zobaczyła spłaszczony i bardzo zasmarkany mały nosek przylepiony do szyby okienka w  jej pokoiku. Maluch trwał nieruchomo, ona nie poruszała się, obserwowała go jedynie kątem oka, bojąc się, że się wystraszy i ucieknie. Następnego dnia zobaczyła dwa noski rozpłaszczone na szybie.

Nie reagowała, ale nadal układała swoje lalki, potem wpadła na pewien pomysł, który konsekwentnie realizowała.

Ale tymczasem niektórym lalkom przymocowała patyki i w ten sposób powstały kukiełki. Pozostało jeszcze zbudować maleńką scenę. Starszy brat w tajemnicy przed siostrą, w szopie przygotował dla niej niespodziankę. Przez kolejne dni gromadził nieprzydatne ojcu deski, coś tam poprzycinał, piłował, szlifował, dopasowywał i wkrótce przyniósł do jej pokoju prawdziwy miniteatrzyk. Nie było końca radości.

Brat zaplanował specjalne miejsce za i pod sceną, ukryte przed widzami, gdzie mogła nawet siedzieć i tylko unosząc w dłoniach lalki na patykach, poruszać kukiełkami. Stamtąd też mogła śpiewać, recytować lub udawać różne głosy, pozostając nierozpoznawalna.

Gdy rozpoczęła uruchamianie lalek, zaśmiewali się z bratem tak głośno, że nadbiegła matka odrywając się od lepienia pierogów. Stanęła w drzwiach i wkrótce cała trójka pokładała się ze śmiechu.

Była to w ogóle wesoła rodzinka.

Po paru dniach Michalina po powrocie ze szkoły zobaczyła, że jej teatrzyk jest pokryty ładną zieloną tkaniną a scenę zamyka najprawdziwsza kurtyna. To była niespodzianka od mamy, szczególny prezent na przyszłe imieniny Michaliny.

Na medycznej ścieżce. Dializoterapia

 

Nakłuta przetoka  tętniczo – żylna. Doprowadzanie i odprowadzenie krwi z urządzenia do dializy.

 

Lekarze od dawna obserwowali pacjentów ze schyłkową niewydolnością nerek. Przyczyny tego stanu mogły być różne, ale skutki metaboliczne były podobne.

Dochodziło do wielkiego nagromadzenia różnych substancji,  co powodowało ogólne zatrucie pacjenta. Próbowano zahamować proces zatruwania poprzez różne ograniczenia dietetyczne, podawanie leków wiążących toksyny. Jednak organizm pozbawiony funkcji nerek nie był w stanie długo funkcjonować. Medycyna była w takiej sytuacji bezradna.

Już bardzo dawno poznano budowę nerek i wiele mechanizmów za pomocą których ten narząd oczyszcza organizm. Najprostszy z nich to specjalne błony, oddzielające przepływającą krew od tego co się z niej przesączy tworząc tzw. mocz pierwotny. W tym moczu stężenie trucizn jest niższe niż we krwi co powoduje przechodzenie ich z krwi do moczu i następnie wydalenie z ustroju.

 

Ten mechanizm wydawał się bardzo prosty i już na początku XX wieku dojrzał pomysł, by skonstruować urządzenie do pozanerkowego oczyszczania organizmu i tym samym ratować życie pacjentów z przewlekłą niewydolnością nerek.

Największą trudnością było wynalezienie środka, który zapobiegałby krzepnięciu krwi w tym urządzeniu oraz wyszukanie odpowiedniej błony, która by odpowiednio tę krew filtrowała pozostawiając krwinki a usuwając jedynie toksyny.

Tuż przed II wojną światową wynaleziono heparynę. Hamowała ona krzepnięcie krwi, więc problem pierwszy wydawał się być rozwiązany. W czasie II wojny światowej w badaniach doświadczalnych użyto zwykłego celofanu. Spełniał on wszystkie oczekiwania i doskonale przepuszczał jedynie substancje nieprawidłowe.

Do zabiegu oczyszczania pozaustrojowego na żywym, chorym człowieku był przygotowany i odważnie go wykonał  William Kolff. I właśnie on po raz pierwszy w świecie, w czasie II wojny światowej w Amsterdamie przeprowadził skuteczną dializę.

Ze względów higienicznych, by zapobiegać zakażeniom z zewnątrz wydzielono specjalną salę i pracowali tam ludzie, którzy nie kontaktowali się z innymi pacjentami. Pacjent był ułożony na specjalnym łóżku osadzonym na wadze. Obok łóżka ustawiono urządzenie, które miało kształt walca, a w środku, za osłonami były nawinięte jak na szpulę celofanowe rurki. Było ich około 20 m. W tych rurkach przepływała krew pacjenta, tłoczona tam za pomocą specjalnej pompy. Szpula ta i rurki były zanurzone w specjalnie przygotowanym roztworze, który wysysał z przepływającej krwi substancje toksyczne. 

Ponieważ każdy zabieg wymaga nakłuwania tętnicy i żyły chorego, wymyślono tzw przetokę. W tym celu na jego ręce, pomiędzy dłonią a łokciem nacięto tętnicę, wszywając rurkę  z tworzywa sztucznego, a drugi jej koniec wszyto do naciętej żyły. Krew z tętnicy przepływa przez przetokę i wraca do żyły tworząc zamknięty obieg. Umożliwia to częste nakłuwanie, bez bólu pacjenta oraz oszczędza cenne naczynia chorego.

Po nakłuciu przetoki, krew pacjenta jest tłoczona do celofanowych przewodów urządzenia do dializy. Przebywa odległość ponad 20 m. By zachować w tym czasie prawidłowe krążenie krwi chorego, w czasie każdej dializy dodatkowo podaje się ok. 500 ml świeżej krwi innego człowieka. Zabieg trwa ok. 6-12 godzin. Jeśli jest wykonywany z powodu tzw ostrej niewydolności nerek, tzn nagłego zatrzymania jej pracy na skutek różnych przyczyn może wystarczyć tylko jeden lub kilka do odzyskania zdrowia. Jednak gdy nerki są zniszczone, zabiegi wymagają powtarzania kilka razy w tygodniu.

 

O tym wszystkim opowiadał nam prof. Rogulski, było to jego pasją.

Podziwialiśmy odwagę ludzi, którzy nie wahali się, by w taki ryzykowny, nie pozbawiony ciężkich powikłań sposób ratować życie swoich chorych.

Śladami mojego Taty. Świat lalek Michaliny.

 

Lalka turecka.Zbiory własne.

 

Przysiedli na podłodze. Michalina kolejno przedstawiała Bolkowi swoje kukiełki. I o historii każdej umiała ciekawie opowiedzieć.

Nieomal wszystkie były jej dziełem.  

Oglądała obrazki w starych książkach i wynajdowała postaci, które mogła odtworzyć. 

Tym tematem interesowała się od wczesnej młodości a właściwie dzieciństwa. Początkowo pomagała jej mama, udzielając porad.

W ten sposób Michalina opanowała technikę  wyrobu lalek.

Twarzyczki a czasami całe korpusy ulepiała z ciasta, które po wysuszeniu malowała  na różne barwy. Niektóre lalki miały główki wyrzeźbione w drewnie, bowiem początkowo zaangażowała do pomocy starszego brata. Sama trochę się bała manipulowania dłutem, więc wolała zlecić to komuś innemu.

A że była stanowcza i umiała ładnie prosić, nikt nie odmawiał pomocy.

W ten sposób powstały lalki wzorowane na rycinach kobiet tureckich, sardyńskich , a nawet brazylijskich i kubańskich. Modeli zwierzątek nie musiała daleko szukać, ponieważ obserwowała przyrodę, która ją otaczała.

Potem układała różne historie, częściowo opierając się na bajkach, które opowiadała jej mama przed snem. Te wieczory z wczesnego dzieciństwa były bardzo ważne dla Michaliny, bo rozbudowały jej wyobraźnię. Zawsze myślała obrazami, które trwale zachowywała pod powiekami.

 

 

Lalki przywiezione z Brazylii

Na medycznej ścieżce. Sztuczna nerka.

 

Któregoś dnia, gdy w poznańskiej klinice odbywaliśmy zajęcia z propedeutyki interny, zaproszono nas do specjalnego pomieszczenia.

Lekarze byli przejęci i czuliśmy, że zobaczymy coś niezwykłego, nadzwyczajnego.

Wchodziliśmy kolejno, tłocząc się pod ścianą.

Prawie cały pokój zajmowała maszyneria: warczał silnik, pluskała pompa a w centrum stał ogromniasty kocioł z przykrywą.

Gdzieś daleko, poza tymi urządzeniami dostrzegliśmy zwykłe szpitalne łóżko a na nim chudziutkiego człowieka o szarej twarzy. Na krawędzi łóżka spoczywała jego koścista ręka z której wyprowadzone były przewody wypełnione krwią.

Gdyby nie obecność pacjenta, wydawać się mogło, że pomyliliśmy pokoje i teraz znajdujemy się w jakimś pomieszczeniu technicznym.

Profesor z dumą objaśnił nam, że mamy szczęście, i oto jesteśmy w tej klinice w czasach historycznych.

Bo całkiem  niedawno rozpoczęto tutaj nową erę w leczeniu pacjentów z niewydolnością nerek.

Ta metoda, która zmieniła rokowanie w ciężkich chorobach nerek nazwana jest dializą.

A aparatura, którą teraz oglądamy jest tzw sztuczną nerką. Wykonali ją inżynierowie z Poznańskich Zakładów Cegielskiego. 

Wydaje się, że nasze zajęcia były tak niedawno, a to już minęło ponad 50 lat.

I obecnie takie urządzenia to już XXI wiek, mają taki format, że nawet mieszczą się w kieszeni, ale nie zmieniła się zasada zabiegów.

 

Schemat urządzenia do leczenia nerkozastępczego czyli dializy.

 

 

Śladami mojego Taty. Pasja Michaliny.

 

 

Tak więc Bolek wreszcie odkrył prawdziwą pasję swojej żony.  

Jeszcze przed ślubem, gdy studiował Księgę imion, znalazł informację na temat tego, co przynosi dziewczynie imię Michalina.

Właśnie wtedy zaintrygowała go informacja, że do pełni jej szczęścia jest potrzebny nie tylko zwykły rodzinny dom, ale także możliwość realizowania swojej pasji a nawet praca zawodowa.

I dlatego zastanawiał się, czym go zaskoczy Michalina. Krótko mówiąc spodziewał się z jej strony jakiejś niespodzianki. Był przygotowany na różne pomysły, nawet parokrotnie chciał zapytać, ale unikała takich rozmów, znajdując jakieś błahe wymówki, a najczęściej zmieniała temat rozmowy.

Ale, jak mówili jego dziadowie, co się odwlecze to nie uciecze i przyszedł wreszcie moment wyjaśnienia zagadki.

Gdy weszli razem na stryszek, zobaczył królestwo Michaliny.

W centralnym punkcie stała najprawdziwsza miniaturowa scena, teraz zakryta miękką, czerwoną kurtyną ze zwisającymi z obu jej stron złotymi sznurkami zakończonymi miękkimi pomponami.

Pod ścianami siedziały dość duże, kolorowe, szmaciane lalki.

Poubierane odświętnie, ze sznurkowymi włosami, w kapeluszach, chustkach lub wiankach na głowach przytulały się do szmacianych chłopaków o szczeciniastych rozwichrzonych włosach.

U ich stóp leżały niewielkie materiałowe pieski, smok, koty. Był też jeden papierowy wilk i mały kogucik z gliny .  

To było królestwo jego żony, jej własne niezależne tajemne terytorium.

Teraz odkrywał inne oblicze Michaliny.

W jej oczach zobaczył nieznane mu do tej pory uśmiechnięte ogniki.

Wprawdzie miała trochę niepewną minę, patrzyła badawczo na męża, może bała się, że wykpi jej pasję.

Dlatego mu nigdy o tym nie opowiadała, bo to była w  końcu tylko zabawa. Zabawa lalkami, szmacianymi zwierzątkami, jednym słowem – kukiełkami.

Jednak Bolek nie zlekceważył tego, co ją interesowało. Był poważny, zaskoczony ale uśmiechał się radośnie i oglądał teatrzyk Michaliny z podziwem.

Podziwiał jej pomysłowość.

Bardzo mu się podobał teatrzyk Michaliny, ale najbardziej to, że już zdążyła zainteresować swoją pasją małe dzieci sąsiadów. Jak to się stało, przecież mieszkała tutaj od tak niedawna… 

 

Ze zbiorów własnych

Na medycznej ścieżce . Jeszcze na temat symetrii i asymetrii ciała ludzkiego

 

Z dzieła Leonardo da Vinci. Zdjęcie zamieszczone w Wikipedii.

 

W czasie zajęć z propedeutyki interny uporządkowaliśmy sobie wiedzę wyniesioną z anatomii  na temat budowy ciała człowieka.

W okresie życia łonowego człowieka jedna połowa ciała jest zwykle lustrzanym odbiciem drugiej.  Zwykle w czasie pokwitania nasilają się cechy pewnej asymetrii w budowie.

I w efekcie dopuszcza się niewielkie odchylenia , uważając , że mieszczą się w granicy normy.  

Zazwyczaj można stwierdzić skośne położenie mostka, pochylenie miednicy w jedną stronę, niewielkie boczne skrzywienie kręgosłupa, odchylenie nosa w jedną stronę.

Jeśli wykonamy zdjęcie twarzy , a następnie dokładnie podzielimy twarz na dwie połowy i każdą z połówek obejrzymy  razem z  jej lustrzanym  odbiciem, to otrzymamy dwie różniące się twarze.

Narządy wewnętrzne parzyste mogą się różnić kształtem, wielkością i lokalizacją.

-lewa półkula mózgu  zazwyczaj jest większa niż prawa

-lewe płuco ma mniejszą pojemność i jest zbudowane z mniejszej liczby płatów

-lewa nerka znajduje się wyżej niż prawa. Umowna dopuszczalna różnica długości nerek wynosi 0,5 cm

– u mężczyzn prawe jądro zazwyczaj znajduje się poniżej lewego w worku mosznowym.

Narządy nieparzyste mogą być położone symetrycznie jak ośrodkowy układ nerwowy, zewnętrzne narządy płciowe, pęcherz moczowy.

Asymetrycznie po stronie prawej położona jest wątroba, trzustka, a po lewej -śledziona, żołądek.

W niektórych zespołach wad wrodzonych można zauważyć znaczne  nasilenie asymetrii ciała.

Niektóre wady występują częściej w określonej połowie ciała. Np. przepuklina pachwinowa jest stwierdzana częściej po prawej stronie, a rozszczep wargi i zwiększona liczba palców, częstsze po lewej.

Zdarza się wyraźny patologiczny przerost połowy ciała określany mianem hiperplazji, czy hemihipertrofii.

O zaburzeniach rozwoju określanych jako odwrotne ułożenie trzewi  określane terminem łacińskim – situs viscerum inversus już wspominałam w poprzednich wpisach. Odwrotne ułożenie trzewi może dotyczyć narządów znajdujących się pod i nad przeponą lub tylko po jednej stronie przepony.

Dobrze zapamiętałam  lekcję otrzymaną w czasie zajęć z propedeutyki interny…