Na medycznej ścieżce. Eryk…

To był drugi przypadek, gdy byłam lekarzem bezpośrednio opiekującym się chorym a on umarł..

Nie zapomnę pierwszego razu.

Otóż w oddziale neuroinfekcji przebywało dziecko Eryk Ł.( celowo nie podaję nazwiska, pomimo, że pamiętam ). Chłopiec miał ponad rok, ale był znacznie opóźniony w rozwoju psychoruchowym- nawet nie siadał i właściwie nie było z nim żadnego kontaktu. Miał nieustannie napady drgawkowe, które jakoś dawało się opanowywać. Szczegółowa diagnostyka nie przyniosła rezultatów, nie rozpoznano choroby metabolicznej ani genetycznej. Zresztą w tamtych czasach zakres wykonywanych badań był niewielki, dopiero później rozwinęła się bardziej szczegółowa diagnostyka .

Na moim drugim dyżurze, po pamiętnym pierwszym, izbowym, gdzie nic się nie działo, tym razem miałam co robić. Dlatego czas mijał szybko, adrenalina znajdowała ujście w akcji i zbliżał się poranek. Gdy weszłam do sali gdzie leżał Eryk (dokładnie pamiętam gdzie znajdowało się jego łóżeczko,  jak był w nim ułożony, jak wyglądał ) , zauważyłam, że wpadł on w stan drgawkowy. Rzuciłam się do działania. Jednak pomimo szybkiej reakcji, po chwilach spokoju, drgawki się powtarzały. Nagle przestał oddychać, i pomimo natychmiastowej reanimacji dziecko zmarło. Trzymałam to maleńkie ciałko w ramionach i już nic nie mogłam zrobić.

Na porannym raporcie zaczęłam czytanie sporządzonego opisu tego wydarzenia, ale łzy zalewały mi oczy. Jakoś doczytałam do końca, po czym zerwałam się z krzesła i ze szlochem wybiegłam z gabinetu dyrektora .

Gdy wróciłam do oddziału, była tam już ordynator dr Monika Czachorowska. Zabrała mnie na korytarz i długo uspokajała. Wówczas zapamiętałam jej słowa- pani Zosiu, gdzieś tam, daleko siedzą Parki i przędą nić żywota. Gdy uznają za stosowane, biorą do ręki nożyczki i przecinają…nic więcej nie mogła pani zrobić, by uratować to dziecko.

Następnego dnia dotarłam do mojego szpitala. Po przebraniu się powędrowałam do oddziału. Pod drzwiami  siedzieli młodzi ludzie z pękiem różnokolorowych goździków. Nie znałam ich, ale podeszli do mnie i złożyli podziękowanie za to, co robiłam dla ich syna. Byli to rodzice zmarłego Eryka….

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *