Losy moich Rodziców. Opowieść Taty (6)

Pragnąłem pojechać razem z nią w tę nieznaną mi górską krainę i do ludzi, których trochę się bałem.

Nie chciała, broniła się, ale w końcu wyraziła zgodę.

Napisała kolejny list do domu z informacją, że przyjeżdża z narzeczonym.

Wybraliśmy się tam któregoś wiosennego dnia. A właściwie gdy wiosna już z latem się witała. Poprosiłem o dwa tygodnie urlopu i byliśmy wolni. Oczywiście wolność i radość z bycia razem była pozorna, bo zmącona bliskim spotkaniem z rodziną Stefy.

Ja byłem zupełnie nieświadomy tego,  co mnie tam czeka, ale to i dobrze, bo może przeżywałbym jeszcze bardziej.

Po cichu trochę liczyłem  na swoje szczęście w kontaktach z ludźmi. Do tej pory nie miałem konfliktów ani w szkole ani w pracy. A w domu byłem młodszym synem i bratem, wyrastałem w ciepłej atmosferze rodzinnej, więc nie miałem okazji by hartować ducha. Rozpieszczały mnie też kobiety z którymi poprzednio zawierałem znajomości.

W głębi duszy byłem uparty , konsekwentny i miałem nadzieję, że przełamię opory rodziców Stefy jeśli nie swoim urokiem, to męskim zdecydowaniem….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *