Losy moich Rodziców. Pierwsza praca Mamy w powojennej Polsce i pierwsza miłość mojego Brata.

 

W czasie trzymiesięcznej  podróży do Polski , pociąg sapie, sypie iskrami i zmęczony kilkakrotnie zatrzymuje się  w polu.

Wygnańcy już wiedzą, już się dowiedzieli, że w takiej sytuacji należy się zrzucić na alkohol dla maszynisty. Ktoś zachomikował sporo spirytusu i teraz sprzedaje. Mama wyciąga z supełka resztki moniaków, które pewnie i tak są już bez wartości.

Ale to wystarcza , napojony maszynista odzyskuje werwę i ochoczo rusza w dalszą podróż. Ta sytuacja się regularnie powtarza, ale w końcu dobijają do Krakowa.

 Tam przenoszą ich do przejściowego obozu dla wygnańców.

Mama jest jak zwykle bardzo aktywna, nie może siedzieć bezczynnie.

Pragnie pracować , tym bardziej, że nie wiadomo jak długo będzie czekała na transport do Godziszki bo tam jeszcze jest niespokojny czas wojenny. Postanawia więc poszukać pracy. W tym celu podąża na spotkanie ze starostą , które niestety jest  niesympatyczny. Zaraz na wstępie zapytał co ona tutaj robi, po co przyjechała ze wschodu. Poczuła się co najmniej dziwnie , może tego nie okazała jak bardzo zabolało serce. Przecież ten urzędnik był Polakiem, a ona tak bardzo tęskniła za Polską. Całe długie lata wojenne zaborcy, obce władze , szkoła, gdzie język rosyjski potem niemiecki i znowu rosyjski i tylko konspiracyjne nauczanie dzieci polskich . Jednak w końcu starosta coś zrozumiał, może jednak Mama próbowała wyjaśnić, a może ktoś mu zwrócił uwagę , bo w krótkim czasie zawiadomił Mamę, że jest praca w Rybnej pod Krakowem.

Oczywiście od razu skorzystała z tej propozycji i przeniosła się z Zenonem z obozu przejściowego do Rybnej. Tam zamieszkali w pałacu zabranym przez władze komunistyczne właścicielom. Poznali miłych młodych ludzi z córeczką Zosią. Okazało się, że łaskawie pozwolono im zostać, oferując mieszkanie w oficynie. A byli to dawni właściciele tegoż pałacu… Równolatek Zosi,  Zenon , który miał wtedy 11 lat, zapraszał dziewczynkę na spacery i ona chętnie z nim przebywała. Była podobno piękna i mądra .

Ta sielanka nie trwała długo, bo po niespełna roku zawiadomiono Mamę, że może już bez przeszkód podróżować dalej. I wkrótce opuściła gościnne progi pałacowe, pożegnała się z uczniami , starała się nie widzieć smutnej miny Zenona, który przeżył rozstanie ze swoim pierwszym zauroczeniem….Gdy po dwóch latach się urodziłam, Zenon wyprosił Rodziców, by nazwali mnie Zosią….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *