Przedtem było o znaczku pocztowym z moim Gorzowem który stał się Kluczem do Krainy Dzieciństwa ….

Zdjęcie wykonane przez Wiktora( lat 7). Jego mama i zbiory gorzowskie….
Tak więc Gorzów do mnie wrócił, przyleciał z pocztą i zamieszkał w moim domu obok granitowych kostek z rozbieranych ulic Gorzowa, fragmentów starych murów, kamieni z tej ziemi starannie zbieranych przez gorzowską przyjaciółkę gonię.
Poznałyśmy się dzięki portalowi MM ( Moje Miasto) Gorzów , który niestety w swojej uroczej dyskusyjnej swobodnej formie umarł śmiercią naturalną . A może nie naturalną, tylko brutalnie przerwano jego uroczy klimat zmieniając na siłę formułę na wszechogarniającą jednakową w całym kraju redakcyjną nudę. Szkoda, ale takie jest życie. Zabiera to co dobre i nie ma już powrotu….
A portal ten był dla nas okazją do pogadania, pisania na dowolne tematy i przyniósł trwałe przyjaźnie, niemożliwe chociażby z powodu różnic wieku w realu. I to jest niezaprzeczalna wartość, którą cenię najwyżej jak tylko można…..Musiałam o tym pogadać, bo żal gdzieś muszę wylewać i tęsknoty za byłym czasem też. I tę czułość, gdy słyszę przez telefon głos ludzi których polubiłam. I zawsze wtedy widzę ich zaangażowanie rozdyskutowanie i otwieranie mi nowych horyzontów w dawnej MM –ce kontynuowane w innych miejscach netu.
Wracam więc od goni i mojego minimuzeum gorzowskiego. A było tak.
Pamiątki w nim zgromadzone zabierała z miejsc szczególnie mi bliskich . Wyobrażam sobie z jakim trudem taszczyła je w plecaku ta delikatna, miniaturowa dziewczyna . I ostatecznie z równym poświęceniem dostarczyła do Michałowic, pokonując dzielące nas ponad 500 km. Bywała tu kilkakrotnie, a to z drzewkami wyhodowanymi z nasionka- najpierw kasztankiem i lipką a potem klonikiem, które teraz cieszą oko w naszym ogródku i wszyscy liczni domownicy wiedzą, że w Gorzowie się urodziły, tak jak ich babcia. I literaturę przywoziła, programy z gorzowskich wystaw , foldery, wycinki prasowe czy wreszcie wydawnictwa związane z historią miasta, wydarzeniami kulturalnymi czy pięknymi zdjęciami.
W ten sposób powstało gorzowskie minimuzeum , taka mazowiecka michałowicka filia. Tworzą je drzewka w przydomowym ogródku, wydawnictwa na półkach i kamienne zbiory które przycupnęły na podściennym skraju krętych na schodów wiodących na poddasze naszego domku , a także na podłodze tegoż poddasza. Kiedy kiedyś się nimi nadmiernie zainteresował mały wtedy najmłodszy wnuczek, Patek, jego starszy o 4 lata brat- Witon poważnie go wyhamował, mówiąc, że nie wolno dotykać, bo to gorzowskie muzeum babci….
I codziennie oglądam to wszystko , drzewka zajęte jesiennym zrzucaniem liści i szykowaniem do zimowego snu na razie milczą. Wiem, że przemówią z wybuchem wiosny. Wydawnictwa grzecznie czekają na ogląd, nie narzucają się, ale są pewne, że niebawem sięgnę po nie i poszybuję razem z nimi.
A kamienie zaglądają mi w oczy i pytają, czy pamiętasz?….





Wszystkie zdjęcia wykonał Wiktor( lat 7). gonia opisała kamienie. Te z K- z rozbieranej nawierzchni ul. Kosynierów Gdyńskich, sprzed mojego pierwszego gorzowskiego domu….
