Na medycznej ścieżce. Pierwsze recepty.

O godzinie 12 leciałam do swojej przychodni. Mieściła się ona wówczas przy ul. Wrzeciono , w maleńkim niskim okrąglaku, czyli budowli umieszczonej wewnątrz osiedla pod Hutą Warszawa, gdzie było także Dzielnicowe Pogotowie Ratunkowe  i Apteka.

Bliskość tej apteki była bardzo ważna, bo tam najczęściej zaopatrywali się moi pacjenci w leki. I w przypadku źle wypisanej recepty, co niestety się zdarzało , można było nanosić poprawki. Dzięki temu poznałam farmaceutkę, która tam pracowała- Marysię Zieniewicz. Była to duża i sympatycznie pulchna dziewczyna, która w tajemnicy przed swoją surową kierowniczką, wpadała do gabinetu, gdzie urzędowałam  i przynosiła nieudolnie wypisaną receptą , instruowała jak należy ją prawidłowo wypełniać i po naniesieniu poprawki wracała do pacjenta, którego uprzednio grzecznie posadziła przy aptecznym stoliku.

Bo tak naprawdę miałam niewielkie pojęcie o wszystkich zasadach  wypisywania recept,np. dozwolonej dawce leku na jednej rp, itd. Dzięki Marysi  szybko się tego nauczyłam, i uniknęłam konfliktów z pacjentami i swoją szefową.

Marysia Zieniewicz była niezwykłą osobą. Wspominam ją zawsze bardzo serdecznie, nie tylko dlatego, że chroniła moje przysłowiowe cztery litery w tamtych czasach, ale też dlatego, że swoją pogodą ducha , dobrocią i miękkim dużym ciepłem ogrzewała nie tylko mnie, ale wszystkich ludzi, z którymi się kontaktowała. 

Potem przyjaźniłyśmy się dość długo, odwiedzałyśmy się w domach, nasze dzieci bawiły się razem. Po latach straciłam z nią kontakt, bo i praca była już w innym miejscu i mieszkała dość daleko ode mnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *