Śladami mojego Taty. Weselisko.

 

Po  serdecznych życzeniach składanych przez rodzinę i wielu mieszkańców, nawet zupełnie nieznajomych  ,  małżonkowie podeszli do sań.

Pan młody wziął żonę w ramiona i energicznym ruchem właściwie wniósł ją do wnętrza . W tych samych saniach zajęli miejsca ich świadkowie.

Michalina  przytulała się do Bolka  nie zważając na możliwość wygniatania sukni , a konie niosły ich w dal. Dal śnieżną, słońcem ozdobioną i bezkresną . Gnali  przed siebie, nieomal bezszelestnie, jedynie dzwoniły dzwonki przy uszach końskich.

W tym czasie weselni goście stopniowo podjeżdżali pod dom rodziców Michaliny. Strzepywali śnieg z kożuchów, zmieniali buty,  i wkrótce rozpoczęli urzędowanie w salonie. W rogu  ustawiono stolik z trunkami, więc tam koncentrowała się męska część weselników, Chyba już niektórzy popijali wódeczkę, tłumacząc to przemarznięciem . Twarze więc były rumiane, a nawet czerwone, wilgotniały wąsy i oczka błyszczały radośnie.

Panie zebrały się w okolicy kuchni, by dopilnowywać ostatnich przygotowań.

Pod ścianami znacznie wcześniej ustawiono stoły , na kształt podkowy. Teraz uginały się od półmisków z wędlinami,  mięsami , oczywiście były różne galarety i innych miejscowe specjały. W kuchni parowały kotły ze znakomity wonnym rosołem, pokrytym wielkimi okami tłuszczu. Do niego przez wiele dni lepiono maleńkie  kołduny, używając tradycyjnie mięsa wołowego, wieprzowego oraz baraniny. Były też flaki i kapuśniak przewidywany na danie poranne, kończące imprezę.

O mnogości dań można by napisać odrębną książkę.

Goście  w oczekiwaniu na młodą parę zajmowali się sobą, gorzałką i wdychaniem kuchennych zapachów…

 

Zdjęcie z internetu.Obraz „Litewska sanna” Alfred Wierusz-Kowalski, 1849-1915

Śladami mojego Taty. Po ślubie.

 

 

Czas ślubu minął jak mgnienie oka.

Po mszy młodzi dość długo pozostali na swoich klęcznikach. Nie wiemy , o czym  rozmawiali z Bogiem, jakie modlitwy  Mu zanosili.

A może nie modlili się w ogóle,  a jedynie  potrzebowali  chwili milczenia, skupienia. Zawsze lubili takie wspólne milczenie.

W końcu podszedł do nich ojciec Michaliny, szepnął coś Bolkowi do ucha , a ten natychmiast się podniósł, zbliżył się  do Michaliny, delikatnie ujął jej rękę . Podniosła się wolno, jakby była urodzoną aktorką świadomą swej urody, z uśmiechem i gracją unosiła  welon i długą suknię . 

Wierni , trochę zniecierpliwieni długością modlitwy, odetchnęli z ulgą i wpatrywali się w młodych , zadowoleni z widowiska.

Chór odśpiewywał swoją najpiękniejszą pieśń. Gasły świece, ludziska rzucili się tłumnie za młodą parą , by nie stracić żadnej chwili spektaklu.

Przed kościołem już czekali ludzie grzecznie ustawieni w kolejce, by tak, jak kazała odwieczna tradycja, składać życzenia młodym i rodzicom. Trwało to długo, bo każdy chciał uścisnąć nowożeńców i rzucić kilka słów mniej lub bardziej oryginalnych , których i tak nikt nie zapamiętał.

W pewnej odległość od młodożeńców  stała grupka dzieci, o zadziwiająco czystych buziach i wysmarkanych nosach, każde trzymało jakąś zabawkę . Gdy już wszyscy dopełnili powinności wyściskania młodych , Michalina spojrzała przytomnie na ową grupkę , ależ ona ma kondycję, pomyślał Bolek.  Podbiegła do dzieciaków , objęła  te, które stały najbliżej . Po chwili wszystkie przytuliły się do jej sukni. Gdy to zauważyły  ich matki,  szybko zaczęły odciągać swoje pociechy od śnieżnej sukni Michaliny, jednak już zauważyły na niej pięciopalczaste brudne ślady.

Teraz to  nie było ważne, suknia miała za sobą  najważniejszą uroczystość i  już nigdy nie miała być  używana .

Bo suknia ślubna żyje jak motyl, tylko przez jeden dzień….jeden najpiękniejszy dzień w życiu

 

zdjęcia własne

Śladami mojego Taty. Ślub

 

Para młoda w chmurach.Zdjęcie własne.

 

 

Myśli Bolka jeszcze przez chwilę żeglowały  po nieznanym niebiańskim świecie, gdzie przebywali jego rodzice.

I wtedy z zadumania wyrwał go gest Michaliny.

Wyczuła przyczynę zamyślenia, wyciągnęła rękę i ze wszystkich sił objęła jego ramię. Jakby chciała powiedzieć, nie jesteś sam miły, jestem przy tobie, jestem z tobą.

Czuł ciepło jej ciała i  zrozumiał, że najważniejsze jest to, co tu i teraz. Odrzucił więc myśli o tym co było i nigdy nie wróci , a całkowicie oddał się chwilom szczęścia.

Radośnie przytulając  łokieć Michaliny do swojego boku, wyprowadził dziewczynę za próg domu i pomógł przy wsiadaniu do wielkich sań . Konie ozdobione specjalną świąteczną uprzężą oddychały mroźnym powietrzem, tworząc wielkie kłęby marznącej pary .

 Wszystko było bajkowe.

Wyjrzało słońce a cienie drzew kładły się błękitem na świeżym śniegu.

Ruszyli z kopyta i niebawem zniknęli za lasem, tylko długo było słychać dźwięk dzwonków..

Kościół był wypełniony tłumem ludzi. Chyba zebrało się  tam całe miasteczko. Uwielbiali  takie uroczystości, a Michalina była oczkiem w ich głowie.

Wokół ołtarza tłoczyły się perkatonose dzieciaki, dopiero kościelny musiał tam zrobić porządek i ustawić je w pewnej odległości, by stworzyć przestrzeń dla młodej pary.

Na chórze czekali ludziska, którzy śpiewali w miejscowym, słynnym na całą okolicę chórze. Powoli intonowali jakieś pieśni, a głosy mieli dźwięczne , bo  nawet ich mowa była miękka i śpiewna. Takich głosów jak na tych wschodnich rubieżach nie miała żadna inna okolica Królestwa Polskiego.

Ławki kościelne i ołtarz późnym wieczorem dnia poprzedniego udekorowano kwieciem wyciętym z doniczek, bo wszak w ten dzień grudniowy nie było polnych kwiatów.

Dla utworzenia specjalnego klimatu uroczystości, wcześniej zapalono kadzidło. Teraz najstarszy ministrant zapalał świece przy ołtarzu.

I wkrótce orientalny zapach mieszał się ze swojską wonią dymu świec i kwiatów skutecznie neutralizując  różne zapachy oddechów , odzieży i ciał wiernych . Niektórzy już poprzedniego dnia tęgo popijali, zagryzając kiełbasą gęsto nadziewaną czosnkiem, a ich kożuchy wydzielały prawdziwe bukiety woni. Kresowa higiena nie zawsze dorównywała czystości serc, urodzie myśli i pięknu mowy.

W zakrystii  miejscowy ksiądz  usiłował gawędzić z  opiekunem  Bolka, ale ten, siwy jak gołąbek , sztywno zamknięty w nowej sutannie, był chmurny i zamyślony. O czym myślał  ksiądz Eustachy można się było tylko domyślać.

Po chwilach oczekiwania na młodych, nagle tłum zafalował . Przez cały kościół przeleciał szmer przekazywanych informacji, że właśnie nadchodzą. Wszyscy wyciągali szyje , zwracając głowy w kierunku wejścia do kościoła . Zapanowała cisza, nieomal wstrzymywano oddech, w oczekiwaniu na spodziewany widok .

A oni powoli wyłaniali się ze światła słonecznego, przedostającego się z wysokich okien i wolnym majestatycznym krokiem zmierzali  do ołtarza.  Pan młody,  szczupły i wyprostowany  z chmurą ciemnych włosów odbijającą się od jasnej twarzy z wielką atencją  prowadził pannę młodą, drobną blondynkę o dziewczęcej urodzie, zawiniętą  w chmurę śnieżnej bieli.  Długi welon znaczył ich drogę i był silnym akcentem ich wyglądu.

Po chwili podniósł się szum głosów, dookoła szeptano. jaka piękna para .

Rozpoczęła się uroczystość zaślubin.

Chór śpiewał najpiękniej jak umiał.

Wyszli księża w ozdobnych ornatach poprzedzani  gromadką małych ministrantów w białych sukienkach.  

Miejscowy ksiądz wspólnie z księdzem Eustachym celebrowali mszę . W czasie słów ślubowania, ksiądz Eustachy przecierał chusteczką oczy.

Mama Michaliny popłakiwała a ojciec dziwnie poruszał wąsami.

Nie zdarzyło się nic, co w nocnych majakach wyobrażał sobie Bolek. Zresztą zdążył już o tym zapomnieć. Był rozluźniony i opiekuńczy, tylko w czasie składania przysięgi wpatrywał się w oczy ukochanej tak głęboko i namiętnie, że potem nie mógł sobie przypomnieć tego momentu w ogóle. Nawet nie bardzo kojarzył w jaki sposób  powtarzała te słowa Michalina. Zapamiętał jedynie piękną melodię jej miękkiego głosu.

A potem opowiadano , że obydwoje mówili z wielkim przejęciem, ale płynnie i zdecydowanie…

 


Zdjęcie własne

 

Śladami mojego Taty. Dzień ślubu- południe

 

 

 

Pocztówka z internetu- do rozpowszechniania. Nazwiska autora nie podano.

 

 

Bolek  do tego stopnia oddał się czynnościom kuchennym , że  nawet nie  zauważył  słońca, które już stało wysoko na niebie. Nadchodziło południe.

Nagle  ktoś z domowników  przypomniał sobie o panu młodym . Nie było go w saloniku., sypialni, bibliotece ani w żadnym sensownym miejscu. Rozpoczęto więc nawoływania i zintensyfikowano poszukiwania.

Wreszcie ktoś wpadł na pomysł , by zajrzeć do kuchni, gdzie bulgotała zawartość garów skutecznie zagłuszając głosy poszukiwaczy Bolka.

I wtedy to odkryli, że przyszły pan młody  siedzi sobie najspokojniej w świecie w rogu kuchni , przy dużym stole pokrytym blachą  i systematycznie sieka migdały.

W tej sytuacji bracia Michaliny oraz inni chłopcy z ich rodziny wpadli  w popłoch, że  nie zdążą przygotować młodego do ślubu. Bolek popatrzył na nich z wielkim zdziwieniem, pozwolił się oderwać od owego siekania, mimo, że jeszcze nie zakończył pracy i całkiem biernie przeszedł do pokoju gościnnego, gdzie czekała odzież weselna.

Jednak po chwili „złapał wiatr w żagle”, ożywił się  i bez problemów , bardzo sprawnie się ubrał a nawet samodzielnie zawiązał fular.  

I niebawem  już pięknie wystrojony czekał na Michalinę.

Gdy wyszła ze swojej komnaty oniemiał.

To nie była dziewczyna, to był anioł.

Przyfrunęła do niego piękna i szczęśliwa.

Nie miał odwagi by wziąć ją energicznie w ramiona, jedynie przytulił delikatnie i kilkakrotnie obrócił . Dobrze, że tren jej sukni był tymczasowo przypięty do  pasa a welon uniesiony i upięty do włosów. 

Tymczasem już w progu pokoju stanęli jej rodzice i uroczyście błogosławili młodym.

Bolek miał łzy w oczach, bo przyszła bolesna myśl, że jest sierotą. 

Ale nagle sobie wyobraził zmarłych rodziców jak żywych , gdy ze swojego domu  w błękitnych zaświatach patrzą na ziemię i przesyłają swoje tajemne błogosławieństwo.

I wtedy odczuł spokój ….

Śladami mojego Taty. Dzień ślubu- przedpołudnie.

 

 

W dniu swojego ślubu Bolek zbudził się bardzo wcześnie .

Zszedł na dół, zajrzał do kuchni, a ponieważ jeszcze nikogo tam nie było, usiadł pod oknem.

Był trochę zaspany i nastrój miał refleksyjny. Obserwował  wielkie gawrony, które spokojnie  wydłubywały spod śniegu jakieś robaki i myślał o życiu ptaków .  Zawsze mu się wydawało się, że nie mają takich problemów jak ludzie, ale  dzisiaj pomyślał, że właściwie to nic o nich nie wiemy.  A może tak jak my, mają swoje troski i zmartwienia. Ale na pewno  są obdarzone większą niż my wolnością , bo  nie muszą uczestniczyć w  specjalnie urządzanych , trochę sztucznych uroczystościach .

Oczywiście takie rozmyślania  były sprowokowane lękiem przed dzisiejszym dniem zaślubin. Obawiał się , czy wszystko się uda tak, jak zaplanowali.

Chyba nie spał tej nocy w ogóle, bo gdy  przewracał się na wąskim łóżku ,  przychodziły mu  do głowy  możliwe niespodziewane przypadki, np. wypadała mu z dłoni obrączka zanim włożył ją na palec ukochanej, nagle czuł suchość w jamie ustnej paraliżująca mowę w porze  powtarzania słów przysięgi małżeńskiej albo  przydeptywał długi welon Michaliny w momencie odwracania się od  ołtarza.  Aż dziw, że takie myśli miał organista, nawykły do występowania w kościele , wśród tłumów . Ale cóż, widocznie był nadwrażliwy , zwłaszcza, gdy chodziło o najważniejsze wydarzenie w jego własnym życiu.

Po chwili w kuchni zajaśniało. To wpadła Michalina, ożywiona i radosna. Podbiegła do zasępionego Bolka, rozejrzała się po kuchni, sprawdzając czy są sami i nagle przysiadła mu na  kolanach, przytulając się całym ciałem do jego piersi. Wtedy poczuł błogi spokój i odpłynęły wszystkie lęki. Jednak trwało to zaledwie jedną chwilkę, bowiem dziewczyna się zerwała,   pospiesznie wypiła kubek mleka i zniknęła  w swoim pokoju. Po pewnym czasie przyszły dwie kobiety z sąsiedztwa i zamknęły się w tym samym pokoju .

 Bolek przeszedł do salonu, usadowił się na małej kanapce w narożniku, wziął do ręki książkę i próbował czytać. Tak go zastała przyszła teściowa , przywitała się z nim i była  trochę zdumiona stoickim spokojem Bolka. Ponieważ od razu pomyślała, że to tylko pozory, krzątając się po kuchni, kątem oka spoglądała przez otwarte drzwi do salonu, obserwując  Bolka . A ten co chwilę  podrywał się ze swojej narożnikowej kanapki , siadał przy  fortepianie , zaczynał grać. Ale tym razem muzyka go nie uspokajała , może dlatego, że wybierał rzewne nokturny Chopina. Po chwili przerywał grę , wracał na swoją kanapkę i po raz kolejny otwierał książkę.

Widząc takie zachowanie chłopaka, mama Michaliny zaprosiła go na herbatę do siebie, do  kuchni. Poszedł tam chętnie, tym bardziej, że stamtąd buchał  wspaniały zapach ciasta drożdżowego. Ten zapach przyniósł mu dalekie przypomnienie domu rodzinnego, domu który już dawno nie istniał….

W ogóle to lubił kuchnię, jej zapachy, umiał i często pichcił sam różne potrawy, czym zachwycał się ksiądz Eustachy . Tak więc ochoczo przyjął zaproszenie a mama Michaliny widząc ożywienie chłopaka   wyznaczyła mu jakieś niezwykle pracochłonne zadania, któremu oddał się bez reszty.  Jak zwykle ta praca organiczna przyniosła mu  natychmiastowe uspokojenie…

 

 

zdjęcia własne

Śladami mojego Taty. Jeden dzień przed ślubem.

 

Bolek wygrzebał się spod kożucha , wyskoczył z sań i podbiegł do dziewczyny. Przez chwilę stali naprzeciwko siebie, wpatrując się w oczy a potem Bolek szarmancko się ukłonił, ucałował jej dłoń z trudem opanowując chęć przytulenia. Ksiądz obserwował  zachowanie wychowanka i przyznawał w duchu, że chłopak ma klasę.

Michalina bez oporów przytuliła się do księdza, zupełnie go zniewalając tym gestem.

Rodzice Michaliny wyszli na powitanie, które odbyło się w sposób ciepły, chociaż oficjalny. Widać było, że wszyscy są przejęci nową sytuacją.

Ksiądz obserwował miny rodziców Michaliny i widział , że patrzą na Bolka z czułością i pełną akceptacją.  To było bardzo ważne, bowiem od tej pory mieli mu zastąpić prawdziwych rodziców.   Przecież chłopak już tak dawno został samotną sierotą  z jedynym opiekunem księdzem, który zdawał sobie sprawę, że nigdy nie dał mu czułości takiej jak rodzona matka czy ojciec.

Po chwili , gdy ustąpiło  zażenowanie i nieśmiałość, wszyscy poczuli się tak, jakby znali się od bardzo dawna.  Nawet na  odległość się wyczuwało , że młodzi pochodzą z bardzo podobnych rodzin, rodzin o dużych tradycjach rodzinnych i patriotycznych. Polska była wszędzie, w ich domu, w zachowaniach domowników i w ich sercach.

Po przywitaniu nastąpił jeszcze jeden nieprzewidziany moment. Otóż Bolek,  gdy przestąpił próg domu zupełnie odruchowo spojrzał na obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, którą czcili wszyscy Polacy na kresach.

 I wtedy mu się wydało , że Matka Boska przesyła mu uśmiech. Przez mgnienie oka  w oczach Madonny , ujrzał oczy swojej nieżyjącej matki. Padł na kolana i rozpoczął modlitwę. Zdziwieni domownicy, poszli jego śladem.

Po chwili podnieśli się z klęczek i zapanowała zwyczajna domowa atmosfera. Ksiądz otrzymał pokój na górze domu, a w sąsiednim ulokowano przyszłego zięcia. Po rozpakowaniu bagażu, obaj zeszli na dół , gdzie czekał smakowity obiad.

I właśnie wtedy  Bolek wręczył przyszłym teściom prezent , zaznaczając, że jest to także podarunek od  księdza. Gdy matka Michaliny rozwinęła papier, ujrzeli wspaniałe dzieło Adama Mickiewicza, ” Pan Tadeusz”. Po raz pierwszy wydano je w 1843 roku w Paryżu , a w Polsce w 1858 r. 

To było tak niedawno, przecież teraz był rok  1873, więc upłynęło zaledwie 15 lat od polskiego wydania.

Matka Michaliny trzymała księgę z pobożną czcią, potem podała ją ojcu. Po chwili obydwoje zagłębili się w przeglądaniu, czytali na głos fragmenty. Potem wszyscy milczeli, pochyleni nad stolikiem, na którym leżało dzieło. Nie zauważyli, gdy zaszło słońce i stała się noc. Dopiero dopalająca się lampka przerwała skupienie…

Podziękowaniom nie było końca,  rodzice Michaliny od dawna marzyli o zdobyciu tej książki, ale nie było to proste i do tej pory się nie udało. 

To dzieło nabył , jak zwykle niezawodny, Ksiądz Eustachy ….

 I tak zakończył się ich niezwykły dzień, ostatni dzień przed ślubem Michaliny i Bolka, wspólny dzień na kresach.

A  dookoła szalał rosyjski terror a w polskich domach recytowano inwokację do „Pana Tadeusza „…

 

 

 

Pierwsze, paryskie wydanie ” Pana Tadeusza”, zdjęcie z Wikipedii

Śladami mojego Taty. Już jadą…..

 

Wschód słońca. Zdjęcie własne.

 

 

Termin ślubu zbliżał się milowymi krokami.

W tym czasie młodzi pisali do siebie płomienne listy , zapewniając o miłości, tęsknocie  i oddaniu . Bolek zbierał wszystkie listy od Michaliny, zamykał w szkatułce a po latach wspólnie je czytali, wspominając ten okres z rozczuleniem.

 I wreszcie przyszły pierwsze śniegi,  mróz szczypał w nosy a w powietrzu unosił się zapach Bożego Narodzenia.  

Jak wszystko w życiu, czas płynął niestrudzenie.

Okres  przygotowań do ślubu dobiegał końca.  

 Bolek zastanawiał się, co powinien ofiarować Michalinie i jej rodzicom. Ten dylemat stał się tematem wielu  rozmów z księdzem. Obydwaj chcieli , by  prezent był oryginalny i upragniony. Aż któregoś dnia kapłan podał swój projekt. Bolek od razu zaakceptował pomysł i był szczęśliwy….

Cała parafia żyła nadchodzącym wydarzeniem. Może gdyby to dotyczyło tylko Bolka, zainteresowanie byłoby mniejsze. Ale planowany wyjazd ich księdza sprowokował do przyjrzenia się jego odzieży. I wówczas kobiety załamały ręce. Sutanna była spłowiała od słońca, przetarta na łokciach i pocerowana w wielu miejscach . Dobrze, że było jeszcze trochę czasu , więc śpiesznie przystąpiły do pracy. Wkrótce nowa sutanna była gotowa. Ksiądz nałożył ją niechętnie, bo uwielbiał swoją starą , w której czuł się dobrze. W dodatku uważał, że nie powinno się wydawać pieniędzy na nowe ciuchy, wolał oddawać je biednym parafianom. Nowa była sztywna, mało przyjazna, ale nie miał wyjścia, bo nie chciał sprawiać przykrości tym dobrym kobietom.

 Od dawna  w kuferku spoczywało  nowe ubranie Bolka, śnieżna,  wykrochmalona na sztywno koszula  oraz inne dodatki.

W dniu wyjazdu panowie wcześnie opuścili plebanię, a gdy czekali na bryczkę oglądali wschodzące słońce. Nie mieli ochoty na rozmowy, dzielili więc swoje milczenie. Często tak bywało, nawzajem znali swoje myśli i lubili przeżywać w samotności.

Niebawem usłyszeli stukot końskich kopyt i na podjazd przed plebanią powoli wtoczył się powóz. Wsiedli pospiesznie, bo mieli przed sobą jeszcze kilkanaście kilometrów drogi, a termin odjazdu pociągu był  dobrze znany. Były to czasy, gdy pociągi kursowały punktualnie, można było wg nich nastawiać zegarek i nikomu nawet się nie śniło, że może  być inaczej.

Dojechali do stacji, gdy już słychać było gwizd nadjeżdżającego pociągu. Lubili

podróże, więc z przyjemnością wsiedli do wagonu , na półce bagażowej ułożyli kuferek i zdjęli ciepłe zimowe płaszcze. I niebawem  ksiądz zagłębił się w studiowaniu  brewiarza, a Bolek podziwiał  przesuwający się krajobraz za oknem. Lokomotywa sapała, wypuszczając systematycznie kłęby dymu. Koła turkotały miarowo, więc wkrótce Bolek , wyczerpany wszystkimi emocjami  , niespodziewanie zasnął  . Spał mocnym, zdrowym, ożywczym , młodzieńczym snem , może nawet śniła mu się piękna Michalina.  Z głębokiego snu wyrwał go dopiero głos  konduktora , który meldował, że dojeżdżają do przesiadkowej stacji. Bolek już znał drogę, bo całkiem niedawno przemierzał ją ze swoją ukochaną. Ale wówczas byli tak bardzo zajęci rozmową i czuleniem się do siebie, że ta stacja wydawała mu się obca. Dobrze, że ksiądz wykazał się opanowaniem, upewnił się u konduktora, że ta stacja jest właściwa. A gdy ujrzeli napis na dworcowym budynku , odetchnęli z ulgą. Jednak te wątpliwości świadczyły o ich stanie emocjonalnym.

Po chwili nadjechał  kolejny pociąg, którym dotarli do celu.

Tam czekały na nich szerokie sanie, zaprzężone w dwa gniade konie. Woźnica z sumiastym wąsem powoli zlazł ze swojego miejsca, popatrzył badawczo spod pokrytych szronem brwi i pokazał w szerokim uśmiechu czarne popsute zęby. Nie miał wątpliwości , że  ksiądz i młodzieniec, to oczekiwani goście. Uchylił  więc brzeg kożucha i zaprosił do wsiadania. Otuleni miłym , ale nieco cuchnącym kudłatym nakryciem, poczuli się swojsko i spokojnie. Wydawało się, że konie unoszą sanie w powietrzu, dookoła była cudna wielka śnieżna przestrzeń i szybko zbliżała się ciemna ściana wysokiego lasu. Oczarowany jazdą Bolek wyobrażał sobie, że  las nagle się rozstępuje specjalnie przed nimi a świerki i sosny specjalnie wyciągają swoje kosmate ośnieżone łapy , by się przywitać . Gdy wyjechali na pustą przestrzeń, to wrażenie oczywiście zniknęło, powróciła rzeczywistość , a w dali już widać było zabudowania gospodarcze i niewielki dworek. Na widok tego dworku, serce Bolka przyspieszyło, widocznie czuł bliskość ukochanej, a może odczuwał lęk przed czekającymi go wydarzeniami. Nie miał czasu na analizę swoich odczuć, bo sanie ostro zahamowały i już zobaczyli lnianowłosą dziewczynę z narzuconą kolorową chustą na głowie , która wybiegała na ganek…

 


Śladami mojego Taty. Za chwilę ślub.

 

 

Co miesiąc, w Rakowskim kościele  informowano wiernych o planowanych zaślubinach Michaliny i Bolka. . Były to tzw zapowiedzi. Ksiądz , opiekun Bolka , odczytywał je z namaszczeniem nie ukrywając drżenia głosu. Chłopak wychodził z kościoła oszołomiony , radosny i przejęty.

To samo przeżywała Michalina , kiedy słyszała zapowiedzi w kościele w swoim rodzinnym miasteczku. Po mszy, koleżanki otaczały ją kołem i wypytywały o szczegóły planowanego ślubu. Tylko nieliczne były już mężatkami i zapraszały ją do swojego domu, gdzie dzieliły się swoimi doświadczeniami.  Michalina wysłuchiwała jednym uchem,  gdyż miała swoją , pewnie wyidealizowaną wizję małżeństwa. Tak zwykle bywa, gdy człowiek słyszy o problemach innych ludzi, nie wierzy, że może go to także dotyczyć.

Koleżanki jeszcze niezamężne, nie taiły zazdrości. Większość chciałaby też wyjechać ze swojego miasteczka , poznać inny świat i w dodatku mieć męża takiego, jak Bolek- niezależnego , mądrego i utalentowanego .

Wieczory były długie,  w domu Michaliny  rozpalano kominek i gdy  falujący ogień zamieniał się w zaczarowane postaci, przychodził czas na rozmowy matki z córką. Michalina od okresu dojrzewania  zwracała uwagę na atmosferę w domu. Widziała jak jej rodzice odnoszą się do siebie z szacunkiem ,  ustalają ze sobą plan  spraw do załatwienia i czuła , że między nimi istnieje  jakaś tajemna iskrząca więź . Teraz się dowiadywała, jakim wysiłkiem budowana jest dobra relacja pomiędzy małżonkami. Niestety, czasami  jest potrzebna dyplomacja i kompromis.  Wyobrażała sobie, że nie jest łatwa rezygnacja z własnego ego i akceptacja zdania drugiej osoby. 

Michalina zdawała sobie sprawę , że  posiada pewne cechy  najmłodszej córki,  czasami  bywa uparta , apodyktyczna  . Ale po dłuższej  chwili,   gdy potrafiła się opanować, wyciszyć , widziała, że nie zawsze miała rację.  Zwykle po takim zdarzeniu , długo się wstydziła swojej gwałtowności charakteru.

I takich swoich zachowań bała się najbardziej , bo nie była pewna jak przyjmie to Bolek. Przecież naprawdę  tak mało się znali,  razem spędzili jedynie dwa słodkie wakacyjne miesiące.

Teraz postanowiła  o wszystkim opowiedzieć Bolkowi, gdy tylko się spotkają , by  uprzedzić o  swoich nieciekawych cechach charakteru.  Wierzyła, że Bolek to  zrozumie  i pomoże we wspólnym porozumieniu. Był starszy od niej i wydawał się bardziej dojrzały.

Postanawiała solennie , że zawsze  razem będą rozwiązywali swoje problemy, bez  kłótni, wymuszania swojej woli z uwzględnieniem zdania współmałżonka .

Nagle sobie uświadomiła , że w myśli nazwała Bolka, mężem. I wtedy poczuła niepokój i lęk przed nadchodzącą wielką zmianą w jej życiu.

Nie trwało to długo, bo mama przerwała milczenie i zaczęła opowiadać o tajemnicach małżeńskiej sypialni. Michalina słuchała i podziwiała matkę za to, że potrafiła o tym mówić zwyczajnie, prosto i ciepło. Ileż przedtem słyszała złych słów od koleżanek, którym ani matka, ani nikt z rodziny nie powiedział  o tym, co je czeka po ślubie.

Teraz zrozumiała, dlaczego pomiędzy jej rodzicami  było dobrze. Byli po prostu mądrymi ludźmi którzy potrafili się porozumiewać.

Ogień w kominku już dawno wygasł, nazajutrz czekały prace kuchenne, bo za kilka dni miał przyjechać  ksiądz Eustachy, Bolek i wielu innych krewnych Michaliny…

 

 

zdjęcia własne

 

Śladami mojego Taty. Znaczenie imion, jak nie wierzyć.

 

Zdjęcie własne

 

Któregoś dnia Michalina znalazła wolną chwilę w ferworze przygotowań do ślubu . Może to była telepatia, bo w tym czasie Bolek w dalekim Rakowie otwierał  Księgę Imion.

I ona, myśląc o narzeczonym zastanawiała się nad jego imieniem. W ogóle nie wierzyła we wróżby, przepowiednie i  czary. Ale tego dnia przypadkowo znalazła starą gazetę w której były  informacje na temat różnych imion.

Wśród nich był wymieniony Bolesław. Więc trudno się dziwić, że zaczęła czytać.

W miarę czytania otwierała oczy ze zdumienia. Otóż tam napisano, że  Bolesław jest osobą prostolinijną, konkretną, sprawiedliwą, wyczuloną na ludzkie nieszczęścia. Chętnie służy pomocą i radą innym, jest zaradnym i dobrym gospodarzem. Dzięki swoim umiejętnościom stanowi dobry przykład dla innych.

Bolesław jest mężnym, dobrym patriotą, wzorowym ojcem i cenionym dyplomatą. Charakteryzuje go otwarty umysł i zdolność chłonięcia wszystkiego co nowe i dobre. Czasami bywa przekorny. Chętnie przyjmuje gości i składa wizyty.

Właśnie dokładnie tak go postrzegała, może za wyjątkiem tego ostatniego zdania. Pewnie trochę go idealizowała, bo jak mówili ludzie, miłość jest ślepa.

Ale cały tekst  potwierdzał jej wybór , wszystkie cechy przyszłego męża o imieniu Bolek napawały optymizmem .

I w bardzo dobrym humorze, napisała czuły list do ukochanego a potem wsiadła na ulubionego konia i udała się na samotną przejażdżkę drogą, którą otulały czereśniowe  drzewa ….

 

 

Pocztówka z internetu, nazwiska autora nie podano.

 

 

 

 

Śladami mojego Taty. Znaczenie imion, jak w to nie wierzyć

 

 

Czekając na termin ślubu, Bolek oddawał się swoim codziennym zajęciom. Jak zwykle grał  na organach w czasie porannej i wieczornej mszy. Często zostawał  w opustoszałym  kościele, i wtedy ulegając   emocjom improwizował  i  czuł, że  jest to muzyka jego serca.

Wieczorami w domu studiował różne księgi a czasami pisał. Tak,  Bolek lubił pisać. Pisał o tym co mu grało w danej chwili w duszy. Były to młodzieńcze wiersze, obserwacje  dnia codziennego,  notatki  z niezwykłych wydarzeń a także opisy  nagle odkrywanej zmiennej urody przyrody.

Czasami brał piórko i rysował jakieś sylwetki, domy, a któregoś dnia zaprojektował barwny  ogród jego wyobraźni.

Chłopak  lubił rozmyślać o przeznaczeniu i trochę wierzył , że imię, które człowiek otrzymał od rodziców, jest w jakiś przedziwny sposób związane z  jego charakterem i zachowaniem.  Któregoś dnia zajrzał do niewielkiej starej książki, która nazywała się   Księga Imion . Początkowo sceptyczne nastawienie, w miarę czytania, ustępowało zdziwieniu. Zastanawiał się skąd ludziska czerpali wiedzę na temat imion. I powoli dochodził do wniosku, że  to nie była zwykła fantazja, a prawdopodobnie wynik długoletnich obserwacji.

Bo wszystko się zgadzało. Wg tej Księgi,” kobieta obdarzona imieniem Michalina jest  uwodzicielska, ale pełna majestatu i wdzięku oraz arystokratycznych manier.  Czasami bywa nieśmiała i tajemnicza”. Przecież tak właśnie postrzegał swoją dziewczynę.

Dalej czytał „..jej imię  ma przyznany totem, którym jest winorośl, co sprawia, że kobieta o imieniu  Michalina dopiero w pełni rozkwita gdy jest w  towarzystwie osoby, na której może się oprzeć”. Tak było, gdy przebywali w większym towarzystwie . Od razu zauważył jak pięknie rozkwitała jej uroda, intelekt i dowcip, gdy znalazł się w pobliżu.

Nawet  to było prawdą , że „ Michalina nie  lubi tłumów , zabaw ludowych i jarmarków”.

Tak jak o niej napisano, nigdy pierwsza nie wyrażała swojej woli, ale gdy nadchodziła pora podejmowania ważnych decyzji, zawsze miała swoje zdanie, które potrafiła logicznie uzasadnić. 

Jak każda Michalina, jego wybranka  w sytuacjach stresowych  była nadzwyczaj spokojna, nigdy nie okazywała zdenerwowania. Wielokrotnie miał okazję by ją  podziwiać za niezwykłe  opanowanie  emocji.

Na końcu przeczytał, że szczęśliwe małżeństwo i interesujący zawód będą dla niej motorem działania.

Bolek zamknął księgę imion, z rozczuleniem myślał o swojej Michalinie. Właśnie na taką dziewczynę czekał długo , o takiej marzył. Nie miał wątpliwości, że będą szczęśliwym małżeństwem.

Jedno go tylko intrygowało i trochę niepokoiło w tej przepowiedni.

Michalina , by być w pełni szczęśliwą kobietą nie powinna poprzestać na zajmowaniu się domem, musi  mieć interesujący ją zawód.

A o tym niewiele wiedział…

 

zdjęcia własne