Gdy Zenon miał dwa lata wreszcie odezwali się Rodzice Mamy.
Stefa nie milczała.
Stale próbowała nawiązać jakiś kontakt ze swoją rodziną.
W tym wypadku zachowywała się nietypowo, nawet mnie to dziwiło. Ponieważ z natury rzeczy była uparta, zamknięta i twarda . Ale jak się okazało tylko pozornie nieugięta.
Jak wynika z Jej opowiadania o tamtych czasach, bezpośrednio po ślubie nie zamykała się w sobie, nie chowała urazy do Ojca.
Została bardzo zraniona, ale czuła przemożną potrzebę przebłagania swoich okrutnych gór.
Systematycznie wysyłała listy do domu, paczki z nowymi ciuchami, butami dla ojca, matki i rodzeństwa.
I wreszcie zdarzył się długo oczekiwany cud.
Któregoś dnia zawitał listonosz i z daleka wołał, że ma list z odległych stron.
Oczywiście wszyscy wiedzieli jaka jest sytuacja Mamy, bo jak pisałam, było to niewielkie miasteczko, ludziska się znali i interesowało ich cudze życie.
A cóż dopiero życie nauczycielki, która przybyła z dalekich stron, więc stale była inna, obca.
