Kierownik przychodni, w której pracowałam, wiedział o moich planach, gdyż wcześniej prosiłam go o napisanie opinii , niezbędnej jako załącznik do złożonego podania w Szpitalu im. Dzieci Warszawy.
Wiadomość, że nie zostałam przyjęta przywitał z ulgą, gdyż miał i tak trudności kadrowe.
Jak wielkie było moje zdumienie, gdy po kilku miesiącach otrzymałam telefon, by się zgłosić do dyrektora tego szpitala.
Pognałam tam jak na skrzydłach.
Ożyły nadzieje , wizja nowej oczekiwanej pracy uskrzydlała.
Tym razem przyjęła mnie sama pani dyrektor dr Halina Oziemska- Łozińska.
Była to wysoka , szczupła , piękna kobieta , ciemnooka , śniada ale o surowym spojrzeniu. Uśmiech rzadko gościł na jej twarzy. Przypominała mi przeoryszę zakonną .
Mimo, że nigdy żadnych przeorysz nie znałam, ale wyobraźnia mi podsuwała takie porównanie.
Rozmawiałyśmy dość długo, wypytywała o moje pochodzenie, losy rodziców, zawód męża , oceny uzyskiwane na studiach i mnóstwo innych spraw.
Potem oznajmiła, że bardzo spodobałam się jej zastępczyni i ona też nie widzi przeszkód, bym została młodszym asystentem w tym szpitalu.
Miałam wrażenie, że złapałam Pana Boga za nogi.
Uszczęśliwiona, podziękowałam , ustaliłam termin podjęcia pracy i pognałam do domu.
Nie pomnę, czy ktoś w moim domu się ucieszył z tej wieści. Dzieciaki dostarczały tylu emocji, że na spokojne rozmowy czasu nie stawało.
Mirek zaakceptował, Rodzice pewnie w duchu też się radowali, bo popierali moje zawodowe aspiracje.
Jedynie perspektywa wielu dyżurów trwających od zakończenia dnia pracy, tj. od 15 do 8 rano następnego dnia i odbycia kolejnego dnia pracy mogło budzić wątpliwości.
Ale cóż znaczy młodość. Nie bałam się niczego. I miałam wrażenie, że wszystkiemu podołam. Gdy na to patrzę z perspektywy czasu, mojego wieku i doświadczeń, odnoszę wrażenie, że to nie byłam ja. Była to młoda, pełna pary i nadziei i wiary w swoje siły kobieta. Właściwie dziewczyna. Miałam wtedy 28 lat.
Następnego dnia oznajmiłam kierownikowi swojej przychodni, że zmieniam pracę. Zaakceptował, wszak widział, że w tym miejscu nie mam szans na podjęcie specjalizacji .
Złożyłam podanie w Dyrekcji ZOZ-u z prośbą o rozwiązanie umowy na zasadzie porozumienia stron.
O dziwo uzyskałam akceptację na moim podaniu i poczułam się wolna.
Miałam odejść po upływie trzech miesięcy, tj w grudniu 1975 roku.