Śladami mojego Taty. Wiedza tajemna.

 

Pocałunek w chmurach. Zdjęcie własne.

 

Do tej pory jedynie się całowali. Ale Bolek czuł swoją seksualność i wiedział , że będzie ją musiał dzielić z żoną. Usiłował to sobie wyobrazić.  Stale  przypominał zdarzenie z lat wczesnej młodości. Otóż kiedyś, szukając jakiejś książki w pokoju księdza, odkrył niezwykłe dzieło. Było to wydanie obcojęzyczne Kamasutry. Wtedy uległ pokusie, by tam zajrzeć. Wprawdzie potem się z tego wyspowiadał z ogromnym wstydem, ale teraz wróciły te obrazki. Do tej pory wydawały mu się zbyt otwarte i szokujące , gdy  jednoznacznie przedstawiały różne  pozycje seksualne.

Nie bardzo sobie mógł wyobrazić siebie i Michalinę w takiej sytuacji. Jednak myślenie wracało i czuł niepokój.

Któregoś wieczoru ksiądz Eustachy wrócił wcześniej na plebanię. Tego dnia od rana zachowywał się  jakoś inaczej, nie dowcipkował jak zwykle, był poważny i zamyślony.  Gdy zasiedli do wieczornej herbaty oznajmił, że muszą odbyć ważną  rozmowę.  Bolek zesztywniał, bo się bał rozmów o tamtej księdze. Ale ksiądz udawał , że nie pamięta tamtej spowiedzi Bolka.

I rozpoczął opowieść . Na wstępie oznajmił , że słuchając przez bardzo wiele lat spowiedzi wiernych i  prowadząc w konfesjonale rozmowy,  nauczył się, jak powinien wyglądać związek dwojga ludzi. I właśnie nadszedł czas, by opowiedzieć o tym Bolkowi. Chłopiec poprawił się w fotelu,  milczał , patrzył w oczy opiekuna i słuchał.  Oto opowieść księdza Eustachego:  

W małżeństwie najważniejsza jest miłość i wzajemny szacunek. Zbliżenia fizyczne są pięknym  dopełnieniem tego związku. Mężczyzna powinien wyczuwać to,  czego oczekuje żona.  Ale nie będzie wiedział, jeśli ona mu tego nie powie. Dlatego powinni ze sobą rozmawiać o tych sprawach, bez wstydu, bo cielesność jest dana w darze od Boga . W chwilach zbliżenia mężczyzna powinien  nieco hamować swój popęd, a koncentrować się na obserwacji  zachowania żony. On musi poznawać jej ciało i zachwycać się nim  wyrażając  to w pięknych słowach.  Kobieta zwykle stopniowo uczy się zachowań w kontaktach z mężczyzną.  Razem muszą się uczyć siebie. Nie ma zachowań  czy gestów i dotyków niedozwolonych , pod warunkiem , że są one akceptowane przez dwie strony. Szczerość i delikatność zachowań jest podstawą  dobrego związku. 

Bardzo rzadko mężczyźni o tym wiedzą, bo nikt im nie powiedział i  nie nauczył. Kobiety  cierpią, zniewalane zwierzęcym zachowaniem swoich partnerów. I akt seksualny jest dla nich tak okropnym przeżyciem, że zaczynają myśleć z nienawiścią o swoich mężach a nawet czasami życzą im śmierci. I wtedy otwierają się przed spowiednikiem.

Ksiądz  wielokrotnie po rozmowie z kobietą w czasie jej spowiedzi,  próbował wykorzystać moment, gdy  z kolei przychodził do konfesjonału mąż , skarżąc się na niechętną obowiązkom małżeńskim i wrogo nastawioną żonę. I wtedy kapłan udzielał porad mężczyźnie, ale zwykle było już za późno. A większość mężczyzn w ogóle nie rozumiała słów księdza.

Jednak czasami się  zdarzało że w czasie kolejnej spowiedzi  kobieta wyznawała, że  coś się zmieniło w ich związku i teraz obydwoje się rozumieją i jest dobrze . To była wielka radość dla spowiednika, bo wiedział, że uleczenie tych  problemów zmieniało życie ludzi .

