Na medycznej ścieżce. Koledzy z czasów poznańskich- Bogdanek.

      Bogdanek J. był niewysokiego wzrostu, energiczny i sympatyczny. Miał  ładną  śniadą  skórę, ciemne bystre oczy. Lubiłam go, mimo, że jako chłopak nie budził mojego zaciekawienia.

Od pierwszych dni studiów zajmował się adorowaniem dziewczyny z naszego roku, ale z innej grupy , która należała do tzw. wyższych sfer.

Bo po pierwsze była poznanianką i chyba miała w rodzinie kogoś ważnego w  świecie medycznym.

Już kiedyś pisałam, że ta grupa trzymała się razem, znali się już wcześniej i nawet nie próbowaliśmy się z nimi przyjaźnić, bo wydawali się zarozumiali.

Ale może tak naprawdę nie było, tylko tak ich postrzegaliśmy.

Gdy z jakiegoś powodu pojawiłam się na chwilę wśród dawnych kolegów na początku 4 roku studiów, byłam już  po ślubie  i  z decyzją przeniesienia się do Warszawy, od razu koledzy mi donieśli,  że Bogdanek jest wolny, bo właśnie rozstał się  ze swoją dziewczyną. Pamiętam, że staliśmy wszyscy na dziedzińcu Anatomicum, gdy zjawił się Bogdanek i zaczął ze mną żwawo rozmawiać, pusząc się niby kogucik.  Dostrzegłam jakby zainteresowanie w jego oczach, ale bez słowa pokazałam mu swoją dłoń. Zapytał dlaczego pokazuję mu rękę- wskazałam na obrączkę i powiedziałam, że to jest obrączka –  bo pierścionek był ozdobny, rzeźbiony i ze srebra, wyglądał nietypowo , więc mógł budzić wątpliwości. I wtedy Bogdanek spochmurniał , popatrzył spode łba rozczarowany i wyraźnie zniechęcony a po chwili odszedł.

Oczywiście już go potem nigdy nie spotkałam. Ale pozostał w mojej pamięci jako fajny kumpel…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *