Do szpitala miałam niedaleko, tylko 6 km z mojego Żoliborza i prostą trasę tramwajową.
Zgłosiłam się o poranku, podpisałam jeszcze jakieś papiery , przydzielono mi fartuch i zaproszono do biblioteki, gdzie zebrali się wszyscy lekarze.
Zostałam oficjalnie przedstawiona i przydzielona do oddziału żółtaczkowego, bo z tego miejsca odszedł kolega , Janusz Sobecki, który został zatrudniony w CZD.
Powiedziano mi, że gdy oswoję się z atmosferą szpitala, poznam zasady funkcjonowania, zostanę oddelegowana do innych oddziałów, by poznać specyfikę ich pracy.
Po miesiącu rozpocznę dyżury, oczywiście pod opieką doświadczonych pediatrów.
Dla mnie tutaj wszyscy byli doświadczeni, pracowali tutaj długo, wpatrywałam się w nich jak w święty obrazik i chłonęłam wszystkie ich uwagi.