Bolek słuchał opowieści starego kapłana i postanawiał postępować wg jego porad . Przecież jego opiekun nigdy go nie zawiódł, a to,  co mówił teraz, było jasne i właściwie potwierdzało odczucia chłopca….

Więc od tej pory spokojnie zatapiał się w marzeniach o swojej wybranej. Wyobrażał sobie wspólne szczęśliwe życie.

Miał oczywiście zachowaną pamięć rysunków z księgi Kamasutry, ale też mądre słowa księdza. I gdy już wszystko uporządkował w swojej wyobraźni, spokojnie zachwycał się ulubioną kopią rzeźby Rodina, zatytułowaną „ Pocałunek”……

 

„Pocałunek” rzeźba Rodina. Zdjęcie skopiowane z Wikipedii, ze zgodą na upublicznianie,

 

Śladami mojego Taty. Michalina szykuje się ślubu…

 

 

Rodzice Michaliny proponowali  by ślub się odbył  za rok, w okresie bujnego lata. Ale młodym się spieszyło, bo bardzo chcieli być razem. Tak więc ostatecznie uzgodniono termin przypadający na  czas Bożego Narodzenia. To  święto zawsze było magiczne  i obdarowane przez  kresową wschodnią naturę  cudnym śniegiem .

Oczywiście ceremonia i przyjęcie po niej miało się odbyć , jak kazała tradycja,  w domu  panny młodej .  Rodzice już dawno , bo od jej 15 roku życia  przygotowywali wyprawę. Była to piękna cieniutka i śnieżna bielizna pościelowa, obrusy i chusteczki . Teraz należało  wyszyć monogramy. Michalina sama zaprojektowała piękny układ dwóch  splecionych liter rozpoczynających jej imię i nazwisko panieńskie – M i D . Potem siadały z matką przy stole i w nikłym świetle  lampy naftowej nanosiły rysunek na płótno i wyszywały. Przygotowano też jej  odzież na wszystkie pory roku . To wszystko składano do ozdobnego kufra, do którego też włożono też kwiaty lawendy. Na samym dnie kufra mama ułożyła starannie zapakowany serwis obiadowy i cieniutkie filiżanki do kawy.

Ale przecież  najważniejsza była suknia ślubna. Dziewczyna  zdecydowała, że będzie  skromna, sięgająca wysoko na smukłą  szyję i zapinana na maleńkie guziczki, bez upiększeń, ale z długim trenem. Oczywiście niezbędny był długi welon. Delikatną tkaninę sprowadzono z całkiem niedalekiego Petersburga, a miejscowa krawcowa rozpoczęła pracę. Pomimo, że wszyscy mieli pół roku na przygotowania, rozpoczęli je  od razu po wyjeździe Bolka.

Michalina codziennie się witała z Bolkiem, całując maleńki pierścionek, który jej ofiarował. Był on w wielu pokoleniach Rodziewiczów, wręczany w dniu zaręczyn. Pierścionek był skromny, ale wytworny. Miał cienką złotą obrączkę a na niej niewielki brylant z przepięknym szlifem, w którym zawsze grało tajemne światło.

Dziewczyna zaczęła pakować jeszcze coś, o czym Bolek do tej pory  nie wiedział . Sama nie wie, dlaczego mu o tym nie opowiedziała, może  nie sądziła, że jest to dla niego  ważne a może po prostu się wstydziła ….

 

 

zdjęcia własne

Śladami mojego Taty. Podróż i oświadczyny.

 

 

Rakowskie wakacje Michaliny dobiegały końca.  Obydwoje mieli pewność , że chcą być razem. Trudno się dziwić dojrzałości Bolka, bo miał już wtedy 21 lat i osobowość ukształtowaną przez trudne życie. A Michalina była po prostu zakochaną dziewczyną. Ponadto, chłopiec  imponował jej wiedzą , dorosłym sposobem myślenia i muzycznym talentem. Postanowili pojechać razem do jej rodziców, tym bardziej, że otrzymali od nich zaproszenie. To była odpowiedź na długi list córki, w którym opisywała  swoje rakowskie zauroczenie.

Tym razem Bolek  nie szukał porady swojego opiekuna, ale spokojnie i poważnie oznajmił, że się zakochał i zamierza prosić o rękę dziewczyny. Ksiądz pewnie przewidywał rozwój wydarzeń, więc nie był zaskoczony. Przytulił wychowanka ale radził by poczekać na efekty spotkania z jej rodzicami. Ciotkę Michaliny wszyscy w Rakowie dobrze znali i cenili za dobre opiekuńcze serce.  Rodzice mieszkali daleko,  gdzieś pod granicą łotewską  .

I wkrótce Bolek i Michalina wybrali się w podróż . Lubili podróże, więc z przyjemnością wsiedli do pociągu. Razem podziwiali niezwykły wschód słońca i  pejzaż , który umykał za oknem. Jak zawsze dyskutowali  i ukradkiem przytulali się do siebie. …..

Rodzice Michaliny przyjęli Bolka życzliwie, mimo , że decyzja przyjazdu była podjęta w szybkim tempie.  Dziewczyna miała już 19 lat, więc spodziewali się, że kiedyś przyjdzie ten ważny moment i będą musieli oddać córkę. Przecież taka była zwykła kolej rzeczy…

Gdy Bolek padał do nóg rodziców Michaliny, prosząc o jej rękę , nie ukrywali  łez i wzruszenia.

Potem długo rozmawiali z młodymi. Okazało się , że oni  mieli już dobrze opracowany  pomysł na wspólne życie. Bolesław , jako organista mógł zabezpieczyć byt rodzinie. Niedaleko  plebanii w Rakowie był ładny dom , który można było kupić po niewysokiej cenie. Wszak majątek rodziców Bolka po upadku Powstania Styczniowego został skonfiskowany, a  ich dworek pod Rakowem zajęła jakaś rosyjska rodzina.  Dobrze, że przezorny ksiądz Eustachy Karpowicz, wcześniej zabezpieczył  rodowe  srebra i biżuterię Rodziewiczów . Teraz okazało się , że jest to spory kapitał , który pozwoli młodym na prowadzenie samodzielnego życia.

Po uzyskaniu zgody rodziców, Bolek jak na skrzydłach wracał do Rakowa, a w domu Michaliny rozpoczęły się przygotowania do ślubu…

 


zdjęcia własne

Śladami mojego Taty. Michalina na plebanii. Krzyżyk żałobny.

 

„Pożegnanie powstańca” Artur Grottger, 1863

 

 

Pewnego dnia Bolek , po uprzednim ustaleniu tego z  księdzem Eustachym , zaprosił Michalinę na plebanię.

Nie wyrażała sprzeciwu,  szła za głosem serca. Widocznie już wtedy  prowadziło ją  stare rzymskie powiedzenie : gdzie ty Kajus tam ja Kaja…..Zawahała się przed domem , ale potem śmiało przekroczyła  próg.

Ksiądz wyszedł na spotkanie, jak zwykle szeroko otworzył ramiona i kordialnie powitał. Oparła się o ramię chłopaka , który ją wprowadził do salonu.

Były tam  stare fotele, kredens i  ogromny stół  z mnóstwem otwartych ksiąg i  map . Pachniało starym kurzem i jesiennymi jabłkami.  Od razu poczuła się dobrze, tak jak w swoim rodzinnym domu.

Gdy zdjęła kubraczek,   Bolek zobaczył czarny żelazny krzyżyk na jej szyi. Zabłysło czarne oczko na  skrzyżowaniu ramion krzyża. Wiedział , że Michalina jest Polką , patriotką z dziada pradziada, ale teraz miał jeszcze jeden dowód. Michalina nosiła żałobną powstańczą biżuterię. Widząc, że zerka na ten krzyżyk, powiedziała, że jest to pamiątka rodzinna otrzymana od matki . …Rozczulił się.

Zasiedli wokół stołu, na którym już wcześniej ustawiono wielki  samowar. W pięknych porcelanowych filiżankach, które Bolek zabrał ze swojego domu rodzinnego, herbata miała specjalny niepowtarzalny smak. Do herbaty podano konfitury z malin  które przyniosły zapach dawnego  ogrodu Rodziewiczów.

Rozmawiano o rodzicach Bolka. Dziewczyna chciała obejrzeć zdjęcia, niestety zachowało się kilka starych pożółkłych fotografii. I wtedy Bolek wskazał na obraz, który wisiał na niezbyt dobrze oświetlonej ścianie. To była kopia obrazu Grottgera , namalowanego w 1863 roku. Tę kopię przyniósł kilka lat temu  niezawodny ksiądz Eustachy. Dotarła do tego kresowego miasteczka nieznanymi szlakami i przypominała Bolkowi jego rodziców. Właśnie taki obrazek zapamiętał z dzieciństwa- piękną matkę, która żegna się  ojca w chwili, gdy on odchodzi do Powstania Styczniowego. To był ich ostatni wspólny moment przed rozstaniem na zawsze. Jeszcze wtedy o tym nie wiedzieli i nadzieja na wyzwolenie ojczyzny rozświetlała im twarze. Bolek bardzo lubił ten obraz Grottgera i powoli utożsamiał przedstawione tam postaci z własnymi rodzicami. Michalina długo oglądała obie sylwetki i ulegając iluzji , nawet znajdowała ich  podobieństwo z ukochanym . …

 

Zdjęcie własne

 

Śladami mojego Taty. Decyzja.

 

 

Spotykali się często, zazwyczaj spacerowali  nad rzeką Słocz, meandrującą wśród wzgórz,  albo szli szerokim leśnym traktem , który prowadził do Rosji. Dochodzili do miejsca, gdzie zaczynał się teren przygraniczny . Wracali pospiesznie, bo czasami na horyzoncie pojawiali się rosyjscy albo polscy strażnicy pogranicza. Spacery nie były długie, bo granica była położona zaledwie 2 km od Rakowa.

Najbardziej lubili teren , gdzie rosły pojedyncze brzozy.

Wśród białych pni i w migotliwym cieniu ich delikatnych wiotkich gałązek Michalina wyglądała zjawiskowo. Bolek obserwował jej twarz , która była spokojna i radosna. Łapali chwile wspólnego szczęścia. Bolek  wcześnie osierocony, umiał docenić taką  dziewczynę i niezwykłą  urodę  jej duszy.  

Któregoś dnia nagle zapytał, czy zechciałaby zostać jego żoną. Dziewczyna spłonęła ale poważnie, bardzo wolno, zdając sobie sprawę z powagi słów odpowiedziała: tak.

I wtedy ziemia  zawirowała  , a brzozy które zwykle dotykały nieba ,  pochyliły się nad nimi  i szeptały Michalina Michalina.

Najdelikatniej jak umiał , objął ją i przytulał do serca.  Była bardzo blisko, jeszcze piękniejsza niż zwykle, jej bławatkowe oczy płonęły zupełnie nowym światłem . Całował jej jasne włosy, pachnące jak ukwiecona wiosenna łąka, a może  jak  polny rumianek  i całował jej brwi , potem oczy i usta….ukochana moja jedyna najdroższa….

 

 

  

 

zdjęcia własne

Śladami mojego Taty.Ona..

 

 

Dziewczyna przeżegnała się szerokim gestem, podniosła z klęczek i odwróciła twarz w stronę balkonu. Bolek ukłonił się nieśmiało i zszedł w dół. Spotkali się w kruchcie kościoła. Czekała. Miała wielkie bławatkowe  oczy ocienione gęstymi czarnym rzęsami i pięknie wykrojone brwi. W ciemnym kościele jej źrenice były ogromne . Zatonął w tych  oczach i uśmiechu .

Była niewielka, ale śmiało patrzyła w jego twarz i pierwsza zaczęła rozmowę. Głos miała niski i ciepły. Zda się , że mówiła z serca wprost do serca Bolka.

Wyszli z kościoła, śpiewały ptaki w wielkich drzewach, czuł przyspieszone bicie swojego tętna ….Miała na imię Michalina. Jakie miękkie, piękne kobiece imię, pomyślał z rozczuleniem .

Nigdy przedtem nie widział tej dziewczyny , niedawno przyjechała do ciotki i pierwszy raz była w Rakowskim kościele. Nosiła dziwne nazwisko: Dowhopouł.  

 Zapytał, czy może ją odprowadzić . Zgodziła się. Szli do domu coraz wolniej, kilka razy zatrzymywali się, a nawet zawracali  pod kościół . Przez całą tę drogę rozmawiali. Pula tematów była niewyczerpana. Nigdy z nikim tak długo i ciekawie nie dyskutował. Przy niej wszystko było nowe, inne , barwne .  Nie mogli się rozstać. Serce Bolka śpiewało ….

Gdy wrócił na plebanię, ksiądz od razu poznał po zachowaniu chłopaka  i jego oczach, że spotkał swoje marzenie. Bo nie można było ukryć wzroku , który opowiadał o zakochaniu, najpiękniej jak umiał…..

 


Śladami mojego Taty. Jasna chmurka

 

 

Chmurka…zdjęcie własne

 

Gdy Bolesław grał w kościele, zapominał o tym, że  los wcześnie odebrał mu rodziców, zniewolonej ojczyźnie i wszystkich przyziemnych problemach.  Kiedy  śpiewał, muzyka była w jego sercu, tylko muzyka…

Któregoś dnia jak zwykle prowadził linię muzyczną mszy. Gdy umilkły ostatnie słowa kapłana, ludzie powoli opuszczali kościół . Lubił takie samotne chwile w kościele . Wtedy nikt nie zakłócał spokoju  chrząkaniem kaszlem czy szeptami . Dookoła panowała tylko gęsta cisza zatopiona w zapachach kadzideł .  Nie lubił ingerować w tę boską ciszę żadnym dźwiękiem. Czasami zostawał w ławce na dole i długo się modlił.

Ale  dzisiaj zapragnął pozostać przy organach i grać dalej. Więc grał muzykę od serca , inną niż w czasie mszy. Może więcej Bacha tam było, może Hendla. Grał spokojnie,  bo Rosjanie jakoś tolerowali muzykę kościelną .

Siedział tyłem do ołtarza, więc by widzieć to, co w danej chwili celebruje ksiądz, miał zamontowane lusterko.

I nagle w  lusterku coś zajaśniało . Pomyślał, że to efekt zabaw słońca z szybą okna.

Ale  był trochę zaciekawiony  i niespokojny . Więc  po chwili   dłużej zatrzymał wzrok na tafli  lusterka i wtedy zobaczył płową chmurkę, która unosiła się nad jedną z ławek . Grał dalej , ale stale sprawdzał, czy ta  chmurka nie odpłynęła.

Przerwał grę, opuścił miejsce przy organach i zbliżył się do balustrady kościelnego balkonu.

I wtedy zobaczył , że owa chmurka, to jasne włosy dziewczyny …..

 

Dwie chmurki….

Śladami mojego Taty. I nadszedł czas po Powstaniu Styczniowym

 

 

Polska za czasów Bolesława Chrobrego. Rok 992-1025.

 

By nie pogrążać się w smutnych rozmyślaniach o swoim losie sieroty i zda się umarłej ojczyźnie, Bolek zajmował się czytaniem , studiowaniem starych map i muzyką. Stale wspominał słowa Matki, że należy żyć nadzieją i optymistycznie patrzeć w przyszłość. Od  rodziców  nauczył się pozytywnego myślenia i jego magicznej roli kreowania rzeczywistości.

Ksiądz Eustachy posiadał kilka pożółkłych map. Bolek często je rozwijał  i oglądał. Jedna,  z czasów Bolesława Chrobrego pokazywała, jak wielka była Polska w tamtych czasach. Na mapie Królestwa Polskiego, które powstało po 1815 roku  też widział Polskę i w wąskim północno- wschodnim pasku tego terenu  znajdował rzekę Swisłocz ( zwaną też Isłocz lub Słocz) nad którą leżał jego Raków. Stale się  pocieszał myślą, że jednak zawsze zwycięża sprawiedliwość . Może już nie jego pokolenie, ale następne, będą  żyły w wolnej ojczyźnie .

Tymczasem z kraju nadchodziły zatrważające wieści. . Władze rosyjskie nasiliły terror i robiły wszystko, by ludzie zapomnieli o Polsce.

Bolek dobrze zapamiętał rok  1867 roku, miał już wtedy  15 lat . Wtedy Rosjanie znieśli  autonomię i nazwę Królestwa Polskiego .  Od tej pory obowiązywała nowa nazwa – Kraj Prywiślański. Został zlikwidowany   budżet tego kraju oraz Bank Polski. W 1868 roku zamknięto szkołę Główną Warszawską. Znikały wszystkie nazwy, w których mieścił się  wyraz – Polska. Rosjanie mieli nadzieję, że w ten sposób mieszkańcy zapomną o swojej ojczyźnie.  Zadziwiające było tak bardzo  prymitywne myślenie zaborców. Przecież w miarę ich starań, rósł patriotyzm w sercach Polaków. A do tych serc nie było dostępu.

W latach 1869- 1870 setkom miast wspierających powstanie odebrano prawa miejskie doprowadzając je tym samym do upadku. Skonfiskowano ok. 1600 majątków ziemskich.

W 1874 roku zniesiono urząd namiestnika. 

Skasowano klasztory katolickie w Królestwie.

Nad krajem gęstniała ciemność.

Ale życie pędziło do przodu.

Dorastały polskie dzieci, dzieci powstańców. Nie zapominały o Polsce. W sercach pielęgnowały hasła wpojone przez przodków  : Bóg, Honor i Ojczyzna. Postanawiały, że te hasła będą jak kaganiec oświetlały ich drogę życia i dalej przekażą je swoim dzieciom.

A że  młodość miała swoje prawa, chłopcy zaczęli zerkać na swoje koleżanki. Dziewczyny często zatrzymywały się w grupkach i  chichocząc obgadywały chłopaków. Czasami w jakimś domu organizowano potańcówki, więc wszyscy zaproszeni chętnie tam biegli. Odświętnie wystrojeni, spieszyli w tany z nadzieją na pierwsze przytulania. Jaką   mieli radość w sercach , gdy dziewczyny nie odmawiały. Pierwsze zbliżenia, drżenia serc, wilgotne dłonie, nieśmiałość, buzowanie hormonów, ktoś grał na pianinie rzewnie tęskno albo skocznie. Muzyka porywała i wkrótce wszyscy już w szalonej zabawie zapominali o codziennych troskach i problemach . Wychodzili spoceni przed dom i w ciemnościach łapczywie  szukali ust ….

Bolek niechętnie chodził na takie potańcówki, wolał przesiadywanie nad książką, ale ksiądz Eustachy namawiał go na wyjście z domu. I czasami ulegał, ale wcześnie wracał na plebanię , długo przed godziną policyjną , której przestrzegały władze rosyjskie. Był ładnym chłopakiem, smukłym, wysokim z czupryną falujących włosów, więc pewnie dziewczyny go zaczepiały a takich nie lubił.

Bo marzył o dziewczynie łagodnej , lirycznej i mądrej . Przyszłej żonie , z którą mógłby godzinami rozmawiać.

I wierzył , że kiedyś spotka  swoją jedyną miłość. ….

 

 

Królestwo Polskie, granice ustalone w 1815 roku

 

Kraj prywislinski…….

 

Śladami mojego Taty. Syberia.

„W drodze na Syberię”,Artur Grottger, 1867. Kopia obrazu znajdującego się w Muzeum Narodowym w Poznaniu.

Któregoś dnia Bolek jak zwykle siedział przy stoliku , na którym lampa naftowa rozrzucała niewielkie migotliwe światełko. Zaczytany, nawet nie usłyszał jak cicho otworzyły się drzwi plebanii. Nagle poczuł ciepłą dłoń na ramieniu . Obok stał ksiądz, jego jedyny opiekun. Bolek podniósł głowę i zobaczył w oczach księdza starannie ukrywaną rozpacz .

Wstał gwałtownie i po męsku , odważnie mimo swoich 11 lat zadał pytanie. Co się stało?

Chłopcze, bądź dzielny, dzisiaj Twoja rodzina, rodzina wuja Rodziewicza z pobliskiego majątku zostaje wywieziona na Syberię. Podobno przechowywali broń przeznaczoną dla  powstańców.

 Zapytał, a co z Ciocią?, bo zapamiętał, że spodziewała się kolejnego dziecka. Rosjanie wykazali wielką łaskawość, zabrali ojca dziecka, zostawili matkę, by tutaj urodziła. Za  kilka miesięcy , po porodzie , będzie musiała zostawić dziecko u rodziny i zostanie specjalnie dowieziona na miejsce syberyjskiej zsyłki.

Bolek słuchał, ale nie płakał, bo może  zabrakło już łez  …

W mroźnym styczniu 1864 roku urodziła się Maria Rodziewicz, późniejsza pisarka. Po dziecko przyjechali krewni i wychowywali z resztą rodzeństwa Marii . Ich majątek został zabrany i tak jak wiele innych, okolicznych oddany w ręce właścicieli Rosjan. Ci nowi sąsiedzi  byli  niechętni Polakom , prymitywni , butni, pewni siebie i co najważniejsze obcy kulturowo …

Losy rodziny mojego pradziadka, Rodziewiczów podzieliło około 38 000 uczestników Powstania Styczniowego , których zesłano na katorgę lub na Syberię.

Wydarzenia z dzieciństwa zahartowały mojego pradziadka. Bolesław Rodziewicz dojrzał w przyspieszonym tempie  .

Mimo wszystko był chłopcem pogodnym.

Może muzyka , którą ofiarowała mu przed śmiercią matka, może jej czułość  sprawiła, że żył normalnie.

W dalszym ciągu grał w kościele na organach. A wiernym się zdawało , że  organista jest aniołem, który ich prowadzi do Boga….

 

 

Autentyczna kibitka. Cytadela Warszawska.

 

Śladami mojego Taty. Dlaczego Powstanie wybuchło w mroźnym styczniu ?

 

  

„Demonstracja patriotyczna zaatakowana przez Kozaków”27.02.1861, autor nieznany.

Z Wikipedii, jest zgoda na publikowanie

 

„Wojesko rosyjskie strzela do manifestantów w Warszawie”, 8.04.1861. Obraz zamieszczony w Wikipedii

 

Rodzina Rodziewiczów wszystko wiedziała. Tajne gazetki przynosił im ksiądz Eustachy Karpowicz. Wieści przekazywano sobie z ust do ust. Sen o wolnej Polsce śnili i powoli zaczynali wierzyć, że tym razem się uda.

Wiadomość, że Rosja , po nieudanej wojnie krymskiej słabnie, napawała otuchą. Właśnie car Aleksander II zaczął przeprowadzać niewielkie reformy ustrojowe.

Polacy od razu wyczuli nastrój i ożyła myśl o wielkim narodowym powstaniu.

Z dalekiego Kijowa  dotarła informacja, że na tamtejszym Uniwersytecie powstała pierwsza organizacja zwana” Ogół „ z której wyłonił się zakonspirowany Związek Trojnicki. Ludzie z tego związku szukali kontaktów z młodzieżą wszystkich trzech zaborów. Któregoś dnia dotarli do maleńkiej mieściny, jaką był nasz rodzinny Raków. Ileż  spotkań i rozmów zapamiętał salon domu małego Bolka.

Inna informacja docierała z Petersburga. Tam, w Akademii Sztabu Generalnego  studiowało wielu oficerów, którzy mieli polskie serca.  Jeden z nich, Zygmunt Sierakowski założył tajne Koło Oficerów Polskich w Petersburgu. Po jego odejściu , kierownictwo przejął Jarosław Dąbrowski.

W Warszawie , w 1857 roku powstała Akademia Medyko- Chirurgiczna. I od razu zaczęły tam powstawać konspiracyjne kółka młodzieży, podobnie jak w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych.

Przygotowania do powstania były konkretne, poza obradowaniem młodzież otrzymywała  regularne szkolenia wojskowe.

W 1858 roku, zebrała się kapituła Czerwonych i opracowała plany wybuchu powstania.

W 1861 roku dzięki staraniom Ludwika Mierosławskiego , założono tajną Polską Szkołę Wojskową. Miała on ponad 200 słuchaczy , którzy byli przygotowywani jako kadry powstania.

   W tym czasie cała polska ludność  podejmowała spontaniczne manifestacje.

11 czerwca 1860 roku odbyła się pierwsza po 30 latach manifestacja patriotyczna w czasie pogrzebu wdowy po bohaterze Powstania Listopadowego, generale Józefie Sowińskim.

W październiku 1860 roku w czasie hucznego zjazdu monarchów , przeszkadzano uroczystościom i balom  towarzyszącym tej konferencji. I tak np. na przedstawieniu galowym w Teatrze Wielkim oblano fotele cuchnącym płynem.  Akcją kierował Franciszek Godlewski.   29 listopada 1860 roku , w rocznicę Powstania Listopadowego zorganizowano kolejną wielką manifestację, na której odśpiewano pieśń, kiedyś skomponowaną na cześć cara, zmieniając słowa refrenu na: „ Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”.

   Wobec  tych coraz śmielszych wystąpień ludności Warszawy, car, Aleksander II zalecał coraz surowsze represje. Podjął decyzję, że w razie większych demonstracji ulicznych, miasto zostanie zbombardowane z siedziby wojsk rosyjskich, z Cytadeli. W tym czasie na terenie królestwa Polskiego stacjonowała 100 tysięczna armia rosyjska.

   Jednak było kilka grup przyszłych powstańców. Różnili się pochodzeniem i planami. Naturalnie władze carskie doskonale się orientowały  w tej sytuacji i postanawiały wykorzystać tę niejednorodność przyszłych  przywódców powstania . Jednych nazywano białymi, innych czerwonymi. Czerwoni planowali początek powstania w czerwcu ale Rosjanie celowo zaplanowali  wielką styczniową  brankę Polskich chłopaków do carskiego wojska i tym samym spowodowali przyspieszenie terminu .

I któregoś mroźnego styczniowego dnia rozpoczęło się powstanie.  Obejmowało tereny zaboru rosyjskiego . Początkowo tylko w  Królestwie Polskim, ale jak fala rozlewało się dalej na wschód , na obszary zabranych Polsce ziem Litwy, Białorusi i częściowo Ukrainy . Do terenów Księstwa Litewskiego  dotarło 1 lutego 1863 .

   W wojskach powstańczych służyło łącznie ok. 200 000 ludzi, z czego  jednocześnie w walkach brało udział ok. 30 000  żołnierzy. Mimo początkowych sukcesów  , nadeszła jesień  1864 roku a z nią  dzień ostatni. Ten  największy polski zryw niepodległościowy,  Powstanie Styczniowe,  zakończył się klęską .   

  Do upadku powstanie przyczynili się też Francuzi, gdyż  w 1862 roku zawarli porozumienie z Rosjanami, aresztowali powracających z Londynu Polskich emisariuszy, przekazali dokładny spis osób objętych siecią konspiracyjną i tajnych polskich pułkowników znad Wisły oraz opisali drogi przerzutów broni zza granicy.

   W walkach powstańczych zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Młodych, mądrych , kwiat polskiej inteligencji , większość pochodziła z rodzin szlacheckich. W tej  suchej liczbie ukrywa się żarliwe kochające i młode umarłe serce mojego prapradziada, ojca Bolesława . Złapano i stracono  blisko 1000  osób .

Około  38 000  skazano na katorgę lub zesłano na Syberię.

10 000  powstańców ratowało się ucieczką i   wyemigrowało.

Po upadku powstania Kraj i Litwa pogrążyły się w żałobie narodowej.  A dookoła szalał terror zaborcy.

Wilno zostało spacyfikowane przez oddziały  Murawjowa Wieszatiela.

5.08 1863 na stokach Cytadeli Warszawskiej zostali powieszeni członkowie władz Rządu Narodowego, m. in Romuald Traugutt.

   Zamykam wikipedię, i widzę tysiące powstańców, gdy padają pod kulami Rosjan. Wśród nich jest mój prapradziadek. Może umierał z nadzieją wolnej Polski. Może już wiedział , że walka jest rozpaczliwa a  ten największy polski zryw wolnościowy umiera razem z nim. …

Jego grób pozostał bezimienny.

Serce żony pękło z bólu, a syn Bolek żył  pielęgnując dobre rodzinne wspomnienia i swoje prywatne cierpienie…..

 


 Cytadela warszawska