Z tomiku Zenona Łukaszewicza pt. ‘ Mój alfabet albo pstryczki i potyczki” wyd. Oficyna Wydawnicza „ Ziemia” Warszawa- Zielona Góra, 1993
Zygmunt Trziszka
Postać barwna , malownicza , z usposobienia choleryk i impetyk , ekstrawertyk. Zadebiutował prozą w dodatku literackim „ Nadwarcie ” w 1961 roku. Te nasze początki znajomości opisałem zresztą w tekście drukowanym poniżej.
Po przeprowadzce do Zielonej Góry Trziszka początkowo wraz z Andrzejem K. Waśkiewiczem pracował w oddziale poznańskiej „ Gazety Chłopskiej”, potem przeniósł się do ówczesnej „ Gazety Zielonogórskiej”, drukując w niej wiele reportaży. Niestety pisarz nie mieścił się w tej żurnalistyce , zwłaszcza iż – jak to wspomina do dziś – pozostawał w nieustannym konflikcie z red. Ankiewiczem , który apodyktycznie usiłował podporządkować sobie nowego dziennikarza . Toteż Trziszka po pewnym czasie zwinął manatki i wyjechał do Warszawy, gdzie pracował w różnych redakcjach , zwłaszcza pism ludowych , gdy od dawna był członkiem ZMW i ZSL. Skłóciwszy się z ruchem ludowym , został przygarnięty przez Włodzimierza Sokorskiego do pracy w „ Miesięczniku Literackim”, w którym był aż do likwidacji pisma . Obecnie – wraz z kolejną żoną i dziećmi – mieszka na Ursynowie i rowerem dojeżdża do pracy za Wisłę po półmilionowy zasiłek dla bezrobotnych. Nie zdziwiło mnie więc zanadto , że całkiem niedawno pojawił się w Zielonej Górze jako…kandydat na posła z ramienia Stronnictwa Narodowego . Przyjął jego ofertę kandydowania , którą wcześniej odrzucił Zbigniew Ryndak . Niestety , nie odniósł jak wiadomo sukcesu…
Zygmunt Trziszka, repatriant z województwa stanisławowskiego , absolwent opolskiej WSP i członek ZLP od 1968 roku , jest autorem kilkunastu tomów prozy nowelistycznej i powieściowej , mocno korzeniami związanej z Ziemią Lubuską , z okresem pionierskiego osadnictwa i zagospodarowywania tej ziemi , z przemianami jakie dokonały się na niej w latach powojennych . Nie jest to , niestety , proza wysokiego artystycznego lotu . Więcej w niej socjologiczno – obyczajowych i psychologicznych obserwacji , aniżeli walorów stricte literackich . Takimi świadectwami artystycznych porażek , wynikających być może także i z tego , że autor pisał pod z góry założone tezy , są tomy opowiadań : „ Wielkie świniobicie”
( Warszawa, 1965), „ Żylasta ręka ojca” ( Poznań, 1967) i „ Dom nadodrzański” ( Łódź, 1968) . Następne książki , jak powieści „ Romansoid” ( Warszawa, 1969) , czy „ Happeniada” ( Kraków, 1976) to utwory , w których do głosu dochodzi groteskowe widzenie rzeczywistości , pobrzmiewa w nich ton gombrowiczowski . I tutaj Zygmunt Trziszka okazuje się pisarzem oryginalnym , dojrzałym , interesującym. Walcząc z tzw Warszawką , pracowicie , z chłopskim uporem doskonali swój warsztat pisarski , prowadząc zarazem życie intensywnie towarzyskie i bogate emocjonalnie . Gdy opuszczał Zieloną Górę , wraz z nim wyjeżdżała Wanda Witter , lekkoatletyczna , która została później pisarką i urodziła mu córkę . Po pewnym czasie znalazł inną wybrankę , z którą ma obecnie dwóch synów. Córka miała ostatnio jakieś powiązania z narkomanami , wezwany więc na pomoc ojciec naurągał policji z właściwą sobie porywczością , przez co został w „ Gazecie Policyjnej ” opisany jako pisarz- kryminalista . On jednak nie poddaje się ciężkim próbom losu . Wystąpił z hukiem z
„ neo-zlepu” i założył Związek Pisarzy Polskich . Związek został zarejestrowany, ma swój statut.
Niemniej wzruszający jest sentyment pisarza do Ziemi Lubuskiej . W 1980 roku w LSW wydał tom reportaży pt. „ Podróże do mojej Itaki”, poświęcony naszemu regionowi . Inną jeszcze, ważną publikacją w jego dorobku , jest książka zatytułowana „ Mój pisarz”
( Warszawa, 1979) , zawierająca szkice poświęcone kilku wybitnym intelektualistom , bliskim autorowi . Napisał ją jednak „ na klęczkach”, przeto bardzo krytycznie i ironicznie oceniłem ją w „ Nowych Książkach”. Wówczas wydarzyła się rzecz śmieszna . Po lekturze recenzji Trziszkę zaprosił do siebie ówczesny sekretarz NK ZSL, pisarz Józef Ozga- Michalski i powiedział : Kolego, ostro was krytykują, krzywdzą . Należy wam się stypendium . I Zygmunt stypendium otrzymał . Więc jak tu nie wierzyć w potęgę recenzentów!
W ostatnich latach Zygmunt Trziszka był zafascynowany twórczością Leopolda Buczkowskiego . Poznał osobiście jego życie , zainteresowania , pracę. W wyniku tej zażyłości powstały dwie książki , z których szczególnie ta druga – „ Żywe dialogi”
( Bydgoszcz, 1989) – jest niezwykle wartościowa . Zygmunt jest również autorem monografii zmarłego wybitnego pisarza.
Pisarz z „ pustyni ursynowskiej”, jak określa dzielnicę swego zamieszkania , sprawi nam zapewne jeszcze niejedną niespodziankę swoimi następnymi książkami . Choć powstaje pytanie, kto je mu opublikuje . Chyba , że napisze ostry , kryminalno- sensacyjny utwór i złagodnieje w tym ścieraniu się z nową rzeczywistością . Spokornieje . Ale tu, znając go dobrze od wielu lat, mam niejakie wątpliwości.
