Na medycznej ścieżce. Zachwyt nad doktorem Dębskim…

Oddział żółtaczkowy mieścił się na trzecim , najwyższym piętrze szpitala. Ordynatorem był przesympatyczny dr Ryszard Dębski. Był smukły , elegancki i ludziom życzliwy. Dowiedziałam się , że w przychodni rejonowej pracuje jego żona, mają trzech synów. Przedtem pracowali razem na Siennej i do historii przeszły ich wspólne dyżury. Z reguły dyżurowali razem. Na każdym  dyżurze było dwóch lekarzy. Jeden, zabezpieczający oddziały a drugi-  izbę przyjęć. Żona dr Dębskiego- Halina była lekarzem oddziałowym, o godzinie 21 udawała się na spoczynek w swojej dyżurce, a całość obsługiwał jej mąż. I Izbę przyjęć i oddziały. Musiał się zdrowo napracować, gdyż dyżury zwykle były trudne. Ale ponoć niezwykle rzadko budził swoją żonę, prosząc o pomoc. Teraz mogłam obserwować w jakim systemie pracuje dr Dębski. Otóż  przybywał on do szpitala o godzinie 7 ( my pracowaliśmy od 8) , oglądał wszystkie dzieci w swoim oddziale, zapoznawał się z wynikami badań i o godzinie 12 opuszczał szpital. Wracał o 14-14,30 , zjadał pyszny obiad w szpitalnej stołówce, wizytował oddział, sprawdzał jak pracujemy , ustalał z nami ostateczne już dyżurowe zalecenia i o 16 opuszczaliśmy szpital. Dowiedziałam się, że w czasie gdy wybywał, załatwiał poradniane wizyty domowe swojej żony.

Taki mąż, to cud nad cudy.

Tak uważaliśmy wszyscy.

Ja się tylko dziwowałam, bo takie postępowanie było mi nieznane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *