Na trzecim roku medycyny, rozpoczęliśmy upragnione zajęcia kliniczne, nazywane na tym etapie edukacji propedeutyką medycyny.
Nasza grupa miała szczęście odbywać zajęcia z propedeutyki interny w II klinice Chorób Wewnętrznych . Kierował nią Prof. Jan Roguski. Był znaną postacią w świecie medycznym, cieszył się wielką estymą wśród personelu nie tylko tej kliniki.
Pan Profesor był niewysoki , szczupły , miał szlachetne rysy twarzy, zawsze był starannie i elegancko ubrany. Emanował spokojem, wewnętrzną równowagą, imponował opanowaniem. Był też niezwykłym nauczycielem. Uczył nas nie tylko medycyny, ale przede wszystkim zachowań przyszłych lekarzy.
Zapamiętałam pierwsze uwagi Profesora, by np. nie trzymać rąk w kieszeni w czasie obchodu a także w czasie rozmowy z pacjentem. Taki luzacki styl bycia mógłby być źle odebrany przez chorego, jako wyraz nonszalancji i lekceważenia.
Pacjenci zawsze byli informowani o tym, że będą uczestniczyli w szkoleniu studentów. Jednak zawsze pytano ich o zgodę , pozostawiając ostateczną decyzję woli tych chorych. Większość z nich się zgadzała bez oporów, byli nawet dumni z wyróżnienia i chętnie opowiadali o sobie i swoich dolegliwościach.
W czasie badania, należało zachować szacunek dla terytorium pacjenta, jakim było jego łóżko szpitalne. Nie wolno było na nim siadać , a należało przysunąć stołek jak najbliżej chorego i z tej pozycji , z pewnego dystansu, rozpocząć rozmowę i badanie.
Potem Pan Profesor, krok po kroku, instruował nas , a raczej demonstrował na konkretnych przykładach, jak rozmawiać z pacjentem, wysłuchiwać skarg, ale równocześnie tak kierować rozmową poprzez umiejętne stawianie pytań by zbierać uporządkowaną wiedzę , którą nazwano już bardzo dawno wywiadami lekarskimi .
Otrzymaliśmy też zalecenia, by od pierwszego kontaktu z chorym przyjmować postawę przyjazną temu człowiekowi , patrzeć mu w oczy, ale nie zapominać o równoczesnym śledzeniu sposobu poruszania, wyglądu , szczegółów twarzy, kończyn.
Wszystkie spostrzeżenia należało zapamiętywać i od razu wiązać dane z wywiadu z objawami widocznymi jeszcze przed podjęciem bezpośredniego badania.
Potem przystępowaliśmy do badania lekarskiego. Wiedzę teoretyczną mieliśmy już opanowaną, teraz dotykaliśmy ciała chorego i to nie w zwykłych celach pielęgnacyjnych, jak bywało na praktyce studenckiej. Teraz mieliśmy szczytne zadania, do których podchodziliśmy z wielkim przejęciem . Zdawaliśmy sobie sprawę , że uczestniczymy w niezwykłym misterium poznawania człowieka. Poznawania tego, co jest w nim podobne do innych ludzi i tego, co jest różne, jedyne , niepowtarzalne i często zaskakujące….







