Pamiętnik mojego teścia – Jana Konopielko ( 33 ). Dobra, choć krótkotrwała praca w magazynie odzieży .


zdjęcie własne – jakby symbol chwilowej jasności ( opisanej poniżej ) w życiu katorżnika

Pamiętnik Jana Konopielko ur.12 lutego 1906 r w Kołpiei, zmarłego 22 grudnia1985 w Olsztynie . Spoczywa na Cmentarzu w Lidzbarku Warmińskim obok swojej żony Heleny z d. Wojciul

Brygadzista dowiedział się o moim inwalidztwie, przyszedł do mnie i namawiał, bym chodził w dalszym ciągu na robotę, bo dużo zarabiam i pajka jest największa – 950 gram.

Przyrzekłem, że nie rzucę tej pracy.

I wyszedłem nazajutrz  razem z brygadą. 

W czasie pracy, rozmówiłem się ze swoim kolegą – naparnikom pracy – o tym, że ja jestem inwalidą.

Ten zrobił duże oczy i zapytał: „ Dlaczego ja jestem na robocie?”.

Namówił mię brygadzista”- odparłem.

Kolega na to: „ Tak, jemu choczetsia zarabatować bolsze procentow i mieć balszoju pajku. Wy jewo nie słuszajtie, a zawtra nie wychodzicie taskać szpały”.

 Idąc z pracy, rozmyślałem, jak postąpić?

Doszedłem do wniosku, że lepiej nic nie zarabiać jak przy pracy w tajdze, otrzymać małą pajkę chleba i przebywać w zonie- odpoczywać.

   Wieczorem powiadomiłem brygadzistę, że jutro do pracy nie wychodzę.

Wszyscy pracujący wyszli do pracy, a ja położyłem się na narze, żeby odpocząć.

Zdrzemnąłem się, i zacząłem myśleć, gdzie znaleźć pracę w zonie, żeby zarobić kaszy i choćby miskę zupy dodatkowo.

Kierownikiem gospodarczej części zony jest naczelnik – więzień. Więc udaję się do niego z prośbą o przydzielenie mi łatwej pracy w zonie.

Rzecz zrozumiała, nie poszedłem do niego z gołymi rękami. Wziąłem ze sobą kawałek słoniny i paczkę tytoniu.

Prezent ten z przyjemnością przyjął i powiedział, żebym jutro stawił się do jadalni i tam będę kierownikiem stołowej- jadalni.

 Obowiązkiem moim w jadalni było  zbieranie naczyń po każdym posiłku i odnoszenie ich do kuchni.

Po każdym posiłku zmywałem stoły i ławki.

Następnie sprzątałem podłogę i paliłem w piecu.

Podłogę szorowałem śniegiem i ścierałem ją szmatą.

Po wymyciu śniegiem podłoga była żółto- biała- jak po heblowaniu. Stoły także dobrze wyszorowałem śniegiem i wytarłem ścierką do sucha.

Do pieca przyniosłem kilka naręczy drzewa i zapaliłem w nim.

Praca się skończyła, jadalnia była gotowa do obiadu.

Mnie kuchnia nakarmiła do syta.

Czas po obiedzie upłynął mi na sprzątaniu naczyń i myciu stołów, ścieraniu ławek i paleniu po raz drugi w piecu.

Przed kolacją, a ściślej mówiąc, gdy była znowu gotowa kasza i zupa – karmiono mię.

Jednym słowem, karmiono mię przed każdym posiłkiem.

Dużo dawali ryby i to ryby nie byle jakiej- smacznej i tłustej.

Pracy nie brakowało, ale byłem syty.

Praca ta trwała dwa tygodnie.

Po tym zaszła zmiana i to niespodziewana …..

 Kaptiorszczyk – kaptiorka – przechowalnia.

 Oto wezwano mię do naczelnika obozu – pewnego wieczoru.

Idę i myślę, po cóż ja jemu jestem potrzebny?

Nie przyszło mi nawet do głowy, że zaproponują mi i wiele lepszą pracę. Pukam do drzwi, słyszę: „ Da, da”.

Więc wchodzę i mówię: „ zdrawstwujcie”.

On pyta: „ was zawut K. I. Wikieńtiewicz”( syn Wincentego).  Odpowiadam :„Da”.

„ Skażytie : mnogo u was w łagierie jest pryjatielej ?”.

Po sekundowym namyśle odpowiadam: „ Woobszcze u mienia ich niet”.

„ A czem wy zanimaliś na swobodzie?”. „ Rabotał uczycielem i  wioł maleńkoje choziajstwo : dzierżał korowu, kabańczyka ( świnię ) , kury i pczoł „.

Zwraca się do siedzącego na krześle towarzysza: „ no, szto, podchodzit?”.

 „ Tak, wot szto – zwraca się do mnie- wy grażdanin , ot zawtra budziecie  rabotać w kaptiorce” .

Ja, zaskoczony tym, mówię, „ a kto będzie pracował w jadalni?”, odparł  „ najdziom, nie zabotiś.”

    Mój przyszły opiekun zabiera mię ze sobą i prowadzi do kaptiorki.

 Otwiera ją i pokazuje co w niej jest i co ja mam z tymi rzeczami robić, jak gospodarować.

Pokazuje mi nową parę bucików, które ja sobie na kartce zapisuję, zapisuję również bieliznę nową: koszule, spodenki, podkoszulki, pościel nową, poszewki, prześcieradła i koce nowe.  

    Informuje mię, że będę wydawać nowe rzeczy, jeśli dostarczą więźniowie stare.

Zapisywać mam nazwiska tych, którzy otrzymali z kaptiorki nowe.

Praca moja zaczyna się każdego dnia o godzinie 6-ej rano do godziny 20- tej wieczór.

Po tej informacji wychodzimy z kaptiorki i on – mój bezpośredni przełożony oddaje mi klucz od przechowalni, którą ja własnoręcznie zamykam. Rozchodzimy się.

Nazajutrz o godzinie szóstej rano już jestem w kaptiorce.

Przychodzą niektórzy robotnicy, i proszą o wymianę bucików. Szukam wyremontowanych i zamieniam.

Przychodzą z prośbą o wymianę kufajek, bo te przepalone. Jeśli znajdę odremontowane- zamieniam. 

Taka zamiana rzeczy podartych na odremontowane trwa do wyjścia brygad na robotę.

Później przychodzą do przechowalni tylko pozostali w zonie. Mało bywało takich klientów.

    Do obiadu tego dnia robię porządki w kaptiorce.

Segreguję obuwie, stawiam je na półki.

Stare obuwie, nadające się jeszcze do remontu, wiążę w pary i będą odprawione przez mojego przełożonego do warsztatu naprawy, który znajduje się w zonie gospodarczej.

Tak samo robię porządki ze wszystkimi rzeczami nadającymi się do naprawy.

Po uporządkowaniu rzeczy w przechowalni,  zabieram się za mycie podłogi.

Do przyjścia brygad z pracy, wszystko w kaptiorce doprowadziłem do należytego ładu i czystości.

Jeszcze mam godzinę do powrotu brygad z lasu.

Wykorzystuję ten czas na obiad. Kucharz nalewa mi miskę zupy- kapuśniaku. Nalewa tak, żeby mi było więcej tłuszczu- oleju. Nakłada do miski kaszy owsianej dobrze polewając olejem. Nie zapomina mi włożyć do kaszy dobry kawałek ryby tłustej i smacznej. Jednym słowem, było się czym pożywić.

Z pełnym zadowoleniem wracam do swojego kaptiorka, w którym jest ciepło i dość przytulnie.

Kładę się na sienniku napchanym przez siebie samego starymi częściami buszłaków. Poduszkę też zrobiłem z tych starych kurtek. Przyjemnie było leżeć. Dawno już tak nie było mi przyjemnie.

Wróciły z pracy brygady.

Powstał ruch w przechowalni .

Klientów pełno, no nie wszystkich mogę zadowolić.

Niektórzy proszą o nowe spodnie, ale ich w ogóle nie ma.

Inni także proszą o zamianę kufajek. Nie ma połatanych, a także i nowych.

Taka kołomyjka przeciąga się nieraz do odboju- capstrzyka.

Praca ta podoba mi się.

Przełożony mój sprawdza moją robotę prawie codziennie.

Już zabrał parę paczek butów i kufajek porwanych.

Z pracowni przyniósł kilka paczek odremontowanych rzeczy…..

     On także przynosi do przechowalni i nowe rzeczy, które ja wydaję potrzebującym, ale jak już poprzednio zaznaczyłem – z wpisaniem do zeszytu.

Muszę zaznaczyć, że mój naczelnik przechowalni nie był bez grzechu, bo często zabierał nowe rzeczy , jak buciki, koszulki, spodenki, prześcieradła do swojej teczki – dla siebie.

On był obowiązany zdawać zużyte rzeczy do spisania.

Z tej swojej przechowalni przynosił już uznane do oddawania na szmaty.

Swoje rzeczy , które uznawał za zużyte, oddawał do kaptiorka . Były one celowo porwane w pewnych miejscach.

O rzeczy nowe dobijali się , prosili mnie, ale ja ich miałem za mało.

Dla mnie dobra była ta praca, bo od czasu do czasu mogłem zjadać cukierek czekoladowy , bo robotnicy nieraz kupowali w sklepiku i ze mną się dzielili, aby otrzymać lepszą rzecz z przechowalni.

Skończyły się dobre czasy dla mnie, gdy przyjechał  n o w y   n a c z e l n i k   d o  s p r a w     p o l i t y c z n y c h.

Cdn.

3 Replies to “Pamiętnik mojego teścia – Jana Konopielko ( 33 ). Dobra, choć krótkotrwała praca w magazynie odzieży .”

Pozostaw odpowiedź Wiesia Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *