Zawadiacka i czupurna byłaś , mała Mariolko, super wyglądasz, gdy się wychylasz zza drzwi kościoła :).
No i zakręcony i spięty lok na czubku głowy. A w oddali dziewczynka w butach jakie nosiłyśmy i na pewno w opadających (czego nie widać, ale wiem z doświadczenia) prążkowanych pończochach. Wspaniałe są Wasze śpiewające miny – z Braciszkiem – chyba z trudem utrzymuje berecik na głowie, ale pięknie się uśmiecha do aparatu fotograficznego
Mariola „rozkręcona” we wspominkach, razem z powyższymi zdjęciami z rodzinnego albumu gnieźnieńskiego z wczesnego dzieciństwa, przysyła kolejny mail… w którym dla mnie niezmiernie ciekawy jest fragment historii…
Ty chodzisz wcześniej spać a ja szukając zdjęć przypomniałam sobie zdjęcia, sprzed lat …
Ludzie są różni niezależnie od narodowości
na początku wojny polska młodzież była wywożona na roboty do Niemiec
w Gnieźnie był 1 Niemiec prowadzący zakład fotograficzny i by uchronić kilku Polaków, wziął ich do zakładu choć nie mieli pojęcia o tej pracy – dostała się tam moja mama i jej brat
Początki mieli trudne – psuli materiału co nie miara ale z czasem nauczyli się
z kolei Niemcy mieli manię dokumentowania wszystkich swoich działań jak : burzenie pomnika Chrobrego przed katedrą, demolowanie wewnątrz, zabawy w kościele itp.
mama miała przyznaną ilość papieru ale zawsze udało im się zrobić dodatkowe odbitki i ukryć je
pamiętam te zdjęcia bo przez wiele lat były w domu aż potem rodzice zrobili album i zanieśli do Katedry jako dowód tego co się działo …
to o wojnie
a potem gdy chodziłam do szkoły to sama wiesz -nie było pomocy naukowych i wówczas rodzice zrobili ilustracje każdej nowej literki na dużych arkuszach bristolu i były wieszane na ścianie gdy zaczynaliśmy się danej literki uczyć
mama malowała obrazki a tato pisał literki
za moje pismo dostawałam nie raz po uszach – pamiętam stal nade mną i mówił: w dół dociskaj -jak w górę swobodnie, lekko
w szufladzie biurka miał zrobiona przez siebie długa rynienkę podzieloną na małe przegródki a w każdej z nich inny nr redisów, że jak pisał to nie musiał długo szukać a nawet nam mówił gdzie która wielkość jest
a zeszyt do przyrody w 3 klasie musiałam dwa razy przepisywać bo…mamie nie podobał się mój rysunek tulipana na pierwszej stronie !!!!!!!
na zdjęciach , które wysyłam , widzisz też przebrane za Chinki ( tu nie zamieściłam, muszę poszukać wśród licznych zdjęć z rodzinnego albumu Marii J. Nowakowskiej i uzupełnić ) , były też lale , itp.
robiła nam to mama z prześcieradeł, z bibuły i czego się dało…
Odpisałam, że Twoja Mama miała wielkie zdolności plastyczne, gdyż jak już pisałaś wystawiała swoje lalki nawet na Targach Poznańskich. Ciekawe po kim i czy Wy, Jej dzieci odziedziczyłyście talent ?
Mariola nie udzieliła mi odpowiedzi, czy w rodzinie był jakiś człowiek o takich zdolnościach – malarz , rzeźbiarz czy kostiumolog. Ale oznajmiła , że talent po Mamie odziedziczyła tylko jedna, wspominana już w poprzednich wpisach – Córka , która jest wicedyrektorem Liceum im. Kenara w Zakopanem…



