Kochani !
Jeśli Ktoś z Was już tu zajrzał wczoraj, może się zdziwić, że dołączyłam do Leszka.
Wybaczcie Wszyscy.
Miałam zamiar zostawić Go samego z tą opowieścią, ale obudziłam się rano z postanowieniem, że nie mogę. To nic, że ta „ kartka „ z Leszkowego pamiętnika jest długa, ale chcę Mu towarzyszyć. To jak spotkanie i wspólny spacer pod rękę – jakże inny niż samotność – teraz to doceniam. Albo jak intymna rozmowa wieczorową porą i bliskość i opowiadanie o sobie i swoich bliskich …rozmowa ….
Dziwnym zrządzeniem Losu tu się spotkaliśmy – Mariolka, Jurek, Ty Leszku i ja. Zadziwiające jak bardzo jesteśmy do siebie podobni – mamy tę samą potrzebę rozmowy – o sobie, swoich losach i o Kolegach , szczególnie tych, którzy przedwcześnie nas opuścili – zapamiętaliśmy tych samych ludzi – pomimo licznego roku. I chcemy utrwalać pamięć , by Ci którzy odeszli nie rozpłynęli się w niebycie – właściwie żyjący tylko w naszej i swoich Bliskich pamięci – by istnieli dalej . I czuję radość, że wróciłam do Was i widzę że te nasze trzy pierwsze lata na wspólnej uczelni ( potem wyjechałam ) – Akademii Medycznej w Poznaniu stały się tak intensywne i tak dla nas Wspólne i że mogę za pośrednictwem tego blogu te nasze wspomnienia wysyłać w wirtualną przestrzeń ocalając od zapomnienia ….
O Teresce – tragicznie zmarłej w młodości naszej koleżance – rozmawialiśmy już od pewnego czasu – a właściwie od momentu naszego powtórnego spotkania po 50 latach – Leszek z czułością, Jurek , z męską oceną , że piękna, silna, zdecydowana , zawsze z planem na życie a jednocześnie z głosem w którym była i stal, szkło i aksamit. Nigdy nie byłam z Nią blisko – ale mam Ją stale w oczach – bo była zjawiskowej urody – krucha i właściwie przezroczysta – z bardzo jasną karnacją i półdługimi prostymi włosami w kolorze nici babiego lata – blond ale z jakimś światłem – jawiła się jak istota nieziemska – jak Anioł będący tu tylko na chwilę ….. i tak też było …..
Leszek już dawno napisał o Niej Wspomnienie , i tak jak ja swoje opowieści – wysłał koleżance z roku – Irenie, która przygotowuje wersję papierową naszych pamiętników . Nie wiem dlaczego przed rokiem też dostałam od Niego ten tekst. Czytałam ze wzruszeniem, bo tyle w nim było ciepła i osobistego zaangażowania. Gdy teraz, po przeszło roku od odnowienia naszej znajomości przyszła pora na zamieszczanie pamiętników w tym blogu – okazało się, że nikt z nas, tu piszących tego tekstu nie ma. Wszystkim zaginął w starych laptopach. Prosiliśmy Irenę, by nam wysłała tę pierwotną wersję , ale odpowiedziała, żebyśmy szukali w „ chmurze”. Więc poszukaliśmy ……
Leszek wpatrując się w chmury , odnalazł tę właściwą i w różnych pociągach angielskich – bo stale podróżuje wykonując operacje plastyczne w wielu miastach w Anglii – od czasu lata spisywał swoje wspomnienia po raz drugi . I jak każda wersja poprawiona i uzupełniona – ta jest znakomita …..znacznie lepsza niż poprzednia, którą dobrze pamiętam. Oddaję Ci głos Leszku – opowiadaj ….
Uwaga: jest to druga uzupełniona wersja o Teresce. Proszę Irenę, by wycofała poprzednią, choć zgadza się w zarysach.
Egzamin wstępny zdawałem w sali Anatomii Patologicznej na Przybyszewskiego. Nie bałem się. W końcu same piątki ze wszystkiego i tylko 4 z matematyki przez potwierdzoną pomyłkę w zadaniu, w Dąbrowszczaku w Kutnie. Nie miałem komu dotychczas się tym pochwalić i jak widać lubię dobrze mówić o sobie, zwłaszcza, że u dzieci mam opinie repetenta, bo powtarzałem drugą klasę Szkoły Muzycznej w Kutnie. Będzie z tego historia o ksywie „Krowa”.
Zaliczyłem jeszcze kurs przygotowawczy na WySRolu. ( czyli Wyższej Szkole Rolniczej na poznańskich Winogradach – przyp. Z.K. )
Egzamin wstępny to konsekwencja poprzednich decyzji. Trzeba dać z siebie wszystko.
Biologia to niewiadoma, rosyjski lubiłem jak i niemiecki i angielski na które Mama mnie posyłała. Mówiła, że trzeba znać języki sąsiadów, wrogów i przyjaciół. Sama znała francuski i niemiecki. Ojciec tylko niemiecki. Zgadnijcie o kim myślała po pobycie w obozach koncentracyjnych i jako nauczycielka historii zmuszona omijać milczeniem prawdę w tamtej „świetlanej” rzeczywistości? . Zadania z fizyki i chemii trzeba rozwiązać.
W tłumie oczekujących znalazłem się przypadkiem obok ślicznej blondynki. Takiej typowej, o jakich dziś się mówi „mądra jak blondynka”. Naprawdę cała trzęsła się ze strachu co się rzucało w oczy bardziej niż u innych. Złapała mnie za ramię. Teraz już się nie przyznam – czy przypadkiem nie z chęci Jej poderwania nawet w tak krytycznej chwili – ale wtedy raczej w moim naturalnym odruchu chęci pomocy potrzebującym , pokazałem swoją spolegliwą (za Kotarbińskim) stronę. ( Leszek już kilkakrotnie wspominał, że w tak młodym wieku przeczytał wszystkie dzieła profesora Kotarbińskiego – przyp. Z. K. )
– Niech Pani się nie boi. Przecież przygotowywała się Pani przez całą szkołę średnią, zdała Pani maturę, zrobiła Pani wszystko żeby do egzaminu przystąpić i musi Pani zdać. Chyba trochę się uspokoiła.
– Na sali nie mogłem Jej znaleźć. Mimo własnych problemów ciągle szukałem Jej wzrokiem. Mi przeszkadzał jakiś facet, który i tak się nie dostał. Widocznie był krótkowzroczny bo ciągle pokazywałem mu moje odpowiedzi. 🙂
„Biologia a medycyna”- zabrakło mi czasu. Genetyka, budowa komórki, nauka zachowań i odruchów ( bez Łysenki!) , doświadczenia na zwierzętach… trans pisania. Chyba nawet zdania nie dokończyłem z braku czasu.
Po kilku dniach rozmowa. Siedziało kilku poważnych facetów, a ten najważniejszy w środku spytał się skąd jestem.” – Z Kutna”. „-. A, to tam stoi ten słup milowy?”
A ja bezczelnie: „Nie, proszę Pana. Słup milowy stoi w Koninie w połowie drogi między Gnieznem a Kaliszem. Postawił go komes Dunin za czasów Władysława Hermana”.
Wtedy nie skojarzyłem, dlaczego pozostali członkowie komisji odwrócili głowy i jakoś miny im się zmieniły. Ja bylem zbyt napięty. Więcej pytań nie było. Tak to stałem się lepszy od Pana Rektora Michalkiewicza o czym dowiedziałem się później.
Z rodzeństwem i Rodzicami pojechaliśmy pod namiot nad Bug. Do najbliższego telefonu było ponad 5 kilometrów. W dniu ogłoszenia wyników poszliśmy całą piątką do Siemiatycz by od Stryjka dowiedzieć się o wyniki. Poczta, międzymiastowa, słabo słychać ale radosny glos mojego Ojca Chrzestnego:
„Jesteś przyjęty” . Moje pytanie::”- A na którym miejscu?. ” I dumna odpowiedz: „- na 21-szym”
We mnie jakby strzelił piorun. Co? dopiero na 21-szym? co źle napisałem? A tylko pierwsza dwudziestka ma odebrać indeksy na podium Filharmonii. I mnie tam nie będzie! Wakacje popsute do samego końca. 🙂
Po przyjeździe do Poznania pierwsze kroki do Collegium Maius . Tłumek przed tablica i jest moja blondynka! Znów się cala trzęsie. Ja spokojny choć przybity podchodzę i pytam: – Może ja pomogę Pani się znaleźć ? Jak Pani się nazywa?” ” – Teresa Gawrońska, a Ty?” „- Leszek”. Ja zaczynam ciągnąć palcem od góry, Ona od dołu coraz bardziej zdenerwowana i trzęsąca. Jest! spotkaliśmy się w połowie.
Jaka odmiana! Rzuciła mi się na szyje, zaczęła całować – „to dzięki tobie, Lechu”. a ja ciągle myślałem o swojej „klęsce”. – Poczekaj na mnie chwile, muszę wejść do Sekretariatu. „Tylko Lechu się pospiesz” – odtąd już tak zawsze mnie nazywała. W sekretariacie pytam, czy można sprawdzić jakie wyniki mam z poszczególnych przedmiotów. Można.. wszystko pięć, tylko fizyka cztery pada odpowiedź..
– A czy ja mogę zobaczyć swoją pracę z fizyki, bo chcę wiedzieć gdzie popełniłem błąd?
– A uciekaj mi smarkaczu i ciesz się że jesteś przyjęty” rozbawiona Pani sekretarka wyrzuciła mnie z pokoju.
Jeszcze bardziej przybity i z depresją wychodzę w czarnym nastroju, Tereska czeka a ja zamiast zaprosić Ją do kawiarni, odprowadziłem na przystanek i pojechałem smutny w drugą stronę.
Potem znaleźliśmy się w jednej grupie. Zawsze się denerwowała – ale gdy wymienialiśmy na anatomii spojrzenia, to już ani Kiersz, ani Woźniak nie potrafili Jej zniszczyć. Dobrze się przygotowywała, choć ja już nie miałem do Niej serca za to, ze była świadkiem mojej „klęski”.
Potem szalona anatomia z Zosią w Palmiarni i Andrzejem R i o Teresce już nie myślałem. Gdzie mi tam do tak pięknej kobiety. Ma na pewno wielu lepszych ode mnie wielbicieli.
Zresztą Zosia była na pierwszym miejscu. Konkretna, logiczna, z dobrą pamięcią i wyobraźnią. Dobrze mi się z Nią uczyło i nie myśleliśmy o „głupotach” bo nie było czasu.. Nie wyobrażałem sobie możliwości nauki z Tereską. Zosia była najlepszą partnerką!
Tereska zawsze wydawała mi się taka uduchowiona, naiwna, egzaltowana, błądząca w obłokach blondynka na której próbował się mścić najpierw Woźniak na anatomii, a potem pewnie i inni asystenci zwracający uwagę na Jej urodę. Na pewno nie miała lekko, ale milo mi myśleć, że w pewności siebie i racjonalnego rozpoznania swoich możliwości pomogło spotkanie ze mną. O ile wiem, nigdy nie powtarzała żadnego egzaminu, ale wyglądała na zawsze zdziwiona. Typowa „blondynka” z wyglądu i na pierwszy rzut oka jak to się dziś mówi. Była w rzeczywistości zaprzeczeniem tego epitetu.
Gdy przez Olę zmieniłem grupę ( o tym nieporozumieniu , hańbiącym a po latach śmiesznym wydarzeniu Leszek opowiedział w poprzednich wpisach – przyp. Z. K. ) , widywaliśmy się rzadziej, ale ta nić porozumienia i wsparcia została. Po dyplomie wyszła za mąż za naszego starszego o rok Kolegę, z którym zresztą jakiś czas potem pracowałem u Wojnerowicza. Mieszkali po sąsiedzku na Obozowej w domku, w którym potem mieszkała Ela Wojnerowicz z Andrzejem Pawlakiem.
W czasie ciąży uporczywe wymioty ciężarnych. Dostała Dolargan, zapaść, tragiczne odejście. Bylem świadkiem tragedii Zdzicha M. A mnie też to mocno przybiło. Jakby wtedy skończył się okres studiów, który z Nią się zaczął..
Tereska była piękną kobietą, jednocześnie życzliwą, otwartą, nikomu nigdy źle nie życzyła. Nie była w stanie. To nie było w Jej charakterze. Ja będę Ją pamiętał zawsze i chciałbym, by pamięć o Niej przetrwała. Choć to już ponad pół wieku od kiedy Ją poznałem. Nie wiem gdzie jest pochowana. Chciałbym postawić dla Niej świeczkę.
Dla mnie Tereska była taka „anielska”. Nie wiem, dlaczego się wokół Niej nie zakręciłem. Walka z anatomią wspólnie z Zosią w Palmiarni doprowadziła nas w wyższe sfery wzajemnej fascynacji. Nie było czasu na romanse. Niestety także z Zosią. Ale byłem głupi! Po zawale i reanimacji w Kilonii u Profesora Hammelmanna w 32 roku życia zmądrzałem. Zdecydowanie za późno…
PS : pisane w pociągach między Londynem, Birmingham, Norwich, Chesterfield latem 2018 roku.
zdjęcia własne



Leszku- dwie sprawy
– podaj nazwisko po ślubie to odnajdę jej grób bo mam taką aplikacje i podam Tobie – będziesz mógł zapalić świeczkę
– miałam podobną sytuację do Twojej na wstępnym.Pytają gdzie się urodziłam – w Gnieżnie . Co jest przy wejściu do katedry? Opowiadam kolejno – serce Hlonda, itd.- kolejno od lewej strony.
Przewodniczący przerywa po chwili : zapomniałaś o drzwiach! Ja na to : drzwi są w czwartej kaplicy po prawejj stronie ( mieszkałam tam 16 lat i każdego roku lekcje polskiego , historii musiały odbywać się spacerkiem po katedrze więc znałam doskonale)
Członkowie komisji zasłonili się rękawami a przewodniczący poczerwieniał. Egzamin zaliczyłam
Doskonale pamiętam Koleżankę z Roku śp. Teresę Gawrońską – zdecydowaną blondynkę o nieprzeciętnej urodzie. Raz mnie zaprosiła do mieszkania, które wynajmowała przy ul. Przybyszewskiego w Poznaniu – duży, przedwojenny blok dokładnie naprzeciw wejścia głównego Państwowego Szpitala Klinicznego Nr 2 im. Heliodora Święcickiego w Poznaniu przy ulicy Przybyszewskiego 49. Tereska mieszkała wysoko, chyba III piętro. Co bardzo dla Niej charakterystyczne, Tereska bardzo przykładała się do nauki – i zaproszenie mnie wiązało się też ściśle z nauką; wtedy właśnie odrabialiśmy zajęcia z laryngologii. Dlatego w którymś momencie zademonstrowała mi swój problem laryngologiczny: miała niedrożny przewód nosowy po stronie lewej z powodu skrzywienia przegrody nosowej i rozważała, czy poddać się leczeniu operacyjnemu z tego powodu. Tereskę określiłbym jako nadpobudliwą – ale ta nadpobudliwość wiązała się ściśle z nauką medycyny. Bardzo starała się o zaliczanie wszystkich przedmiotów w terminie. Jej śmierć bardzo nas zaskoczyła i przygnębiła – w tak młodym wieku! Był jakiś problem okołoporodowy, jakiś lek otrzymała; podobno podanie tego leku było wysoce ryzykowne, ale szczegółów nie znam.