Losy moich Rodziców. Odpowiedź z kuratorium.

Do Rakowa wracałam z nadzieją.

Odebrałam Zenona, który chętnie przebywał u dziadków.

Zdałam Teściom relację z rozmowy z kuratorem, omijając epizod mojego załamania się. Najnormalniej w świecie wstydziłam się łez. Chciałam uchodzić za twardziela w spódnicy.

Nie wiem, czy rodzice Wacka byli zadowoleni, bo pewnie woleliby mieć całą rodzinę blisko siebie. Ale zdawali sobie sprawę z tego, że nasze życie na odległość na dłuższą metę nie ma szans.

Wróciłam do pracy i nadal nic się nie działo.

 Jednak tuż przed wakacjami, otrzymałam prawie równoczasowo dwa listy z Wilna.

Był list od Wacka i z kuratorium.

W obu była zawarta informacja o pozytywnym załatwieniu naszej najważniejszej sprawy.  

Otrzymałam zawiadomienie, że od września mogę podjąć pracę w Smorgoniach.

Jak bardzo biło mi serce z wrażenia i radości, nie muszę opisywać.

Wstąpiła we mnie otucha, że wszystko będzie dobrze, inaczej niż do tej pory.

Może szczęście się do nas uśmiechnie.

Te wakacje były dla mnie jedne z najpiękniejszych.

Odwiedziłam Wacka, razem pojechaliśmy do Smorgoń.

Wynajęliśmy tam mieszkanie dla mnie i Zenona.

Jednak Wacek miał nadal mieszkać w Wilnie, gdyż codzienne dojazdy nie byłyby możliwe. Jednak rodziła się nadzieja na wspólne rodzinne niedziele.

Miasteczko było sympatyczne.

Losy moich Rodziców. Zaproszenie do rodzinnego domu.

Biegła do furtki , za którą stał listonosz, z biciem serca, złapała szarą kopertę i natychmiast otworzyła.

Czytała z wypiekami na policzkach i wkrótce obraz był zamazany przez łzy, które nieproszone spływały spod opuszczonych powiek. Łzy szczęścia.

Był to  upragniony list z Godziszki.

Na wstępie oczywiście ojciec nie omieszkał wypomnieć, że  nie spełniła ich oczekiwań, bo wyszła za mąż za wcześnie  i w dodatku za obcego, człowieka z innych stron.

Ale w następnych linijkach dość koślawo stawianych liter donosił, że wspaniałomyślnie jej wybaczają .

 A w końcowym fragmencie listu, piszą, że  zapraszają ją i dziecko do siebie, w góry.

To był niezwykły przełomowy moment w Jej życiu.

Do końca swojego życia  nie znalazła odpowiedzi na pytanie, dlaczego nagle jej ojciec złagodniał? 

Podejrzewam, że może brał w tym udział jakiś litościwy , bystry i dobry miejscowy ksiądz. Chyba tylko jemu ojciec mógłby się podporządkować. Ten ojciec Stefki – Michał, znany despota, który   nad całą rodziną jednoznacznie sprawował nieograniczoną władzę . Pewnie  nikt inny poza księdzem nawet by nie śmiał zapytać o jego córkę, przecież stale ich  córkę- Stefkę

Losy moich Rodziców. Stefa się doczekała…

Gdy Zenon miał dwa lata wreszcie odezwali się Rodzice Mamy.

Stefa nie milczała.

Stale próbowała nawiązać jakiś kontakt ze swoją rodziną.

W tym wypadku zachowywała się nietypowo, nawet mnie to dziwiło. Ponieważ z natury rzeczy  była uparta, zamknięta i  twarda . Ale jak się okazało tylko  pozornie nieugięta.

Jak wynika z Jej opowiadania o tamtych czasach, bezpośrednio po ślubie nie zamykała się w sobie, nie chowała urazy do Ojca.

Została bardzo zraniona, ale czuła przemożną potrzebę przebłagania swoich okrutnych gór.

Systematycznie wysyłała listy do domu, paczki z nowymi ciuchami, butami dla ojca, matki i rodzeństwa.

I wreszcie zdarzył się długo oczekiwany cud.

Któregoś dnia zawitał listonosz i z daleka wołał, że ma list z odległych stron.

Oczywiście wszyscy wiedzieli jaka jest sytuacja Mamy, bo jak pisałam, było to niewielkie miasteczko, ludziska się znali i interesowało ich cudze życie.

A cóż dopiero życie nauczycielki, która przybyła z dalekich stron, więc stale była inna, obca.

Losy moich Rodziców. Milczenie Godziszki.

Moja Mama, Stefa  do końca miała nadzieję, że w tak ważnym momencie życia rodzina jej nie opuści.

W dniu ślubu od świtu wypatrywała w oknie czy nie przybywają bliscy jej ludzie.

Ale czekała nadaremnie.

Okrutna Godziszka milczała, a jej serce krwawiło.

Nie czuła żadnej radości ze ślubu, nawet żadnych emocji, zamknęła się w sobie, jak zresztą już potem nieraz bywało.

 

Losy moich Rodziców. Rezygnacja.

I wreszcie Stefa otrzymała długo oczekiwany list od ojca.

Otwierała go  z drżeniem serca.

Ale gdy  przeczytała jego pierwsze wersy ,  poczuła lód w sercu i bezsiłę.

Wszystkie jej marzenia, plany, tęsknoty przestały się liczyć.

Spokojnie złożyła list i schowała go w szufladzie.

Po pewnym czasie przyjechał Wacek do rodzinnego miasteczka, przybiegł jak zwykle pod okno wybranki, ale ona oświadczyła chłodno, że niestety nie może wyjść za mąż.

Nie ma prawa układać sobie życia, bo taka jest wola ojca.

Losy moich Rodziców. Okrutny list.

 I wracam teraz do swojej opowieści znanej z relacji Mamy.

 

 

Mimo tego, że nie było pozytywnych wieści z Godziszki, nie przekładano  terminu ślubu.

Do tego przekonywali rodzice Wacka, którzy bardzo lubili i cenili Stefę.

 

Któregoś dnia, wreszcie nadszedł  długo oczekiwany list z rodzinnej wsi Mamy.

Otwierała drżącymi palcami, niecierpliwie z nadzieją na zgodę.

Ale myliła się.

List był bezwzględny.

Został napisany ręką brata, któremu Ojciec dyktował .

Zawarte tam słowa spadały na nią jak ciosy.

Oznajmiał, że na zamążpójście córki nie wyraża zgody.

Że ona musi  nadal wspomagać rodzinę finansowo , bo jest to jej święty obowiązek.

I że wybrała człowieka z obcych stron, innego, którego nigdy nie zaakceptuje cała rodzina.

Na medycznej ścieżce. Wracam do pracy.

List ten przeczytałyśmy razem z Mamą.

Kierownik mojej poradni zwracał się z bardzo uprzejmą prośbą, bym wróciła do pracy, bo on ma trudności personalne.

Nie zdążyłam zareagować, gdy Mama obwieściła, że takie spokojne dziecko jak Marcin może pozostawać pod ich opieką .

Ich, czyli moich Rodziców, a ja powinnam wrócić do pracy.

Miałam wątpliwości, czy mogę Rodziców obciążać obowiązkiem opiekowania się dziećmi. Ale dziewczynki już chodziły do przedszkola, więc w domu pozostawał jedynie Marcinek. Faktycznie był dzieckiem bardzo spokojnym, chętnie i wielkim apetytem  zjadał wszystkie posiłki i w ogóle nie sprawiał żadnych kłopotów.

Tak więc po przedyskutowaniu z Rodzicami i Mirkiem, zdecydowałam się na powrót do pracy.

Na medycznej ścieżce. Krótkie delektowanie się macierzyństwem.

Tym razem miałam urlop macierzyński, więc czułam pełen luz.

Po urodzeniu Justyny wróciłam na zajęcia po 7 dniach, a po pojawieniu się na świecie Ewy po 2 tygodniach.

Tak więc ówczesne państwo nasze ludowe na mnie trochę zarobiło, gdyż nie naraziłam nikogo na fundowanie mi urlopu macierzyńskiego.  

Teraz delektowałam się czasem spędzanym z dziewczynkami i maleństwem.

Planowałam roczny urlop bezpłatny , nawet go zaczęłam i chyba zaliczyłam ok. 3 miesięcy.

Ale pewnego dnia ktoś zadzwonił do drzwi.

Otworzyłam , był tam goniec z mojej poradni z listem od szefa.

Losy moich Rodziców. Opowieść Taty (5)

Stefa czasami bywała w naszym domu, grzała się w cieple mojej rodziny.

W czasie tych wizyt widziałem, jak bardzo pragnęła miłości i przytulania.

Chyba nigdy nie dostawała tego w swojej rodzinie góralskiej- twardej i hamującej uczucia.  Zrozumiałem to dopiero po latach, gdy poznałem jej wieś i ludzi tam żyjących.

Powoli rozpoczęliśmy przygotowania do ślubu.

Wiem, że napisała o tych planach do swoich rodziców.

Każdego dnia czekała na wizytę listonosza.

Czekała długo.

Ale z Godziszki , z jej rodzinnej miejscowowści nikt nie odpowiadał. To milczenie było ciężkie jak głaz, za trudne do udźwignięcia przez młodą dziewczynę. Kładło się cieniem na naszym związku.

Więc któregoś dnia postanowiła tam pojechać i porozmawiać osobiście.