Któregoś dnia, gdy w poznańskiej klinice odbywaliśmy zajęcia z propedeutyki interny, zaproszono nas do specjalnego pomieszczenia.
Lekarze byli przejęci i czuliśmy, że zobaczymy coś niezwykłego, nadzwyczajnego.
Wchodziliśmy kolejno, tłocząc się pod ścianą.
Prawie cały pokój zajmowała maszyneria: warczał silnik, pluskała pompa a w centrum stał ogromniasty kocioł z przykrywą.
Gdzieś daleko, poza tymi urządzeniami dostrzegliśmy zwykłe szpitalne łóżko a na nim chudziutkiego człowieka o szarej twarzy. Na krawędzi łóżka spoczywała jego koścista ręka z której wyprowadzone były przewody wypełnione krwią.
Gdyby nie obecność pacjenta, wydawać się mogło, że pomyliliśmy pokoje i teraz znajdujemy się w jakimś pomieszczeniu technicznym.
Profesor z dumą objaśnił nam, że mamy szczęście, i oto jesteśmy w tej klinice w czasach historycznych.
Bo całkiem niedawno rozpoczęto tutaj nową erę w leczeniu pacjentów z niewydolnością nerek.
Ta metoda, która zmieniła rokowanie w ciężkich chorobach nerek nazwana jest dializą.
A aparatura, którą teraz oglądamy jest tzw sztuczną nerką. Wykonali ją inżynierowie z Poznańskich Zakładów Cegielskiego.
Wydaje się, że nasze zajęcia były tak niedawno, a to już minęło ponad 50 lat.
I obecnie takie urządzenia to już XXI wiek, mają taki format, że nawet mieszczą się w kieszeni, ale nie zmieniła się zasada zabiegów.
Schemat urządzenia do leczenia nerkozastępczego czyli dializy.

