Dzisiaj był szary grudniowy dzień, przetykany słońcem usiłującym się wydobyć spoza ciężkich chmur. Ponieważ dość wyjątkowo nie miałem ważnych zajęć, postanowiłem wybrać się do miejsca pracy tj. na ulicę Rokietnicką pieszo a nie jak tradycyjnie – samochodem. Chyba był to jakiś wewnętrzny imperatyw, który ujawnił się dopiero później, gdy nagle stałem się młodym studentem Akademii Medycznej, którym byłem razem z Kolegami w naszych latach 1965-1971. I z wielkim sentymentem znalazłem się pod Państwowym Szpitalem Klinicznym Nr 2 im. Heliodora Święcickiego przy ul. Przybyszewskiego 49 (60-355 Poznań). Ileż tam przeżywaliśmy emocji, poznając prawdziwą medycynę – nasze pierwsze zetknięcie z chorymi – zachwyt nad Wielkością Profesorów, wiedzą asystentów, pracowitością pielęgniarek i poświęceniem całego personelu wielkiej idei ratowania zdrowia i życia. Tak, to była nasza Pierwsza Szkoła nie tylko Prawdziwej Medycyny ale też Pierwsza taka Szkoła Dorosłego już Życia …rozglądałem się więc, wspominając, gdy nagle zauważyłem wielkie toczące się dookoła zmiany. Budynki Klinik pozostały niezmienne, lecz w otoczeniu pojawiło się wiele nowych obiektów i wówczas pomyślałem jak Maria Dąbrowska w jednym ze swoich opowiadań też tak zatytułowanych „Tu zaszła zmiana w scenach mojego widzenia” … a więc smartfon, fotografowanie, nasycanie oczu a teraz opisy… Zapraszam Was więc dziś, Drogie Koleżanki i Drodzy Koledzy, ale także Wszystkich, którzy zajrzą na „strony” mojego Pamiętnika na „Sentymentalną podróż wokół P.S.K. nr 2 w Poznaniu”
Oto widok panoramiczny od ul. Grunwaldzkiej:
A to widok od strony ul. Przybyszewskiego:
A już za Szpitalem, przy ulicy Grunwaldzkiej, mieściły się – jak zapewne pamiętacie – baraki z okresu około II Wojny Światowej. Teraz te baraki rozebrano i na tym obszernym placu obecny JM Rektor prof. Andrzej Tykarski zabiega o pobudowanie bardzo wielkiego szpitala. Niestety, całego od razu się nie uda, więc w pierwszym etapie ma powstać duży SOR. Jak widzicie jest tutaj tylko plac pod budowę i tablica informacyjna, z której część „złomiarze” już ukradli.
Teraz przesuwamy się dalej od szpitala. Widzimy miejsca po barakach, gdzie m.in. mieściła się część Akademii Wychowania Fizycznego…
I zaraz potem ciekawostka:
A tak ta okolica wygląda po przejściu na drugą stronę ulicy Grunwaldzkiej:
I następny nowy kościół po drugiej stronie ulicy, którego za naszych studiów nie było:
I stary budynek , który chyba wszyscy pamiętają :
Dla przypomnienia proszę spojrzeć na tablicę:
I ogłoszenie na tej kaplicy:
A jak przejść na drugą stronę ulicy Przybyszewskiego to trafiamy do parku, który był za czasów naszych studiów, ale nie miał nazwy i pomnika.
To jest okolica ronda Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Za naszych studiów tej nazwy nie mogło być, albowiem był to wówczas oczywisty wróg polityczny władców PRL-u. Tutaj fragment z Wikipedii, który wszystko wyjaśnia:
Jan Nowak-Jeziorański, właśc. Zdzisław Antoni Jeziorański pseud. „Janek”, „Jan Nowak”, „Jan Zych” (ur. 2 października 1914 w Berlinie, zm. 20 stycznia 2005 w Warszawie) – polski polityk, politolog, działacz społeczny, dziennikarz i podporucznik rezerwy WP, kurier i emisariusz Komendy AK i Rządu RP w Londynie, wieloletni dyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa. Kawaler Orderu Orła Białego.
Oto ten mały park po drugiej stronie ulicy Przybyszewskiego i mały pomnik:
Oto wspomniany pomnik z bliska:
W uzupełnieniu do napisu na tym pomniku informacja zaczerpnięta z Wikipedii:
Kazimierz Bonawentura Nowakowski (ur. 14 lipca 1879 w Inowrocławiu, zm. 26 kwietnia 1952 w Poznaniu) – polski lekarz chirurg, pułkownik lekarz Wojska Polskiego.
I za tymże pomnikiem doktora Kazimierza Nowakowskiego ciekawa rzeźba, chyba kobiety:
I jeszcze raz ta rzeźba:
Jak widzicie wszystko się szybko zmienia.
Kilkaset metrów od Państwowego Szpitala Klinicznego Nr 2 im. Heliodora Święcickiego przy ul. Przybyszewskiego 49 jest ulica Rokietnicka – obecnie centrum „wioski uniwersyteckiej” naszej Uczelni. I przy tejże ulicy Rokietnickiej 5C w latach 1996-2018 mieścił się Zakład Higieny, którym miałem zaszczyt kierować w latach 1994-2018, na początku jeszcze przy ul. Fredry 10, gdzie jest Collegium Maius, które dobrze pamiętacie z okresu studiów, bo tam jest siedziba rektora naszej Alma Mater.
I zobaczcie co robią z tym budynkiem obecnie:
A tak to miejsce ma wyglądać wkrótce, a może nie wkrótce – czas pokaże. Dokładnie w miejscu gdzie stał Zakład Higieny pojawi się ten trzeci, licząc od dołu, budynek Collegium Pharmaceuticum. A Zakład Higieny (obecnie Zakład Epidemiologii i Higieny) jest przenoszony do budynku po drugiej stronie ulicy Rokietnickiej – to pierwszy od strony prawej budynek. Ten szkic został wzięty z: http://www.ump.edu.pl/
Ale jest świetnie, bo mój nowy gabinet jest właśnie remontowany po drugiej stronie – ul. Rokietnicka 4. I już wygląda całkiem nieźle:
Będę miał ładne drzewa za oknem!
Praca wokół wre:
Mam nadzieję, że zainteresowałem tą krótką podrożą do miejsca w pobliżu naszego szpitala z okresu studiów.
No i zapraszam na obchody jubileuszowe, o których mowa poniżej:
Szczegóły na:



























I kwiatek na nowe locum 🙂
Piękna sentymentalna wycieczka
Dokument tego dnia, który już nie wróci..
Wczoraj dostałam e-list od Eli, lekarki z Poznania, którą poznałam dzięki wpisom w blogu. Od tej pory jesteśmy bardzo zaprzyjaźnione. Wprawdzie wirtualnie, ale „ łapiemy swoje myśli” jak z niewielu osobami mi się zdarza. Ela jest wielką humanistką , pasjonatem historii ale też codzienności. Oto co napisała :
Kochana, zaglądam do Twojego blogu, delektuję się wciąż Twoimi dłońmi. Ostatni teks z Pamiętnika JTM o okolicy „przybysza” nie dawał mi spokoju. Z dwóch powodów. Tą okolicę znam od dziecka, bo to była moja i Jasia trasa do babci. Wiesz jak dziecko idzie. Tu się zatrzyma, tam się czymś zachwyci. Coś znajdzie, coś podniesie . Idzie wolno i uważnie. Bo wszystko je interesuje. Nas ciekawił cmentarz. Zawsze tam zaglądaliśmy…
A poza tym w tekście JTM nie padło nazwisko, które Ty na pewno w nefrologii spotkałaś.
JTM. wspomniał o parku na Grunwaldzkiej i znajdującej się tam kaplicy. To jest teren dawnych cmentarzy dwóch kościołów ewangelickich. Już na początku lat 50 tych ubiegłego wieku były niestety bardzo zdewastowane, ale wciąż był to cmentarz. Wiele było tablic, nagrobków i charakterystycznych kutych ogrodzeń. Podobnie jak na cmentarzu na Walczaka w Gorzowie. Były dobrze zachowane dwie cmentarne kaplice i dom grabarza. Jedna z kaplic i dom „zniknęły” z powodu modernizacji okolicznych ulic.
Zdjęcie drugiej JTM. zamieścił w swoim tekście. To jest kaplica parafii św. Pawła, podobno najwyższy rangą kościół ewangelicki w ówczesnym Poznaniu , obecnie Zbawiciela. To kościół na Fredry przy Maiusie. Na pewno pamiętasz. Z cmentarza zrobiono park (nie przenosząc zmarłych). Od kilkunastu lat park nosi imię zasłużonego polskiego, luterańskiego dusz pasterza Gustawa Manitiusa, wcześniej był Zwycięstwa. Jego wnuk i prawnuk są nefrologami. Posyłam Ci link bo to naprawdę piękna postać (pastor) i b ciekawa rodzina.
JTM. pisze o ul Rokietnickiej( jeździłam tam na rowerze!) gdzie powstaje „campus” medyczny. To w pobliżu szpitala. Na pewno zobaczysz w Street view. Tam były ogródki działkowe.
Ul. Przybyszewskiego miała tylko jedną jezdnię, zachodnią. I piękną aleję platanową. Szeroki, wolny pas po stronie ul Rokietnickiej to był łan zboża i jakieś skromne zabudowania gospodarskie… Tak tam było przed naszym wyjazdem do Gorzowa. Wyjechaliśmy w listopadzie 1953….Kto to jeszcze pamięta… Tylko dinozaury 🦕 ;). Po kilku latach wszystko wyglądało inaczej…Postać świata przemija ( … )
Zosiu, posyłam Ci kilka linków i zdjęcie z netu domu grabarza…Zawsze mi się podobał….
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Park_Manitiusa_w_Poznaniu
https://podyplomie.pl/medical-tribune/09913,paradoks-czasoprzestrzeni
Czas płynie i wszystko się zmienia. Pamiętam jak tato przywiózł mnie tramwajem jeżdżącym bokiem ulicy Grunwaldzkiej obok zabudowań aż do kościoła św Jana Kantego przy ul Grochowskiej – potem kilka metrów w prawo i naszym oczom ukazały się pola , akurat wtedy z łanami wysokiego zboża. Tato powiedział że tam powstanie osiedle. Nie wierzyłam – a po kilku latach właśnie tam zamieszkałam. Na ogródki przy ul. Rokietnickiej chodziłam do wujostwa – mieli pyszne owoce. Inna rzecz że byli to rodzice naszej koleżanki z roku – Elżbiety Szajek