Losy moich Rodziców. Opowieść Taty (4).

Tak więc pozostawiłem te niepokojące  myśli o tym, jak ma wyglądać nasze małżeństwo. Pewnie ona też miała takie problemy i wątpliwości, ale rzadko rozmawialiśmy o tym poważnie. Unikała takich rozmów, zamykała się w sobie.

Bałem się, że ją stracę.

Zresztą wokół niej kręciło się zawsze kilku młodzieńców, jeden był profesorem, byli nauczyciele i majętni sąsiedzi o duszach niebieskich ptaków. Mogła ulec ich czarowi.

     Wobec tego podjąłem desperacką decyzję i któregoś dnia poprosiłem ją o rękę. I wtedy rozjarzyły się jej oczy. A gdy ujrzałem jej piękny tajemniczy uśmiech , rozczuliło się moje serce. Widocznie tak długo czekała na taką chwilę. Może nawet już straciła nadzieję. Wyraziła zgodę.

Moi rodzice byli też bardzo zadowoleni.

 

Na medycznej ścieżce. Przeczucia …

A było tak .

W czasie  stażu na ginekologii miałam dyżur w zespole doświadczonych położników.

Tuż przed terminem  porodu przybyła do oddziału pewna pacjentka, żona znanego aktora. Miała ponad 30 lat , kilkunastoletnią  córkę w domu, czyli nie była tzw. pierwiastką . Aktualna ciąża wydawała się niezagrożona.

Kobieta ta przez całą noc histeryzowała, wielokrotnie wchodziła do dyżurki lekarskiej, skąd grzecznie i stanowczo ją wyrzucano, domagała się przyjazdu ordynatora, potem wisiała przy telefonie, który znajdował się na korytarzu i  wydzwaniała do męża.

Początkowo próbowano ją uspokajać, ale potem już nikt się nie przejmował jej panicznym zachowaniem.

Rano poszłam do swojej przychodni, a gdy pojawiłam się następnego dnia, dotarła do mnie straszliwa wiadomość.

Otóż po tej obłędnej nocy, jeszcze przed południem dziecko tej kobiety umarło w jej łonie. Wówczas nie było metod monitorowania tętna płodu, wysłuchiwało się go tylko od czasu do czasu przez specjalną trąbkę przyłożoną do brzucha ciężarnej.

Gdy przypominam sobie tamto wydarzenie myślę o moich niedawno urodzonych wnukach. Czworo z nich zostało uratowanych dzięki wczesnemu wykryciu zaburzeń tętna płodu, zagrażającej zamartwicy i dosłownie w ostatniej chwili wykonaniu cesarskiego cięcia.  

     Wiem z własnego doświadczenia, że poród mimo wielkiego bólu jest mimo wszystko wydarzeniem radosnym, gdyż niesie nadzieję  ujrzenia własnego zdrowego dziecka…    

    Mimo , że upłynęło od tej pory ponad 40 lat, nie mogę zapomnieć obrazu tamtej  kobiety. Kobiety, która musiała urodzić swoje martwe dziecko. Jak wielki musiała przeżywać dramat , gdy z wielki trudem rodziła swoje umarłe wymarzone oczekiwane dziecię

 

Tego samego dnia, wychodząc ze szpitala widziałam kątem oka jak ci rodzice siedzieli nieruchomo na ławie szpitalnej w odległym kącie korytarza. Ona i on  zamknięciu w bólu…

      Od tej pory uwierzyłam w intuicję, przeczucia i w to że jakieś zjawiska znane z parapsychologii jednak istnieją.

Ale z drugiej strony jak odróżnić zwykłą histerię od zachowania osoby, która ma przeczucie, że spotka ją coś złego .

Chyba nie ma metody, by właściwie rozpoznać sytuację.

To pytanie stawiałam sobie wielokrotnie w czasie nieomal półwiecznej pracy w tym zawodzie.

Jednak pomna tamtego tragicznego wydarzenia, starałam się nie lekceważyć czasem irytującego zachowania pacjenta i jego rodziny. Gdy próbowałam ich wyciszyć i  uspokoić w mojej głowie paliło się ostrzegawcze światełko- a może ci ludzie mają rację……

Losy moich Rodziców. Opowieść Taty (3)

Gnałem z mojego Wilna do rodzinnego Rakowa jak na skrzydłach i widziałem tę surową piękną twarz ukochanej.

Jej uśmiech tajemny, trochę smutny i bezradny.

Próbowałem się uwolnić, spotykałem różne dziewczyny, chciałem zapomnieć o tej Jedynej  która cierpliwie czekała w Rakowie.

Po kilku latach już wiedziałem, że Ona jest mi przeznaczona.

Na dobre i na złe.

Postanowiłem się ożenić. Zresztą  już miałem 24 lata i chciałem założyć rodzinę.

 I jak to zrobić, gdy dobrą, odpowiadającą mi zawodowo pracę miałem w Wilnie, a ona, moja wybrana pracowała i mieszkała w Rakowie. Nie było łatwe znalezienie dla niej pracy w Wilnie. Wielokrotnie dowiadywałem się w kuratorium, ale nie było wolnych etatów nauczycielskich…

Na medycznej ścieżce. Staż na ginekologii.

Potem miałam staż na ginekologii. Właściwie cały czas spędzałam na porodówce, gdzie dużo się działo i każda pomoc była na wagę złota. Samodzielnie porodu nie odbierałam, ale raz pozwolono mi  szyć krocze. W tamtych czasach nacinanie krocza było zabiegiem rutynowym, więc późniejsze cerowanie zabierało dużo czasu. Siedziało się pomiędzy nogami pacjentki, zwykle pot się lał z czoła, gdyż grzały nie tylko uda położnicy ale  także lampa oświetlająca pole a o klimatyzacji nikt wtedy nie słyszał.

Nauczyłam się wówczas czegoś szczególnego i dobrze to zapamiętałam .

Było to doświadczenie chyba mieszczące się w kategorii parapsychologii. Przekonałam się,  że  nie należy nigdy lekceważyć pozornie nieuzasadnionego niepokoju pacjenta ani jego rodziny.

W późniejszej pracy zawodowej zawsze zwracałam uwagę na chorych  uważanych przez większość za histeryków.

Wierzę, że czasami mieli oni przeczucie czegoś tragicznego, co mogło nadejść niespodziewanie.

Za chwilę napiszę o pewnym tragicznym wydarzeniu, które potwierdza tę odwieczną prawdę….przeczucia, przeczucia….

 

Losy moich Rodziców. Opowieść Taty (2)

Opowieść mojego Taty.

Nie byłem pewien, czy Stefa zdecyduje się na małżeństwo ze mną.

Czułem się taki zwyczajny a może nawet górowała nade mną inteligencją , wiedzą i ciekawością świata.

Bywało, że mnie zaskakiwała sposobem zachowywania się , reagowania, nie lubiłem jej skrytości i twardej postawy obrażania się gdy doszło do jakiś nawet niewielkich konfliktów. Wówczas potrafiła milczeć przez wiele dni i musiałem podejmować  wielokrotne próby przepraszania i cierpliwie czekać na moment, gdy przestanie się gniewać.

Takie zachowanie była dla mnie obce i zupełnie nieznane.

Tutejsze dziewczyny były wylewne, hałaśliwe, wybuchowe ale nie trzymały długo urazy i kontakt z nimi był łatwy.

W moim związku ze Stefą nigdy nie byłem pewny, czy się nie obrazi i zamilknie. Nie umiałem tego przewidzieć.

Jednym słowem była inna, surowa i dzika.

Przyciągała mnie i odpychała.

Na medycznej ścieżce. Ukochany bób chirurgów.

W czasie 3 miesięcy stażu na chirurgii, nauczyłam się zmieniać opatrunki, szyć rany, obejrzałam mnóstwo innych ciekawych operacji.

Obowiązkiem stażystów były dyżury,  w czasie, gdy oddział pełnił tzw ostry dyżur. Zjeżdżali się wtedy na Bielany chorzy z całej Warszawy i tempo pracy było przeogromne. Pamiętam taki jeden świąteczny dyżur , gdy na Izbie Przyjęć wszyscy pacjenci byli pijani, za wyjątkiem pewnej trzeźwej babci, którą potrącił jednak  pijany motocyklista. Można sobie wyobrazić jak wyglądała wtedy Izba Przyjęć. Widok był obrzydliwy, niejednokrotnie trzeba było brodzić w różnych wydalinach, bo biedne salowe nie nadążały ze szmatami. A samym wdychaniem oparów alkoholu można było wpaść w stan oszołomienia.

Stażyści i lekarze chirurdzy w liczbie 5 usiłowali się chwilami zdrzemnąć na wielkiej wspólnej sali, gdzie ustawiono kilka metalowych łóżek . Oczywiście kończyło się to tylko parominutowym wyciagnięciem  obolałych nóg, bo zaraz wpadała pielęgniarka i wzywała nas do pracy.

 Do obowiązków stażystów  należało też przyrządzanie kolacji dla zespołu. W tym celu zrzucano się po kilka groszy i jedna osoba- najczęściej młoda lekarka  gnała do sklepu po kiełbasę, musztardę oraz ogromne ilości bobu. Nasi lekarze uwielbiali bób i zawsze mieli dobry humor, gdy na stole parowała wielka misa tego specjału.

 

Losy moich Rodziców. Wspomnienia Taty.

Opowieści Taty

 

Pracowałem w Wilnie a moja rodzina pozostawała w Rakowie.

Synek rósł, nie mogłem obserwować jak się rozwija i nie łapałem z nim kontaktu.

Żona poświęcała się pracy zawodowej- była nauczycielką i szkoła była jej całym światem. Ale na co dzień była smutna.

Może rozmyślała nad swoim losem.

Od wczesnego dzieciństwa była samotna, gdyż mając 10 lat, opuściła rodzinną beskidzką wieś  – Godziszkę, by w Białej kontynuować naukę. Tam mieszkała u obcych ludzi , spotykała się z rodziną jedynie w nieliczne wolne dni.

Gdy ukończyła seminarium nauczycielskie losy ją rzuciły na Wileńszczyznę, krainą odległą i geograficznie i kulturowo. Musiała się zaadaptować, zresztą tutejsi ludzie byli życzliwi i serdeczni , więc pewnie nie było to takie trudne. Jednak tak wiele ich różniło od mieszkańców gór.

Moi rodzice ją polubili, doceniali jej mądrość , wiedzę i poważny sposób traktowania obowiązków.

Była urodziwa, wśród tutejszych dziewczyn wyróżniała się innym typem urody, miała na twarzy i w oczach zapisany górski wiatr, świeże wonne powietrze. Była niezwykła.

Zakochałem się po uszy i oczarowanie trwało.

Na medycznej ścieżce. Chirurgia, chirurgia….

  Gdy  pan docent był na urlopie, jego obowiązki przejął dr Półtorak. Jego pasją były operacje gastrologiczne. Dlatego właśnie w tym okresie  byli przyjmowani pacjenci z chorobą wrzodową żołądka i dwunastnicy, których nie udawało się wyleczyć metodami zachowawczymi. W tamtych czasach nie było tak różnorodnych form terapii jakie są teraz i wielu chorych musiało mieć resekcję narządów.

Inny lekarz z tego oddziału , dr Antczak zajmował się proktologią. Zabiegów tej specjalności widziałam niewiele, ale zapamiętałam jednego pacjenta, który miał wypadnięty odbyt a właściwie chyba nawet część odbytnicy. Widok był tak przerażający, że patrząc na tego chorego sami odczuwaliśmy ból w tej okolicy. Cierpienia chorego nie muszę opisywać  . Leczono go zachowawczo.

Wówczas nikt nie komentował takich problemów. Ale po latach, gdy dowiedziałam się- tak dopiero po latach- o seksie homoseksualistów, powiązałam ten przypadek z takimi zachowaniami, które nigdy nie mogą być obojętne dla organizmu .

W latach 70 ubiegłego wieku tematy seksu a cóż dopiero jego odmian były tematami tabu. A może ja byłam w jakimś stopniu zapóźniona w rozwoju.  Nie wiem.

Jednak myślę, że informacje na ten temat były ukrywane przed światem.

Losy moich Rodziców. Małżeństwo Rodziców.

I podjęli to ryzyko. Ryzyko założenia rodziny, bez konkretnych perspektyw na wspólne bycie.

I w 1932 roku odbył się ślub moich Rodziców.

A po dwóch latach urodził im się syn. Było to 14 maja 1934 roku. Nadano mu imię Zenon.

Mama z synem mieszkała w Rakowie, a Tato w Wilnie.

I tutaj włączę wspominki mojego Taty, których kiedyś wysłuchałam i oczywiście spisując włączyłam swoje elementy interpretacji tego, co słyszałam i potem widziałam obserwując dalsze życie Rodziców .

Te opowieści są fajne i dość ciekawe.

Może dla innych ludzi, nie związanych z nasza rodziną  są banalne i mało interesujące.

A ja to przeżywam inaczej, bardziej emocjonalnie .

Bo wszak jestem osobą zaangażowaną , bo jestem córką – Stefy i Wacka.

Na medycznej ścieżce. Staż na chirurgii.

Po internie zaliczałam staż na chirurgii.

Oddział ten mieścił się na samej górze budynku Szpitala Bielańskiego .

Szefem był doc. Wiechno, starszy, jak wówczas mi się wydawało pan, mężczyzna pięknej postury, elegancki i szarmancki wobec nas i pacjentów. Jednym słowem miał klasę. Przyjemnie było obserwować jego pracę. Zawsze dużo czasu poświęcał rozmowie z pacjentem i wyjaśnianiu swoich decyzji leczenia chirurgicznego oraz omawianiu sposobu leczenia. A na bloku operacyjnym imponował opanowaniem , pewnym i szybkim działaniem. Widziałam wiele operacji tarczycy, która musiała być usuwana z powodu guzów albo tylko  znacznego przerostu tarczycy. Zabiegi te  wielkiej precyzji, gdyż nieopodal tego gruczołu przebiegały duże naczynia tętnicze oraz nerwy krtaniowe. Każdy nieostrożny  ruch dłoni operatora groził ich uszkodzeniem i w konsekwencji poważnym, czasem śmiertelnym krwotokiem lub trwałym porażeniem strun głosowych.

Dlatego my, obserwujący takie zabiegi, wstrzymywaliśmy oddech w momentach krytycznych.

Wówczas sobie myślałam, jak odpowiedzialna jest praca chirurga.

On  nie ma prawa by mieć gorszy dzień wynikający z przemęczenia czy jakiejś niedyspozycji zdrowotnej.

I właściwie wówczas przestałam myśleć o wybraniu tej specjalności, która mnie tak bardzo fascynowała jeszcze  od czasów studenckich. ( o czym już wcześniej pisałam).