Na szóstym roku byłam znowu w ciąży. Justyna miała wtedy zaledwie 6 miesięcy. Gdy powiedziałam o tym fakcie koleżankom z roku, od razu napadły na mnie , bym tę ciążę usunęła. W tamtych czasach takie zabiegi były popularne i nie budziły takich emocji jak dzisiaj. Nie było badań USG, więc nikt nie widział jak wygląda płód kilkutygodniowy, który był zabijany w ramach aborcji. Ale ja chciałam mieć dużą rodzinę i nie dopuszczałam myśli o przerwaniu ciąży. Kiedy poszłam do ginekologa studenckiego i ten potwierdził fakt, że jestem w ciąży towarzyszyła mi Teresa Mroczek- obecnie Babiasz i ona pierwsza i jedyna spośród koleżanek rzuciła mi się na szyję i szczerze się cieszyła . Dla nas to też była radość, i nie zastanawialiśmy się nad tym, jak to dalej będzie z dwójką maleńkich dzieci i ich matką studentką
Opowieści mojej Mamy. Ziemniaki drogocenne…
Mama jest jeszcze bardzo mała, ma niewiele ponad 10 lat. W moim wyobrażeniu jest stale za mała na samodzielne życie. A jednak….Uczęszcza do 5 klasy szkoły podstawowej w Białej która wtedy jest samodzielnym miastem położonym obok Bielska.
Mieszka w tym mieście, w ciemnym kącie wspólnej izby z rodziną niemiecką .
Którejś nocy, budzi się nagle, bo czuje, że ktoś szura obok jej legowiska. I widzi swoją gospodynię, właścicielkę mieszkania, która po ciemku wyjmuje z leżącego obok siennika worka ziemniaki . Ten worek przywiózł ojciec Stefki, Michał. A przedtem w pocie czoła uprawiał kamienistą górską ziemię . Ziemniaki są podstawą pożywienia tego wiejskiego dziecka. Zalękniona niebieskooka dziewczynka leży cichutko, nie reaguje, pewnie się boi poruszyć. Potem długo płacze, płacze do rana . A może nie płacze, może już wypłakała łzy i tylko twardnieje jej serce.
Gdy nadchodzi sobota, jak zwykle wędruje do domu, do Godziszki. Boi się opowiedzieć ojcu o tym, że gospodyni ją okrada. Może się lęka, że ojciec zabierze ją do domu i umrą jej nadzieje na edukację . W końcu mówi o tym matce, albo starszej siostrze. Wreszcie ta informacja dociera do ojca.
Ten natychmiast reaguje, jest oburzony i jedzie do Białej, rozmawia z gospodynią i postanawia zabrać córkę na kwaterę do innych, może lepszych ludzi….
Opowieści mojej Mamy. Smak czarnego chleba.
Moja Mama, długo później, gdy już jest w seminarium nauczycielskim, zamienia swoje czarne kawałki chleba na białe bułeczki okraszone masłem i wędliną z rozpieszczonymi zamożnymi koleżankami.
Dla nich czarny chleb jest egzotycznym pachnącym rarytasem….
Parę słów o czarnych łabędziach – ptakach, balecie, filmie i ludzkiej naturze.
Może zaraz zatańczą….
Niedawno gonia pokazała w portalu MM- Gorzów zdjęcia cudnych śnieżnobiałych łabędzi. Wówczas przypomniałam sobie o swoim tekście, który zamieściłam w tym samym portalu w marcu 2011 roku pod nickiem Klarka.
Wydaje mi się, że od czasu, gdy wrzucałam tam swoje teksty minęły lata świetlne.
Oto ten tekst i zdjęcia przeze mnie wykonane w czasie pobytu w Ciechocinku.
Na stawie , w Ciechocinku mieszkają czarne łabędzie. Może noszą jakąś mroczną tajemnicę. Jak w „Jeziorze łabędzim” czy w najnowszym filmie „Czarny łabędź”.
Gdy zobaczyłam rzadko u nas spotykane czarne łabędzie, zebrałam trochę informacji.
Ojczyzną łabędzia czarnego (Cygnus atratus) jest Australia. Do Europy zostały przywiezione jako ptaki ozdobne.
Ale często uciekają z niewoli i bardzo rzadko rozmnażają się na wolności. Jest ich w świecie mało, bo ok. 60 tys.
Należą do rodziny kaczkowatych.( Anatidea) .
Mieszkają na wodzie, unikają miejsc, gdzie woda płynie szybko albo tworzy fale.
Mają czarne pióra, z białym obrzeżem lotek i czerwony dziób.
Młode ptaki są ciemnobrązowe, tak jak u innych blaszkodziobych .
Długość ciała sięga 110-140 cm, ale prawie połowa długości to głowa i szyja. Ważą ok. 6 kg.
