Z pamiętnika Marii J. Nowakowskiej ( 9 ). Gnieźnieńska krótka historyczna opowieść o fotografie , Mamie i albumie …

 

Zawadiacka i czupurna byłaś ,  mała Mariolko,  super wyglądasz, gdy  się wychylasz zza drzwi kościoła  :).

Na drugim zdjęciu – wspaniały dokument naszych lat dziecięcych… pewnie ok. 1954 roku? – stroje – też miałam krakowski – Mama wyszywała na aksamicie, cekinami zdobiła wg rysunku Taty, do tego ze szkła tak cienkiego prawie jak bombki na choinkę – korale, które po pewnym czasie były w opłakanym stanie – gdyż jakoś bardzo łatwo się tłukły 🙂 No i zakręcony i spięty lok na czubku głowy. A w oddali dziewczynka w butach jakie nosiłyśmy i na pewno w opadających (czego nie widać, ale wiem z doświadczenia) prążkowanych pończochach. Wspaniałe są Wasze śpiewające miny – z Braciszkiem – chyba z trudem utrzymuje berecik na głowie, ale pięknie się uśmiecha do aparatu fotograficznego 🙂

Mariola „rozkręcona” we wspominkach, razem z powyższymi zdjęciami z rodzinnego albumu gnieźnieńskiego z wczesnego dzieciństwa, przysyła kolejny mail… w którym dla mnie niezmiernie ciekawy jest fragment historii…

 

Ty chodzisz wcześniej spać a ja szukając zdjęć  przypomniałam sobie zdjęcia, sprzed lat
Ludzie są różni niezależnie od narodowości
na początku wojny polska młodzież była wywożona na roboty do Niemiec
w Gnieźnie był 1 Niemiec prowadzący zakład fotograficzny i by uchronić kilku Polaków, wziął ich do zakładu choć nie mieli pojęcia o tej pracy – dostała się tam moja mama i jej brat
Początki mieli trudne – psuli materiału co nie miara ale z czasem nauczyli się
z kolei Niemcy mieli manię dokumentowania wszystkich swoich działań jak : burzenie pomnika  Chrobrego przed katedrą, demolowanie wewnątrz, zabawy w kościele itp.
mama miała przyznaną ilość  papieru ale zawsze udało im się zrobić dodatkowe odbitki i ukryć je
pamiętam te zdjęcia bo przez wiele lat były w domu aż potem rodzice zrobili album i zanieśli do Katedry jako dowód tego co się działo …
to o wojnie

a potem gdy chodziłam do szkoły to sama wiesz -nie było pomocy naukowych i wówczas rodzice zrobili ilustracje każdej nowej literki na dużych arkuszach bristolu i były wieszane na ścianie gdy zaczynaliśmy się danej literki uczyć
mama malowała obrazki a tato pisał literki
za  moje pismo dostawałam nie raz po uszach – pamiętam stal nade mną i mówił:  w dół dociskaj -jak w górę swobodnie, lekko
w szufladzie biurka miał zrobiona przez siebie długa rynienkę  podzieloną na małe przegródki a w każdej z nich inny nr redisów,  że jak pisał to nie musiał długo szukać a nawet nam mówił gdzie która wielkość jest
a zeszyt do przyrody w 3 klasie musiałam dwa razy przepisywać bo…mamie nie podobał  się  mój rysunek tulipana na pierwszej stronie !!!!!!!

 

na zdjęciach , które wysyłam , widzisz też przebrane za Chinki  ( tu nie zamieściłam, muszę poszukać  wśród licznych zdjęć z rodzinnego albumu Marii J. Nowakowskiej  i uzupełnić ) , były też  lale , itp.
robiła nam to  mama z  prześcieradeł, z bibuły i czego się dało…

 

Odpisałam, że Twoja Mama miała wielkie zdolności plastyczne, gdyż jak już pisałaś  wystawiała swoje lalki  nawet na Targach Poznańskich. Ciekawe po kim i czy Wy, Jej dzieci odziedziczyłyście talent ?

Mariola  nie udzieliła mi odpowiedzi, czy w rodzinie był jakiś człowiek o takich zdolnościach – malarz , rzeźbiarz czy kostiumolog. Ale oznajmiła , że talent po Mamie odziedziczyła  tylko jedna, wspominana już w poprzednich wpisach –  Córka , która jest wicedyrektorem Liceum im. Kenara w Zakopanem…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *