Losy moich Rodziców. Zakochanie.

 

Mama w pierwszym rzędzie, w środku. Rok 1926

 

Tato, rok 1926

 

 

Po tej potańcówce wszystko się zmieniło  w życiu Mamy.

Miłość, która do niej przyszła była jedyna, największa , taka na całe życie.

I Tato też utonął w błękicie Jej góralskich oczu.

Przetrwali razem wiele, złego i dobrego, do niej wracał z obozu koncentracyjnego pokonując lęk przed zagrożeniem sowieckim. Jego obóz został wyzwolony przez amerykanów i w powszechnej opinii powrót do kraju groził aresztowaniem , więc wielu ulegało pokusie wyjazdu z Niemiec do Anglii lub do innego zachodniego kraju. Ale mój Tato wrócił…..

Opowieści mojej Mamy. Zamknięcie tego rozdziału.

I tak doszłam w opowieściach rodzinnych do momentu, który rozpoczął nowy rozdział.

Bo nadszedł rok 1926 i razem z nim czas spotkania  moich Rodziców.

I od tej pory  dzieje Stefy Jakubiec i Wacława Łukaszewiczów  stały się wspólne .

Tym było  ich zauroczenie, zakochanie  i wytrwanie razem do bardzo późnej starości, mimo wielu trudności .

Dla mnie jest to pewnego rodzaju fenomen. Było to małżeństwo z wielkiej, chyba częściowo wyidealizowanej miłości, ale potem pewnie już tylko wierność ideałom wyniesionym z domów rodzinnych .

Zastanawiam się na jakiej zasadzie trwają stare małżeństwa i nie znajduję jednej odpowiedzi. Prawdopodobnie składa się na to wiele czynników, większość z nich to tylko ich tajemnica, którą ci ludzie zabierają ze sobą do grobu.   

No cóż, nie ma co filozofować. Życie pędzi dalej, więc czas, bym spisała kolejne , trudne losy moich Rodziców.

Zapraszam więc do rozdziału pt. Losy moich Rodziców, a właściwie to sama przenoszę się w tamte czasy ….

Śladami mojego Taty. Tato z trzyletnią córeczką- pupilką a ona znudzona i nadąsana.

 

Rok 1950. Spotkanie z obozowym kolegą Taty, panem Moszczyńskim.

 

Od wczesnych dziecięcych lat powtarzałam, że mamusia ma mojego brata- Zenona, a ja jestem tatusia.

Coś w tym było. Czy, jak uważają niektórzy,  przyciąganie płci odmiennej  mimo bliskiego pokrewieństwa czy najzwyklejsze  ciepło mojego ojca, które otrzymał w swoim rodzinnym domu i wyczuwałam je na odległość. Nie wiem.

Na pewno na kolanach taty czułam się bezpiecznie… albo gdy chodziłam z nim za rękę na jakieś spacery… a gdy byłam już nastolatką ujmowałam go pod pachę i szliśmy do gorzowskiego czerwonego kościółka.  Aż nawet któregoś dnia doniesiono mojej Mamie, że jej mąż ma jakąś  młodocianą znajomą.;-(

Działo się to we wczenych latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, wówczas już Mama miała poważne problemy ze stawami i na dalekie wyprawy z nami się nie wybierała.

A moja młodzieńczość wybuchła tak nagle, że ludziska nie identyfikowali szarego „kaczorka” z pannicą w rozkwicie.

I stąd te śmieszne podejrzenia o których napisałam powyżej.

Takie to były czasy….gesty, przytulenia Rodziców odeszły w przeszłość.

„To se nie wrati”- jak mówią Czesi.

Śladami mojego Taty . Tomasz Łukaszewicz…

Rodzice Staśki, widząc, że ten pracowity spokojny dobry chłopak adoruje ich córkę, zaczęli go zapraszać na popołudniowe rodzinne spotkania przy samowarze. Początkowo nieśmiało przyjmował zaproszenie, ale wkrótce zadomowił się w domku organisty. Bo Bolek nadal grał w Rakowskim kościele . I to jak grał. Tomasz przychodził na wieczorne msze i z ukrycia wsłuchiwał się w muzykę, którą czarował Bolek.

Tomasz Łukaszewicz był synem wytwórcy serów. Jego ojciec doskonale wyczuwał zapotrzebowanie ludzi i sam dopilnowywał produkcji żółtych serów , które znane już były w okolicy i w dalszych regionach kraju. Tomasz mu pomagał, zajmował się też dystrybucją. Często wyjeżdżał, zawsze udawało mu się sprzedać własne wyroby , bo sery były przednie a chłopak budził zaufanie.

Tomasz lubił te wyjazdy. Najbardziej interesowały go koleje żelazne. Gdy obok drogi przejeżdżał ze świstem i buchającą parą pociąg, zatrzymywał swój wóz i długo się wpatrywał w parowóz i mijające go wagony, aż znikały na horyzoncie. W Rakowie nie było kolei, więc ten widok był dla niego bajkowy i zaczarowany.

Tomasz uwielbiał wieczory na tarasie domku Rodziewiczów. Siadywali tam ze Staśką. Wdychali zapachy maciejki , słuchali śpiewu słowików. Tomasz opowiadał o swoich podróżach i powoli , ostrożnie oswajał dziewczynę z myślą, że może kiedyś będą razem. Ona  czuła się w jego towarzystwie dobrze i bezpiecznie.

Śladami mojego Taty. Jeden dzień przed ślubem.

 

Bolek wygrzebał się spod kożucha , wyskoczył z sań i podbiegł do dziewczyny. Przez chwilę stali naprzeciwko siebie, wpatrując się w oczy a potem Bolek szarmancko się ukłonił, ucałował jej dłoń z trudem opanowując chęć przytulenia. Ksiądz obserwował  zachowanie wychowanka i przyznawał w duchu, że chłopak ma klasę.

Michalina bez oporów przytuliła się do księdza, zupełnie go zniewalając tym gestem.

Rodzice Michaliny wyszli na powitanie, które odbyło się w sposób ciepły, chociaż oficjalny. Widać było, że wszyscy są przejęci nową sytuacją.

Ksiądz obserwował miny rodziców Michaliny i widział , że patrzą na Bolka z czułością i pełną akceptacją.  To było bardzo ważne, bowiem od tej pory mieli mu zastąpić prawdziwych rodziców.   Przecież chłopak już tak dawno został samotną sierotą  z jedynym opiekunem księdzem, który zdawał sobie sprawę, że nigdy nie dał mu czułości takiej jak rodzona matka czy ojciec.

Po chwili , gdy ustąpiło  zażenowanie i nieśmiałość, wszyscy poczuli się tak, jakby znali się od bardzo dawna.  Nawet na  odległość się wyczuwało , że młodzi pochodzą z bardzo podobnych rodzin, rodzin o dużych tradycjach rodzinnych i patriotycznych. Polska była wszędzie, w ich domu, w zachowaniach domowników i w ich sercach.

Po przywitaniu nastąpił jeszcze jeden nieprzewidziany moment. Otóż Bolek,  gdy przestąpił próg domu zupełnie odruchowo spojrzał na obraz Matki Boskiej Ostrobramskiej, którą czcili wszyscy Polacy na kresach.

 I wtedy mu się wydało , że Matka Boska przesyła mu uśmiech. Przez mgnienie oka  w oczach Madonny , ujrzał oczy swojej nieżyjącej matki. Padł na kolana i rozpoczął modlitwę. Zdziwieni domownicy, poszli jego śladem.

Po chwili podnieśli się z klęczek i zapanowała zwyczajna domowa atmosfera. Ksiądz otrzymał pokój na górze domu, a w sąsiednim ulokowano przyszłego zięcia. Po rozpakowaniu bagażu, obaj zeszli na dół , gdzie czekał smakowity obiad.

I właśnie wtedy  Bolek wręczył przyszłym teściom prezent , zaznaczając, że jest to także podarunek od  księdza. Gdy matka Michaliny rozwinęła papier, ujrzeli wspaniałe dzieło Adama Mickiewicza, ” Pan Tadeusz”. Po raz pierwszy wydano je w 1843 roku w Paryżu , a w Polsce w 1858 r. 

To było tak niedawno, przecież teraz był rok  1873, więc upłynęło zaledwie 15 lat od polskiego wydania.

Matka Michaliny trzymała księgę z pobożną czcią, potem podała ją ojcu. Po chwili obydwoje zagłębili się w przeglądaniu, czytali na głos fragmenty. Potem wszyscy milczeli, pochyleni nad stolikiem, na którym leżało dzieło. Nie zauważyli, gdy zaszło słońce i stała się noc. Dopiero dopalająca się lampka przerwała skupienie…

Podziękowaniom nie było końca,  rodzice Michaliny od dawna marzyli o zdobyciu tej książki, ale nie było to proste i do tej pory się nie udało. 

To dzieło nabył , jak zwykle niezawodny, Ksiądz Eustachy ….

 I tak zakończył się ich niezwykły dzień, ostatni dzień przed ślubem Michaliny i Bolka, wspólny dzień na kresach.

A  dookoła szalał rosyjski terror a w polskich domach recytowano inwokację do „Pana Tadeusza „…

 

 

 

Pierwsze, paryskie wydanie ” Pana Tadeusza”, zdjęcie z Wikipedii

Śladami mojego Taty. Podróż i oświadczyny.

 

 

Rakowskie wakacje Michaliny dobiegały końca.  Obydwoje mieli pewność , że chcą być razem. Trudno się dziwić dojrzałości Bolka, bo miał już wtedy 21 lat i osobowość ukształtowaną przez trudne życie. A Michalina była po prostu zakochaną dziewczyną. Ponadto, chłopiec  imponował jej wiedzą , dorosłym sposobem myślenia i muzycznym talentem. Postanowili pojechać razem do jej rodziców, tym bardziej, że otrzymali od nich zaproszenie. To była odpowiedź na długi list córki, w którym opisywała  swoje rakowskie zauroczenie.

Tym razem Bolek  nie szukał porady swojego opiekuna, ale spokojnie i poważnie oznajmił, że się zakochał i zamierza prosić o rękę dziewczyny. Ksiądz pewnie przewidywał rozwój wydarzeń, więc nie był zaskoczony. Przytulił wychowanka ale radził by poczekać na efekty spotkania z jej rodzicami. Ciotkę Michaliny wszyscy w Rakowie dobrze znali i cenili za dobre opiekuńcze serce.  Rodzice mieszkali daleko,  gdzieś pod granicą łotewską  .

I wkrótce Bolek i Michalina wybrali się w podróż . Lubili podróże, więc z przyjemnością wsiedli do pociągu. Razem podziwiali niezwykły wschód słońca i  pejzaż , który umykał za oknem. Jak zawsze dyskutowali  i ukradkiem przytulali się do siebie. …..

Rodzice Michaliny przyjęli Bolka życzliwie, mimo , że decyzja przyjazdu była podjęta w szybkim tempie.  Dziewczyna miała już 19 lat, więc spodziewali się, że kiedyś przyjdzie ten ważny moment i będą musieli oddać córkę. Przecież taka była zwykła kolej rzeczy…

Gdy Bolek padał do nóg rodziców Michaliny, prosząc o jej rękę , nie ukrywali  łez i wzruszenia.

Potem długo rozmawiali z młodymi. Okazało się , że oni  mieli już dobrze opracowany  pomysł na wspólne życie. Bolesław , jako organista mógł zabezpieczyć byt rodzinie. Niedaleko  plebanii w Rakowie był ładny dom , który można było kupić po niewysokiej cenie. Wszak majątek rodziców Bolka po upadku Powstania Styczniowego został skonfiskowany, a  ich dworek pod Rakowem zajęła jakaś rosyjska rodzina.  Dobrze, że przezorny ksiądz Eustachy Karpowicz, wcześniej zabezpieczył  rodowe  srebra i biżuterię Rodziewiczów . Teraz okazało się , że jest to spory kapitał , który pozwoli młodym na prowadzenie samodzielnego życia.

Po uzyskaniu zgody rodziców, Bolek jak na skrzydłach wracał do Rakowa, a w domu Michaliny rozpoczęły się przygotowania do ślubu…

 


zdjęcia własne