Porozumiewają się głosem przypominającym dźwięk trąby .
Żywią się głównie pędami i liśćmi roślin wodnych, trawą i ziołami. Dzięki długiej szyi mogą sięgać dna na głęb 1 m.
Nie zawsze są monogamiczne, czasami żyją w zgrupowaniach.
Składają 4-5 zielonkawych jaj. Wysiadywanie trwa 30-40 dni . W przeciwieństwie do innych blaszkodziobych , jaja wysiaduje samica ale też samiec. Młode po 150-170 dniach potrafią latać. Dojrzałość płciową uzyskują w wieku 3 lat.
W Polsce są spotykane od lat 90 XX wieku w woj. dolnośląskim, małopolskim, wielkopolskim , warmińsko- mazurskim i zachodniopomorskim.
Patrzę na wielkie ptaki pływające z królewską gracją na stawie w Ciechocinku.
Są czarne z krwistymi dziobami. Budzą niepokój mrocznym wyglądem.
I przypominam sobie balet „Jezioro Łabędzie „ ze wspaniałą muzyką Piotra Czajkowskiego . Właśnie tańczą śnieżno białe łabędzie. Wśród nich , zamieniona w łabędzia panna o imieniu Odetta. Może ją odczarować zakochany w niej człowiek. Tak się staje, zostaje ukochaną księcia. Ale jest bal . Pojawia się dziewczyna, przebrana za czarnego łabędzia . Jest piękna , uwodzicielska i zła. Książę ulega jej urokowi a nawet wydaje mu się, że to jego ukochana Prosi ją o rękę. Wtedy Czarny Łabędź ukazuje swoją ludzką twarz. Czar pryska . Biała dziewczyna ponownie staje się łabędziem i wraca nad jezioro. Książę widzi swoją pomyłkę , ale jest za późno, szuka ukochanej i tonie w wodach jeziora.
Jest tak jak w życiu . Miraże, pomyłki, złe wybory i drogi bez powrotu.
Ostatnio Warren Aronofsky zrealizował film pt „Czarny łabędź „ Uzyskał wiele nominacji do Oskara, ale statuetkę dostała tylko Natalie Portman. To filmowa Nina , najlepsza z zespołu tancerek . Trwają przygotowywania do wystawienia baletu „ Jezioro łabędzie” . Nina jest doskonała w roli białego łabędzia , ale ma trudności we wcieleniu się w rolę tego złego, czarnego. Pojawia się rywalka, Lilly.
( Mila Kunis). Jest bardziej zmysłowa i uwodzicielska. Nina próbuje desperacko odnaleźć swoją mroczną stronę. W tym czasie pada ofiarą brutalnego gwałtu, zaczyna miewać omamy. Odkrywa w sobie ciemniejsze strony charakteru i dzięki temu może zagra obie role – białego i czarnego Łabędzia.
Filmu nie widziałam i nie wiem czy zechcę obejrzeć.
Pozostawiam rozważania nad splątanym życiem ludzi .
Wracam do Ciechocinka, nad spokojną wodę, gdzie senne czarne łabędzie z krwistymi dziobami.
Dlaczego nie odwiedzają ich białe królewskie ptaki.
I dlaczego one nie pojawiają się wśród białych?
Nie przeszkadzają sobie wzajemnie.
Białe i czarne mają swój świat.
Czysty świat ptaków.
Ostatnia aktualizacja w portalu MM- Gorzów: 31-03-2011, godz. 08.41. Wiadomości z internetu.
Na medycznej ścieżce. Gdzie jest wina i czy w ogóle jest?
Oczywiście można tłumaczyć, że to cechy genetyczne. I tak jest najwygodniej. Wszak ja też lubiłam się objadać, podobnie jak matka Mirka, która myszkowała w lodówce w nocy a w barku trzymała torebki pełne ciasteczek. Mirkowi i mnie też nigdy nie brakowało apetytu. Wspominam nasze wspólne nocne wyprawy do ogrodu Teściów , którzy mieszkali w Lidzbarku Warmińskim u podnóża przepięknych wzgórz nad meandrującą w parowach rzeczką Symsarną. I wówczas , w ogrodzie przy ich domu na ul. Mazurskiej ogałacaliśmy krzewy porzeczkowe.
Jednak nie mogę udawać, że nie czuję się winna. Tak, ja matka czuję się winna. Umrę z poczuciem winy, do której nie można się przyzwyczaić. Wszystkie elementy układają się jeden łańcuch związków przyczynowo- skutkowych. Przekarmianie dziecka we wczesnym dzieciństwie, o którym przed chwilą pisałam. Ponadto urodzenie po roku kolejnego dziecka, Ewy , które okazało się bardzo absorbujące- samo domagało się czułości, spowodowało odsunięcie pierworodnej. Może w wielkim, nieproporcjonalnie wielkim zaangażowaniem w pracę zawodową, nie znalazłam w sobie tyle miłości ile trzeba było dać temu pierworodnemu dziecku.
Kiedy rozmawiałam ze pozostałymi moimi dziećmi, nie odczuwały tego, że ich matka je zaniedbuje.
Może Justyna była bardziej od nich wrażliwa? Wszak jak kiedyś powiedziała Paulina, nasza najmłodsza- Justyna ma ze wszystkich dzieci największy potencjał intelektualny.
Teraz wybrała sobie swój sposób na życie .
Gdzie jesteś, w którym miejscu życia jesteś, moja pierwsza wymarzona Córeczko……
Na medycznej ścieżce. Najstarsza córka…
Ciocia Leoszko miała wewnętrzny spokój, łagodność i zostawiałam jej dziecko z pełnym zaufaniem.
Justyna była spokojnym dzieckiem, zawsze uśmiechniętym. Nawet sąsiadki z bloku powtarzały, że tak pogodnego dziecka nie widziały. Ciocia karmiła ją kaszą z mlekiem w obłędnych ilościach, ale też bardzo gęstymi zupami . W efekcie dziecko stało się milutką baryłką i broniąc się przed tyciem obłędnym, często wymiotowała. Jednak bezpośrednio po tym, ciocia brała kolejną miskę z kaszą i po chwili triumfalnie meldowała, że dziecko zjadło z apetytem. Nie zwracałam na to uwagi. Wydawało mi się, że wszystko jest dobrze, że tak ma być. Wszak Ciocia wychowała już kilkoro dzieci.
W tamtych czasach nie było takiej świadomości i informacji na temat przekarmiania dzieci a o późniejszych zaburzeniach odżywiania polegających na anoreksji czy bulimii w ogóle nikt nic w Polsce nie wiedział.
Jeszcze w okresie dojrzewania Justyny nie orientowałam się , ani też moja Mama, że jej objadanie się, chowanie kanapek pod tapczanem , początkowe tycie, a potem powrót do dobrej sylwetki to przyczynek do podejrzeń, że dziecko ma bulimię. I gdy to do mnie dotarło, znacznie już później, początkowo nie wierzyłam. Potem stanęłam twarzą w twarz z problemem i własną bezradnością.
Na medycznej ścieżce. Na studiach rodzę dzieci.
Studia przemykały jak maleńkie chwilki.
Na początku piątego roku studiów tj 3 października 1969 roku urodziłam pierwsze nasze dziecko. Była to córeczka – Justyna .
Była wymarzona . Widocznie dzieci chcę dzieci, jak kiedyś powiedziała ciocia mojej przyjaciółki Bajki .
Przytulałam zawinięte w kocyk niemowlę i byłam szczęśliwa.
Ale trwało to bardzo krótko, bo miałam wewnętrzny imperatyw, by nie zarwać studiów, nie zawieść Mamy, która się bała, że zamążpójście zaburzy mi proces zdobywania zawodu. Bałam się też, że robiąc przerwę w edukacji, nie będę umiała wrócić do tego kieratu, jakim były moje studia.
Tak więc, 7 dnia po porodzie, tj 10. października byłam już na zajęciach. W tym czasie przybyła do nas babcia-ciocia Mirka Wiera Leoszko. O niej wspominał w swoim pamiętniku JanSenior. Podobno liczyła sobie 80 lat, ale wyglądała tak krzepko, że podejrzewaliśmy jakiś większy przekręt przy wyrabianiu polskiej metryki po powojennym powrocie z Wileńszczyzny. Mimo bardzo trudnego życia, przeżyć wojennych kiedy to straciła męża i dwóch kilkuletnich synów , którzy bawili się minami i zostali doszczętnie rozerwani. Po wojnie mieszkała w Gubinie z dwoma córkami. Jedna z nich Hania, nadal tam mieszka i chyba jest bardzo podobna do matki. Druga córka, Malwina mieszka w Sopocie.
Opowieści mojej Mamy. Mama jest dzieckiem z innego świata…
Dziecko wałęsa się po mieście, szeroko otwierając błękitne oczęta. Wszystko jest niezwykłe. Ale najpiękniejsze są wystawy sklepowe. Zachwyca się kolorowo ubranymi manekinami ale zawsze długo się przygląda wystawom cukierni. Za szklaną niedostępną wielką zaczarowaną szybą piętrzą się stosy różnokształtnych ciastek. Gdy ktoś wychodzi z cukierni, dziecko wchłania całym organizmem cudny zapach kawy i słodkości dla niej niedostępnych.
To jest inny świat, nie jej świat.
Nawet nie ma pomysłu, by tam wejść.
Jest jak dzikie biedne zwierzątko, bierny obserwator zwykłego dla innych życia.
Zresztą i tak nie ma pieniędzy, a tyle rozumie, że te wyroby można tylko kupić….
Na medycznej ścieżce. Doktor Benendo i jego teoria planowania płci dziecka.
Dr Kapuścińska opowiadała nam, że jest córką starego doktora Benendy. I właśnie wtedy dowiedziałam się o jego bardzo ciekawych obserwacjach.
Franciszek Benendo urodził się w 1906 roku w Świdrach. Zmarł jesienią 2001 roku.
Ukończył studia medyczne w Warszawie, brał udział w wojnie obronnej Polski w 1939 roku, po czym powrócił na Podlasie, gdzie praktykował jako lekarz i zaangażował się w działalność Armii Krajowej. Po wojnie zamieszkał we Wrocławiu, zajmując się radiologią i pulmonologią.
W 1957 roku przeniósł się do Płońska, gdzie przebywał i pracował do końca życia.
Zajmował się naukowo zagadnieniem determinacji płci. W 1965 roku obronił pracę doktorską pt. „ Zagadnienia determinacji płci u ludzi w świetle własnych badań „.
Mimo, że był działaczem Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego, był przeciwnikiem kościelnego zakazu antykoncepcji a nawet korespondował w tej sprawie z papieżem.
Dr Benendo był świetnym obserwatorem życia i twórcą uznanej za zgodną z poglądami nauki metody planowania płci dziecka.
„Oto jego teoria: plemniki są dwojakiego rodzaju – z męskim chromosomem Y i żeńskim X. Jajo ma zawsze żeński chromosom X. Jeżeli pierwszy do jaja dostanie się plemnik z Y, to z układu XY powstanie chłopiec. Gdy zaś w komórce jajowej zagnieździ się plemnik z X, z układu XX rozwinie się dziewczynka. Plemniki męskie – Y są bardziej ruchliwe, lżejsze, mniej żywotne. Żeńskie – X są zaś powolne i cięższe, za to bardziej wytrzymałe. Jajeczko żyje około doby, czasem nawet do czterech dni.
Tak więc, jeśli się marzy o synku, to należy współżyć kilka godzin przed lub tuż po owulacji, gdy jajeczko jest już gotowe i czeka. Wtedy są większe szanse, że pierwsze dotrą do niego plemniki z męskim chromosomem Y.
Natomiast o Zosię najlepiej starać się 2-3 dni przed owulacją. Im dłużej trwa czekanie, tym więcej zostaje żeńskich plemników – tych z X. I kiedy jajo wreszcie się uwolni, to one je zapładniają.”
Kilkanaście lat temu zespół ginekologów-endokrynologów pod kierunkiem prof. Jerzego Tetera z Akademii Medycznej w Warszawie przetestował metodę dr Benendo. Badania kliniczne w kilkuset przypadkach potwierdziły jej skuteczność – jeżeli chodzi o dziecko płci męskiej w 90%, a żeńskiej – w prawie 60%..
Mimo , że dzięki studenckim kontaktom wiedziałam od córki doktora Benendo o jego metodzie planowania płci dziecka, nie skorzystałam z niej. Nasze dzieci rodziły się bez żadnego planu. Wszystkie były pożądane i kochane niezależnie od płci. Zresztą moje cykle miesięczne były bardzo zaburzone m. innymi przez system pracy, częste dyżury całodobowe, noce poświęcane pacjentom i tak minęło życie….
wiadomości od dr Bogusławy Benendo- Kapuścińskiej i z internetu
Opowieści mojej Mamy. Dziesięcioletnia Stefka na ulicach obcego miasta.
Dziewczynka ma zaledwie 10 lat a już dźwiga potężny ciężar samotnego życia. To małe wiejskie dziecko zostaje wrzucone do obcego wielkiego miasta , musi docierać do obcej szkoły. Wędruje ulicami, coraz bardziej oswajając się z pędzącymi obok samochodami. Ogląda robotników wychodzących z fabryk, których jest dużo, bo to miasto przędzalni . Podziwia ich elegancję . Wszak zwyczajowo nawet po najcięższej pracy każdy robotnik musi się umyć i zmienić ubranie robocze na codzienne, czyste i w pojęciu dziecka wytworne. Pewnie są to nawyki niemieckie, które tutaj się przyjęły. Po prostu nie wypada pojawić się na ulicy w brudnej odzieży. Do końca życia Mama o tym opowiada, dziwując się zwyczajom przyniesionym do Polski ze wschodu, gdzie umorusany człowiek na ulicy nie jest dziwowiskiem



