Czesław Miłosz
Rok myśliwego
Reputacja literacka naszego noblisty jest tak wysoka , że każdą jego książkę przyjmujemy z ogromnym zainteresowaniem , z życzliwą uwagą . I tak jest też w przypadku „ Roku myśliwego” – tomu wspomnień i diariuszowych zapisków Czesława Miłosza , niedawno wydanego w krakowskiej oficynie „ Znak”. Pisał je autor od sierpnia 1987 r. do sierpnia 1988 r., notując w porządku chronologicznym ważniejsze dla niego wydarzenia osobiste , ale zarazem wplatając wątki retrospekcyjne , sięgające odległych lat dzieciństwa, dojrzewania w Wilnie , pobytu podczas wojny w Warszawie a następnie – lat powojennych, które doprowadziły pisarza do wyboru losu emigranta . Jest to zatem szeroka panorama wydarzeń historycznych , z którymi autor miał bezpośredni kontakt , w których uczestniczył biernie , jako świadek , bądź też jako ich współbohater.
Luźny, rwący się to narracyjny nie oznacza powierzchownej rejestracji przeżyć twórcy , który zasiadał do pisania tej książki w wieku siedemdziesięciu siedmiu lat , czyli świadom poczucia zamulającego pamięć upływu czasu , okrutnej erozji , jakiej dokonuje ten nieubłagany zegar biologiczny w ludzkiej świadomości. Dlatego właśnie Czesław Miłosz wykazuje wiele starań , aby wiarygodnie odtwarzać swoje przeżycia , te wczesne i te najświeższe , aby nie deformować prawdy historycznej a pochopnym osądem znajomych mu ludzi nie wystawiać krzywdzących i jednostronnych opinii . Nadto , wyraźnie dostrzegalny jest trud autora w demitologizowaniu ówczesnych lat przed i powojennych , w ostrożnym pogłębianiu i analizowaniu motywów ludzkich postaw i zachowań , np. wobec totalitaryzmów , w mozolnym dochodzeniu do prawdy , rzetelnej w swym wymiarze historycznym i psychologicznym.
W przedmowie Czesław Miłosz wyjaśnia charakter i tytuł książki: ” Skąd ten dziwaczny tytuł ? Przede wszystkim po to , żeby uczcić pamięć książki , którą lubiłem w moich latach szkolnych i która tak się nazywała. Autorem jej był Włodzimierz Korsak , nigdy nie zaliczany do literatów , ale znany wśród miłośników przyrody, zwłaszcza te j, której pierwotnym pięknem szczyciły się ziemie byłego Wielkiego Księstwa . Korsaków wśród szlachty , zwłaszcza na Białorusi , było bez liku. ( „Co krzaczek to Korsaczek”). Pochodził z Witebszczyzny . Po pierwszej wojnie światowej znalazł się w Polsce i jako zawód wybrał leśnictwo , ale też pisał . Powieść dla młodzieży „ Na tropie przyrody” ma za przedmiot wakacje dwóch chłopców w jego rodzinnych okolicach . To samo cofnięcie w czasie i te same krajobrazy przynosi powieść z wątkiem miłosnym „ W puszczy”. Główną treścią obu tych utworów jest polowanie i obserwacja fauny. Korsak do swoich opisów dodawał niekiedy rysunki tuszem, bardzo ładne , które jednak dowodzą , że nie tyle sztuka go obchodziła , ile dokładność i wierność szczegółom. Tyle wiedzy o ptakach i czworonogach mu zawdzięczam , że złożenie mu hołdu przez wzięcie od niego tytułu jest chyba na miejscu „ . A dalej autor wyznaje : „ Istnieje też inne wytłumaczenie tytułu . Młodociane marzenia o wyprawach „ na tropie przyrody „ nie spełniły się , a jednak zostałem myśliwym , choć innego rodzaju: moją zwierzyną był cały świat widzialny i życie poświęciłem próbom uchwycenia go słowami czy też trafienia go słowami . Niestety , ten rok myśliwego przynosi już głównie refleksję nad niewspółmiernością dążeń i dokonań , mimo całej półki napisanych przeze mnie książek”. W tych słowach brzmi gorycz niespełnienia i wątpliwości , których nie jest zdolna wymazać ze świadomości autora nawet nobilitująca nagroda Nobla.
Żałuję , że Włodzimierz Korsak, wieloletni mieszkaniec Gorzowa powojennego , którego książki i wspomniane przez Miłosza rysunki podziwiałem również w latach mej szkolnej młodości , nie doczekał się tej pasjonującej opowieści słynnego Polaka. Później , już w tekście , pisząc o swoich młodzieńczych lekturach , Miłosz znów wspomina Korsaka: „ lepsze, ( od utworów Rodziewiczówny- mój przyp.) pisane zwyczajnym językiem , było myśliwskie „ Na tropie przyrody” Włodzimierza Korsaka , już dla dorosłych , fachowo- myśliwska powieść z sentymentalną fabułą „ W puszczy”, o lasach , jak to u niego, Witebszczyzny”. Bez względu jednak na to , jak ocenia twórczość Korsaka nasz noblista , warto przy okazji skorygować jego twierdzenie , bo autor wydanej w 1922 r/ opowieści Pt. „ Rok myśliwego” z przedmową Józefa Weyssenhoffa należał do 1929 r. do Związku Pisarzy Polskich, czyli miał status literata. No, ale Miłosz mógł o tym nie pamiętać.
Powracając zaś do jego diariuszowo- pamiętnikarskiej i wspomnieniowej książki , napisanej piękną polszczyzną , bogatej zarówno w barwne opisy urody kalifornijskiego krajobrazu , jak i precyzyjnie trafne konterfekty ludzi mu znanych , żeby wspomnieć tu Józefa Mackiewicza , Ludwika Konińskiego , Jarosława Iwaszkiewicza i całą plejadę sławnych pisarzy światowych , a także – Irenę i Tadeusza Byrskich , z którymi Miłosza łączyły głębokie więzi przyjaźni z wileńskich lat , a których ja miałem okazję poznać osobiście w Gorzowie , gdzie kierowali przez pewien czas Teatrem im. Osterwy. A przecież znajdujemy również w książce głębokie i oryginalne refleksje poety o sztuce , polityce, Religii , filozofii , spory z Gombrowiczem , zasadne i aktualne pytania o systemy wartości , apoteozę Jana Pawła II symbolizującego „ znak sprzeciwu” wobec zła i laicyzacji współczesnych społeczeństwa , wreszcie- trafna uwagi o patriotyzmach i nacjonalizmach , wsparte konkretnymi przykładami i mocnymi logicznymi , rozsądnymi argumentami. Wspomnieniowe opowieści Miłosz przeplata licznymi dygresjami , a każda z nich jest cenna , ma swoje znaczenie w tej mozaice odtwarzanego świata zewnętrznego i wewnętrznego, intymnie własnego i subiektywnego. Wszakże pisarz nie stawia sobie spiżowego pomnika , nie kreuje się na wszystko wiedzącego kronikarza i choć zastrzega się , że nie ujawnia całej o sobie prawdy , to jednak wyjaśnia wiele z własnej , skomplikowanej biografii.
Po datą 16 lipca 1988 r. zanotował: „Trzeba błogosławić dar umysłowej aktywności. Nawet jeżeli wiersze pisane w tym roku są w ciemnej tonacji , za ciemne , żebym z czystym sumieniem chciał je drukować , to jednak są, i to już coś , zważywszy, że poezja zwykła była nawiedzać dwudziestolatków, trzydziestolatków , nie kojarzona z wiekiem dojrzałym , a tym bardziej starością. Wiersze, czy proza , rano czuję to samo podniecenie na myśl, że będę mógł zasiąść do biurka , tak jak w dzieciństwie myśląc , że zarazem pobiegnę do
ogrodu na całodzienne hasanie”.
I jest to jedno z licznych optymistycznych przesłań sędziwego pisarza.