List do Jacka ( 6 )
Jacku!!!
I oto kolejny list do Ciebie, bo pogadać by się chciało, ale daleko jesteś. Zresztą nie zawsze bezpośrednia rozmowa jest tak przyjmowana jak nieruchome słowo na papierze ( w tym wypadku monitorze). Nie budzi takiego sprzeciwu, nie może odparować ciosów, po prostu jest….
Nie pomnę dokładnie, ale chyba miałeś 13 czy 14 lat, kiedy razem z matką wyemigrowałeś do Australii. Nie spodziewaliśmy się takiego przebiegu wydarzeń, chociaż już wiedzieliśmy, że tam wybyła żona naszego kuzyna ( syna brata Twojego dziadka Wacka- Witolda Łukaszewicza, tego, który się urodził na syberyjskim zesłaniu ). Już kiedyś o nim wspominałam w tym blogu …zabrała ze sobą dwie córki, pozostawiając ich ojca w głębokim szoku i żałobie…. Ta kobieta porzuciła ciekawą pracę w Zielonej Górze, tak ładnie układała się jej kariera zawodowa, ale wybrała inne życie. Pochodziła z tych samych stron, w których urodziła się Twoja matka. Mieszkając w Zielonej Górze, przyjaźniły się , w pewnym sensie też stanowiły elitę tego miasta. Tak więc ich decyzje były szeroko omawiane w ich środowiskach. Echa docierały aż do Gorzowa.
Podobno Ty bardzo chciałeś wyjechać. Nie wiem co Tobą kierowało, może tylko chęć przygody, a może oddalenie się od tego miasta, gdzie nadal mieszkał Twój ojciec ale już z nową żoną, a jej syn był Twoim klasowym kolegą. Chyba nie darzyłeś go sympatią, bo jego matka zabrała Ci ojca…Tak więc zamknęło się koło wzajemnych pretensji. Pewnie zapamiętałeś to, co kiedyś wykrzyczała do Ciebie Iwonka . I teraz przyszła kolej na Ciebie, a teraz Ty stawiałeś ten sam zarzut innemu chłopcu….Brutalny świat dorosłych zadeptywał Wam, biednym, porzuconym dzieciom, ich piękny niewinny i naiwny świat…
Tak więc Gerta, Twoja mama zostawiła swoją radiową redakcję , gdzie była ceniona i nagradzana i poszła za Tobą, za Twoim pomysłem a może marzeniem. Wiernie Ci towarzyszyła, roztaczając opiekuńcze skrzydła. My już przestawaliśmy się dziwić tym decyzjom, musieliśmy zaakceptować i tę sytuację, bo przecież nie mieliśmy wpływu na życie Zenona , jego żon i dzieci. Piszę, my, bo uczestniczyłam w rozmowach Twoich Dziadków, i razem z nimi próbowałam to wszystko objąć rozumem….
I tak ten zły świat dorosłych osaczył mnie na początku mojego młodzieńczego życia. Pewnie dlatego budowałam potem tak swoją rodzinę , starając się by była silna i spoista, wielokrotnie rezygnując z własnych ambicji , potrzeb , jakby zatracając swoje ego. A wszystko dlatego, by zachować spokój i jakiś ład w mojej rodzinie . Teraz, po bardzo wielu latach patrzę na siebie z odpowiednim dystansem czasu, przyglądam się swojemu życiu jakby było to życie innej, obcej kobiety . I wiesz co , Jacku, pomimo jakiejś odrobiny żalu, że czasami gubiłam swoje ego w swoim związku, czuję się z tym dobrze. Małżeńskie życie to wielokrotnie rezygnacja , akceptacja i tolerancja….i oceniając z tak bardzo odległej perspektywy jaką jest 45 lat w związku, takie postępowanie po prostu się najzwyczajniej opłaca ( wybacz, że używam tak brzydkiego, prawie merkantylnego sformułowania) …
Mój Brat tego nie wiedział, może dopiero gdy się zestarzał, gdy był już schorowany, zrozumiał, że życie to nie wieczny bal. To ciężka harówa, czasem w pocie czoła i łzach, ale warto . Wytrwał przy swojej trzeciej żonie do końca swoich dni. Był przy niej, gdy wielkie jego uczucie wygasło, bo przecież zawsze wygasa, był w chorobie, starości. A może to ona bardzo kochała i umiała tak kochać, że stanowiła niewidzialny magnes dla mojego niedojrzałego emocjonalnie brata.
Ale Jacku, zatrzymałam się w tym miejscu pisaniny mojej do Ciebie, bo się opamiętałam , że przybrała ona jakby formę kazania . Ale wybacz, mam prawo, bo właśnie skończyłam 66 lat. A wiek to słuszny…Nie muszę tego Tobie mówić, bo jesteś jeszcze barwnym motylem i pewnie zrozumiesz dopiero wtedy, gdy zamienisz się w nieciekawą ćmę. O ile jest to możliwe, bo przecież w przyrodzie niczego takiego nie widziano. Ale za to można zobaczyć motyle z uszkodzonym skrzydłem….może więc mój list stanie się dla Ciebie przyczyną do rozważań nad Twoim własnym życiem, gdzie chyba sporo błędów, jak mi się wydaje…
To już kończę, bo wyczerpałam siły na tych rozważaniach. A pewnie i Ty masz już dosyć czytania tego, co stara ciotka wypisuje….pozdrawiam Ciebie jak zwykle bardzo serdecznie, Twoich synów i w ogóle ten piękny daleki kontynent- Twoja ciocia Zosia
